Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Philip Earl Steele: Polska potrzebuje dyplomacji religijnej

Amerykańskich liderów religijnych można by zaprosić do Lednicy, pokazać im radosnš twarz polskiego katolicyzmu
materiały prasowe
W USA nie ma potężnego lobby żydowskiego. Z Izraelem utożsamiajš się za to wpływowi ewangelikalni chrzeœcijanie. Z pewnoœciš tak mocno religijny kraj jak Polska, gdyby był im znany, wzbudzałby wœród nich naturalnš sympatię – przekonuje amerykański historyk Philip Earl Steele.

Rz: Jak polski konflikt z Tel Awiwem odebrano w Stanach Zjednoczonych?

Na razie nie zwrócono na niego większej uwagi. Nie powiem, że w ogóle przeszedł niezauważony, bo jednak pisały o nim „New York Times" czy „Washington Post". Ale gdy próbowałem wysondować wœród swoich kolegów i krewnych, co oni o tym wszystkim myœlš, to naprawdę byli zaskoczeni, że taki spór ma miejsce, bo nic o nim nie słyszeli.

Często spotykam się w Polsce z obawami, że studenci w Stanach myœlš, iż ci niewymieniani z narodowoœci naziœci byli Polakami. To czysty nonsens. Amerykanie wiedzš, że Polska była ofiarš hitlerowskich Niemiec. W USA nie toczy się żadna mityczna debata o odpowiedzialnoœci Polaków za II wojnę œwiatowš, jak to czasem przedstawiajš niektóre polskie gazety. Rzekomy spór o odpowiedzialnoœć za zbrodnie wyglšda na jakieœ fantazmaty.

Inne częste nad Wisłš obawy dotyczš tego, że lobby żydowskie zaczęło na Kapitolu tę sprawę rozgrywać przeciwko Polsce. O zaniepokojeniu działaniami naszego rzšdu mówiła choćby rzeczniczka Departamentu Stanu.

Cišgłe odnoszenie się do jakiegoœ rzekomego lobby żydowskiego ma znamiona tez z antysemickiej pracy „Protokoły mędrców Syjonu" z czasów cara Mikołaja II. O jakim tu wszechwładnym lobby mowa, skoro Żydzi nie stanowiš nawet 2 proc. obywateli USA? O lobby żydowskim w Ameryce mówiš ludzie, którzy nie majš zielonego pojęcia, z czego wynikajš silne więzi łšczšce nas z Izraelem. Najsilniejszš proizraelskš organizacjš w Stanach jest CUFI (Christians United For Israel), czyli Chrzeœcijanie Zjednoczeni na rzecz Izraela. To nie lobby żydowskie, ale ewangelikalne. Założyciel CUFI pastor John Hagee z Teksasu podkreœla, że wsparcie dla ludu Izraela to œwięty obowišzek chrzeœcijan i że Ameryka otrzyma za to błogosławieństwo obiecane w Księdze Rodzaju. To nie nowojorscy Żydzi, często zresztš niechętni polityce premiera Beniamina Netanjahu, ale chrzeœcijanie – zwłaszcza ewangelikalni – prowadzš działalnoœć lobbingowš na rzecz Tel Awiwu – i to we wszystkich 50 stanach.

Kim sš owi ewangelikalni chrzeœcijanie?

Protestantyzm w USA dzieli się z grubsza na dwie grupy. Pierwsza to stare wyznania powstałe w czasie Reformacji, czyli luteranie, anglikanie i kalwiniœci. Zbory liberalne. One stanowiły tzw. mainline, czyli dominujšcy nurt protestantyzmu do lat 60. ubiegłego wieku. A od tego czasu, w coraz bardziej zeœwiecczonym społeczeństwie amerykańskim, ton życiu religijnemu nadaje druga grupa, czyli właœnie tzw. zbory ewangelikalne, jak baptyœci czy zielonoœwištkowcy. Socjolog religii R.B. Fowler nazwał je wręcz „strategicznym centrum protestantyzmu" w Ameryce.

Co odróżnia je od liberalnego protestantyzmu?

Ewangelikalni wywodzš się z ruchów powstałych w XVIII w. i póŸniej. Większoœć z nich łšczy wiara w potrzebę powtórnego narodzenia osoby dorosłej, utrzymujš prymat Pisma Œwiętego – i to z bardzo dużym naciskiem na Stary Testament, popierajš działalnoœć misyjnš; wierzš, że nadal trwa przymierze Boga z ludem Izraela i oczekujš dosłownego powrotu Jezusa Chrystusa. Od czasów kolonialnych w wielu odłamach amerykańskiego protestantyzmu funkcjonuje przekonanie, że Amerykanie też sš w jakimœ sensie narodem wybranym, że otrzymali misję Bożš.

Ta więŸ z ludem Izraela zawsze była więc w USA bardzo silna. Doœć przypomnieć, że na pierwszych amerykańskich uniwersytetach, jeszcze w okresie kolonialnym, obowišzkowa była nauka języka hebrajskiego, choć w Nowym Œwiecie przecież nie było wówczas żadnych Żydów. Naturalne więc, że istnienie dzisiejszego Państwa Izrael ewangelikalni uznajš za spełnienie biblijnych proroctw. To bardzo tradycjonalistyczni i konserwatywni wyborcy; stanowiš ok. 30 proc. obywateli USA.

I to właœnie im chciał się przypodobać Donald Trump, decydujšc o przeniesieniu amerykańskiej ambasady z Tel Awiwu do Jerozolimy?

Tak, to najprostsze wyjaœnienie tej decyzji. Nie sšdzę, żeby Trump podzielał ich religijne poglšdy, zresztš dobrze to widzš wyborcy ewangelikalni – te wszystkie skandale, swobodna obyczajowoœć, wiele bulwersujšcych wypowiedzi... A taki ruch, jak uznanie Jerozolimy za stolicę Izraela, jest dla wyborców ewangelikalnych czymœ szalenie istotnym. Trump ich tym z pewnoœciš oczarował. Dla nich Izrael jest zdecydowanie czymœ więcej niż zwykłym państwem. Ewangelikalni naprawdę utożsamiajš się z Izraelem i jego ludem – tu nie chodzi o wyrachowane interesy Ameryki. Zakładanie, że to tylko jakiœ sojusz geopolityczny, jest niedorzeczne, bo Izrael to przecież bardzo niewielki kraj w całkiem niekorzystnym położeniu.

Skoro tak liczšca się politycznie grupa Amerykanów czuje bliskš więŸ z Izraelem, to czy Polska nie straci w ich oczach, gdy jako pokłosie naszego sporu z Izraelem zacznš się pojawiać w amerykańskich mediach np. jakieœ materiały o polskich szmalcownikach?

Nie. Wcale nie sšdzę, by przeciętnego ewangelikalnego obchodziły ciemne karty historii sprzed 80 lat gdzieœ w odległej Polsce. Co innego, gdyby telewizja Fox nadała jakiœ wstrzšsajšcy materiał o wybuchu nad Wisłš antysemityzmu dzisiaj. Gdyby przedstawiła te wszystkie ohydne komentarze, jakieœ obrazki hajlujšcych ludzi itd. To oczywiœcie mogłoby mieć przełożenie na stosunek Amerykanów do Polaków.

Widzę, że niektórzy polscy politycy bardzo liczš na zaangażowanie amerykańskiej Polonii w sprawę kryzysu w stosunkach z Izraelem. W poniedziałek marszałek Senatu Stanisław Karczewski wystosował list m.in. do przedstawicieli amerykańskiej Polonii, proszšc, by budowali oni mosty z diasporš żydowskš i walczyli o prawdę historycznš. Problem w tym, że w USA Polonia nigdy się nie liczyła. Nie ma siły politycznej, by powalczyć nawet o zniesienie wiz; przez lata praktycznie nic nie udało jej się załatwić. Polonusów jest tylko 600 tys., a w życie polityczne ojczyzny angażuje się niewielki odsetek. W ostatnich wyborach na prezydenta Polski udział wzięło mniej niż 30 tys. osób – niecałe 5 proc. I jeszcze mniej w wyborach parlamentarnych.

To jak moglibyœmy powalczyć o lepszy obraz Polski w USA?

Paktujšc bezpoœrednio z amerykańskim społeczeństwem. Moim zdaniem warto, aby Polska postawiła na dyplomację religijnš z ewangelikalnymi. Ich jest 60 mln – politycy amerykańscy na każdym szczeblu naprawdę liczš się z ich zdaniem. Najlepszym przykładem na to, jak można prowadzić takš dyplomację, jest polityka Izraela. Tel Awiw od końca lat 50. XX w. mocno stawia na współpracę z przychylnymi sobie grupami religijnymi w ramach chrzeœcijaństwa. Na pewno Polska mogłaby zaczšć częœciej zapraszać do siebie liderów ewangelikalnych, przedstawiać ich w mediach. Dobrze, że w marcu zeszłego roku Warszawę odwiedził choćby Ralph Reed, od 30 lat jeden z najważniejszych przywódców prawicy religijnej, która stawia sobie za cel obronę tradycyjnych wartoœci. Reed spotkał się wtedy z ówczesnym szefem MSZ Witoldem Waszczykowskim. Taka współpraca powinna być pogłębiana.

I Ewangelikalni sš przychylni tradycyjnie katolickiej Polsce?

Z pewnoœciš tak mocno religijny kraj jak Polska, gdyby był im znany, wzbudzałby wœród nich naturalnš sympatię. W końcu poza USA i Polskš niewiele jest państw na skšdinšd postchrzeœcijańskim Zachodzie, gdzie chrzeœcijaństwo wcišż trzyma się bardzo mocno. To solidna podstawa do budowania bliższej współpracy. Zresztš organizacja, której przewodniczył Ralph Reed (Chrzeœcijańska Koalicja Ameryki), w okresie œwietnoœci w latach 90. XX w. stała się historycznie ważna właœnie dlatego, że połšczyła siły zarówno ewangelikalnych, jak i katolików. Pobożnych chrzeœcijan więcej łšczy, niż dzieli. Amerykańskich liderów religijnych można by zaprosić przykładowo do Lednicy na Spotkania Młodych, pokazać im żywš, radosnš twarz polskiego katolicyzmu. Zaprosić ich do mediów, na spotkania z pracownikami MSZ. I odwrotnie: ewangelikalne pismo w USA „Christianity Today" powinno publikować wywiady np. z arcybiskupem Grzegorzem Rysiem i z ambasadorem RP w Stanach Zjednoczonych Piotrem Wilczkiem. Pole do współpracy jest bardzo, bardzo szerokie.

To właœnie nazywa pan dyplomacjš religijnš?

Tak, to wcišż mało znana działka dyplomacji, w zasadzie rozwijana głównie w USA i Izraelu. W amerykańskim Departamencie Stanu mamy nawet Biuro Religii i Spraw Globalnych (Office of Religion and Global Affairs). Teraz co prawda nie funkcjonuje ono zbyt prężnie, bo prezydent Trump je mocno przeorganizował, ale gdy sekretarzem stanu był John Kerry, Biuro pełniło bardzo istotnš rolę. Doradzało sekretarzowi, szkoliło amerykańskich dyplomatów, by wiedzieli, jak rozmawiać w różnych częœciach œwiata o sprawach religii i wiary; uczyło ich, w jaki sposób mogš angażować do współpracy przywódców religijnych. Taka dyplomacja na pewno lepiej by się przysłużyła interesom Polski niż kolejne apele do Polonii.

—rozmawiał Michał Płociński

Philip Earl Steele jest amerykańskim historykiem, redaktorem i tłumaczem mieszkajšcym w Polsce, autorem głoœnej ksišżki „Nawrócenie i chrzest Mieszka I". W tym roku ukaże się jego nowa publikacja „Izrael i chrzeœcijanie ewangelikalni: Alians z Bożego nadania"

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL