Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Ks. Robert Skrzypczak: Antykoncepcja – współżycie bez Boga

Plus Minus, Mirosław Owczarek
Coraz więcej ludzi przyjmuje „postawę antykoncepcyjnš", która z góry zakłada eliminację rodzicielstwa bšdŸ odkładanie go w nieskończonoœć. Co zrobić, by płodnoœć przestała być Ÿródłem obaw?

Małżonkowie, którzy stosujš antykoncepcję, zazwyczaj wykazujš nastawienie lękowe, bojš się dziecka. Lęk ten zwykle bardziej jest nasilony u kobiet niż u mężczyzn, co tłumaczy biologiczne zaangażowanie się kobiety w macierzyństwo, i występuje tak często, iż należy uznać, że jest on charakterystyczny dla postawy antykoncepcyjnej. Ludzie, którzy bojš się dziecka, sięgajš po antykoncepcję. Wykazujš w tym względzie zdumiewajšcš ignorancję, niezależnie od posiadanego wykształcenia, tak jakby lęk paraliżował ich zdolnoœć logicznego myœlenia i postępowania. Płodnoœć przedstawia się w ich wyobraŸni jako „siła nadrzędna", przed którš nie ma ucieczki. W jakimœ magicznym myœleniu poszukujš oni talizmanu, który by ich od niej uwolnił. Płodnoœć w oczach współczesnego nowoczesnego człowieka to coœ niemożliwego do opanowania.

Logiczne byłoby myœlenie, że skoro nie mogš sobie poradzić z płodnoœciš, nie umiejš niš rzšdzić, a bojš się dziecka, to najproœciej i najskuteczniej byłoby zaniechać działania seksualnego, które doprowadza do pojawienia się dziecka. Lecz myœl o powstrzymaniu się od seksu, który jest traktowany jako Ÿródło przyjemnoœci, jest obca i niepopularna. Człowiek współczesny szuka więc œrodków zaradczych, „zabezpieczajšcych". Samo sformułowanie „œrodki zabezpieczajšce" wskazuje na pojmowanie dziecka jako zła, którego za wszelkš cenę należy unikać.

W takiej atmosferze ludzie podejmujš współżycie seksualne, w którym tło stanowi lęk przed dzieckiem. Efekt? W najgorszym scenariuszu (co nie znaczy, że w każdym przypadku) zaczyna się od tego, że współżycie nie przynosi oczekiwanej radoœci u małżonków, a przeciwnie – reakcje nerwowe, inne u mężczyzny, inne u kobiety. U kobiety zazwyczaj szybciej dochodzi do reakcji frustracyjnej. Wewnętrznie i niejako fizycznie jest ona sparaliżowana lękiem. Nie może przeżywać radoœci zjednoczenia z kochanym mężczyznš i jako odpowiedŸ na napięcie lękowe pojawia się w niej najpierw niechęć do ciała mężczyzny, która nieraz przeradza się we wstręt fizyczny. Kobieta przymusza się do współżycia, ale staje się ono dla niej coraz bardziej przykre, tak iż w pewnym momencie traktuje ona pożycie małżeńskie jako zło konieczne, od którego stara się w jakiœ sposób uwolnić. Gdy mężczyzna egzekwuje swoje „prawa małżeńskie" i narzuca kobiecie współżycie, niechęć do ciała narasta i przechodzi w niechęć do współżycia w ogóle.

Mężowie uskarżajš się wówczas na oziębłoœć kobiet, podczas gdy panie deklarujš: „Dla mnie to może nie istnieć". Z czasem niechęć do stosunków seksualnych przeradza się w niechęć do partnera, do męża – sprawcy całej tej sytuacji. Znamienne, że wiele mężatek za zaletę uznaje, iż mšż nie szuka u nich seksualnej satysfakcji.

Zobojętnienie seksualne u kobiety musi wywołać reakcje u mężczyzny. Najczęœciej w grę wchodzi jakaœ forma agresji. Nawet najbardziej kulturalni panowie potrafiš reagować w sposób prymitywny. „Nie był taki, zmienił się" – wyrokujš kobiety. W mężczyŸnie narasta zaœ postawa egocentryczna i zobojętnienie na los żony i dziecka. Obie te postawy osłabiajš miłoœć małżeńskš i mogš wywoływać wrażenie, że „już się nie kochamy".

W stronę obojętnoœci religijnej

Wpływ stosowania antykoncepcji sięga znacznie głębiej, niż chcieliby przyznać jej zwolennicy. „W samej istocie antykoncepcji tkwi nieprawidłowa hierarchia wartoœci przez nadmierne zwrócenie uwagi na płeć, a niedostrzeganie integralnej wartoœci osoby ludzkiej. W takiej sytuacji stosunek seksualny nabiera znaczenia wyłšcznie fizjologicznego (reakcja odbarczenia), co powoduje poczucie zdeterminowania... Powoduje to wewnętrzne rozszczepienie i pogłębia rozdział między miłoœciš a współżyciem seksualnym" – pisała Wanda Półtawska. Z kolei odseparowanie działań seksualnych od prokreacji obniża wartoœć samego stosunku. Nie stanowi on już znaku dopełnienia jednoœci międzyosobowej, a co najwyżej narzšdowš reakcję ciała. Mężczyzna pada ofiarš niewoli swego ciała, jest bezradny wobec reakcji, nad którš nie potrafi zapanować, kobieta natomiast staje się niewolnicš męskiego seksualizmu, schodzi do poziomu rzeczy używanej, traci godnoœć pełnowartoœciowej osoby. Ta sytuacja tak bardzo zaprzecza prawdzie osobowej ludzi, iż musi wywołać frustrację. Małżonkowie majš w stosunku do siebie coraz większe pretensje i zaczynajš się lekceważyć. Zaniechanie kontaktu cielesnego potęguje klimat wrogoœci, w którym od czasu do czasu może dojœć do zbliżenia seksualnego, lecz przypomina ono raczej zachowanie agresywne niż miłoœć.

Taki akt seksualny nie ma w sobie żadnej mocy wišżšcej ludzi, wręcz zrywa poczucie komunii. „Jest uderzajšce – zauważała dr Półtawska – że małżeństwa, które stosujš antykoncepcję, zupełnie nie potrafiš okazać sobie bezinteresownej czułoœci i wszelkie próby zbliżenia wywołujš u mężczyzny reakcje podniecenia seksualnego, co kobieta odczuwa jako poniżajšce, a ponadto boi się tego, wiedzšc, że z tej właœnie reakcji może zaistnieć ťniepożšdany skutekŤ, to jest dziecko... O ile w prawidłowym układzie małżeńskim dziecko staje się czynnikiem łšczšcym ludzi, o tyle w tym układzie każda następna cišża pogłębia istniejšcy konflikt". Nieoczekiwane dziecko budzi poczucie winy, przy czym małżonkowie starajš się winę tę przerzucać wzajemnie na siebie.

Znamienne, że nawet ludzie wierzšcy, majšcy też niejednokrotnie problem z antykoncepcjš, w odniesieniu do płodnoœci zdajš się całkowicie pomijać obecnoœć Boga. Zapłodnienie traktujš wyłšcznie jako skutek swego działania, nie dopuszczajšc myœli, że poczęte nowe życie ma swoje, dane od Boga, własne prawo do życia. Mimo że uznajš się za praktykujšcych katolików, w odniesieniu do płodnoœci zachowujš się jak ludzie niewierzšcy, nie uwzględniajšc Boga jako Stwórcy. Nie myœlš, że nowa poczęta istota ma dane od Boga prawo do własnej egzystencji. Według Wandy Półtawskiej „zapominajš, że poczęcie nowego życia jest zależne od działalnoœci trzech osób – od Boga i rodziców, przy czym Bóg ma rolę decydujšcš".

Wiara ludzi używajšcych antykoncepcji z czasem maleje, zmierzajšc w stronę obojętnoœci religijnej. Przestaje przystawać do życia, podobnie jak przynależnoœć do Koœcioła wcale nie oznacza stosowania się do jego nauczania. Normy stosowane w Koœciele, które stojš na straży osobowej godnoœci małżonków, zaczynajš być postrzegane jako nieuzasadniony zakaz, który należy znieœć. I tak antykoncepcja potępiana przez Koœciół staje się terenem rozgrywek œwiatopoglšdowych. Jej zwolennicy próbujš uzasadnić jej stosowanie względami miłoœci, ale praktyka życiowa pokazuje wyraŸnie negatywny wpływ postawy antykoncepcyjnej na jakoœć miłoœci małżonków i na ich rodzinę.

A co ze stosunkiem przerywanym? Dlaczego tyle par, także katolickich, praktykuje tę metodę zapobiegania cišży, mimo że teologia moralna zachowanie to jednoznacznie ocenia jako grzech œmiertelny? Zazwyczaj w uzasadnieniu małżonkowie mówiš: „uważamy", lub częœciej kobieta mówi: „on uważa, on się wystrzega". Zwykle czujš opór przed sięganiem po antykoncepcję. MężczyŸni zatem wybierajš taki sposób zachowania, uważajšc, że „to nie zaszkodzi żonie". Można przypuszczać, że szukajš w tym jakiegoœ dobra. Nie da się wszystkich ludzi jednakowo obwiniać o egoizm. Wydaje się, że jest odpowiedŸ, która pozwala zrozumieć to zjawisko. Akt seksualny przerywany nie jest skierowany przeciwko macierzyństwu i płodnoœci kobiety. I choć jest ona potraktowana egoistycznie jako przedmiot seksualnego pragnienia, niemniej najgłębsze struktury jej istoty, jej egzystencjalne skierowanie na macierzyństwo wpisane przez Boga w jej kobiecoœć jest nienaruszone. Intuicyjnie ludzie mogš czuć, że jakkolwiek by było, jest to „naturalny sposób zachowania", bo istota kobiecoœci jest nietknięta.

Zachowanie to może prowadzić do nerwicy, ale nie uszkadza bezpoœrednio płodnoœci. Œrodki antykoncepcyjne zmieniajšce rytm biologiczny w organizmie kobiecym sš skierowane przeciwko naturze kobiety, a mężczyzna próbuje jš przed tym jakoœ uchronić. Nie chce jej pozbawiać płodnoœci, ale chce też zachować swe poczucie męskoœci. Stosunek przerywany jest jego działaniem, a więc daje mu subiektywne poczucie własnej męskoœci w tym, iż to on działa i to on niejako bierze całš odpowiedzialnoœć na siebie. Nieraz mężowie mówiš: „ja to biorę na własne sumienie".

Wielu katolików nie uznaje stosunków przerywanych za grzech, ponieważ uważajš oni, że nie krzywdzš swych kobiet, nie niszczš w nich ich kobiecoœci. Ich płodnoœć jest nienaruszona, podobnie też męskoœć mężczyzn, ojcostwo nie zostaje z góry zniszczone. Mężczyzna działa, decyduje, a zarazem ochrania swojš żonę. W tej grzesznej i nieprawidłowej sytuacji tkwi zarzewie pewnego dobra.

Mogę być ojcem, mogę być matkš

Trzeba małżonkom pomóc w lepszym poznaniu ich głębokiej struktury osobowej jako kobiety i mężczyzny. Zadanie kobiety polega na lepszym poznaniu siebie samej i objawieniu tego mężczyŸnie. Ona przede wszystkim musi nauczyć się siebie, aby rozumiała każdy objaw tej wspaniale funkcjonujšcej kobiecoœci. Wówczas jej płodnoœć przestanie jš straszyć. Zamiast jej się bać, będzie umiała pokazywać jš mężczyŸnie, objawiać mu siebie, wywołujšc jego zachwyt i podziw. Podziw zaœ to jeden z najważniejszych komponentów kobiecej miłoœci.

By osišgnšć ten cel, kobieta musi przekazać mężczyŸnie wiedzę o sobie, objawić mu się. Zaprezentować tak, aby mógł i musiał jš podziwiać. Tę męskš chęć „uchronienia" swej kobiety przed niepożšdanš cišżš i postawę „uważania" należy właœciwie przekierować. Męskoœć prawdziwa to jest pełna odpowiedzialnoœć za kobietę i dziecko. Jeœli naprawdę nie chce jej skrzywdzić, musi wzišć pod uwagę los żony i dziecka. „Z chwilš, kiedy płodnoœć kobiety jest dla niego zrozumiała, jego decyzja ťuważajŤ odnosi się nie do chwili przerwania stosunku, ale do chwili podjęcia współżycia. ťUważajŤ, jeżeli ona nie powinna jeszcze stać się matkš – to poczekaj, wybierz moment odpowiedni.

Wola mężczyzny, jego aktywnoœć, jego zdolnoœć do działania sš podstawš do podjęcia odpowiedzialnoœci. Kobieta ma prawo się spodziewać, że on zdecyduje, on będzie uważał. Kierowanie płodnoœciš jest zadaniem wyłšcznie mężczyzny, siewcy życia. Siewca wie, kiedy siać w przygotowanš glebę. Kobieta jak matka ziemia przyjmuje ziarno i nie w jej mocy jest powstrzymywać twórczy proces wschodzenia nasienia. W niej się dzieje, a on działa. Gdy on uwzględni to, co się w niej dzieje – problem jest rozwišzany, a wszelka antykoncepcja jest po prostu niepotrzebna. Znika też potrzeba przerywania stosunku. Mężczyzna wie, kiedy może być owoc i kieruje czasem ťzasiewaniaŤ.

Nie ma mężczyzny, który wolałby akt przerywany od normalnego pełnego stosunku. Musi jednakże on nauczyć się kobiety i wczuć w niš. Wtedy to on będzie tym, który decyduje, uwzględniajšc, oczywiœcie, ich wspólne zamiary. Jej biernoœć i gotowoœć do zgadzania się w połšczeniu z jego odpowiedzialnš aktywnoœciš będš budować ich małżeńskš jednoœć. W przekazywaniu życia zaangażowana jest najgłębsza struktura człowieka, sam rdzeń jego człowieczeństwa. To, co się dzieje w intymnym złšczeniu mężczyzny z kobietš, sięga aż do dna ich duszy, nie tylko angażuje ich ciała. Ponadto stajš się w tym miłosnym akcie, jak podkreœlał Paweł VI w encyklice „Humanae vitae", „współpracownikami Boga samego w dziele stworzenia".

Pełne wzajemne oddanie się małżonków jest wielkim darem. Akt seksualny winien odzwierciedlać osobowe zjednoczenie. Wówczas staje się on œwiętym aktem zasługujšcym na wiecznoœć. „Negatywne stanowisko Koœcioła wobec antykoncepcji – wyjaœniał Karol Wojtyła – wynika konsekwentnie ze spojrzenia w prawdzie na miłoœć małżeńskš, która winna trwale jednoczyć mężczyznę i kobietę jako osoby, afirmujšc ich osobowš godnoœć we wszystkich przejawach życia, w szczególnoœci zaœ w samym współżyciu małżeńskim". Chodzi o pewien wewnętrzny szacunek okazywany współmałżonkowi, który w pełni odpowiada osobowej godnoœci tamtego. Akt seksualny w ten sposób przeżywany powoduje, że mężczyzna i kobieta stajš się wspólnym podmiotem tego współdziałania. Mówił o tym Paweł VI: „Współżycie płciowe narzucone współmałżonkowi bez liczenia się z jego stanem oraz jego uzasadnionymi życzeniami nie jest prawdziwym aktem miłoœci i dlatego sprzeciwia się temu, czego słusznie domaga się ład moralny we wzajemnej więzi między małżonkami".

Akt małżeński nosi w sobie nierozerwalnš więŸ między tym, co małżonków jednoczy, a tym, co ich otwiera na rodzicielstwo. Sprzeciw wobec antykoncepcji jest protestem przeciw odłšczaniu od siebie tych dwóch istotnych aspektów seksualnego współżycia. W akcie seksualnym, jeœli ma to być prawdziwy akt miłosny, musi towarzyszyć kochajšcym się osobom poczucie możliwoœci rodzicielstwa, jak i gotowoœć na nie: mogę być ojcem, mogę być matkš.

Czułoœć – znak działania Ducha Œwiętego

Jak porzucić rozpowszechnionš „postawę antykoncepcyjnš" narzucanš kochajšcej się parze przez konsumpcyjny styl życia? Jak jš zmienić, aby uratować miłoœć ludzkš? Zasadniczym i najbardziej pożšdanym czynnikiem jest małżeńska czułoœć. To brak czułoœci frustruje kobietę, a nie brak stosunków seksualnych.

W antykoncepcji dominujš postawy pożšdania, reakcje zaœ rozgrywajš się na płaszczyŸnie napięcie – rozluŸnienie, natomiast czułoœć przynosi otwarcie jednego człowieka na drugiego. Małżeństwa majšce antykoncepcyjne nastawienie do siebie zazwyczaj mało jej wykazujš. Ich miłoœć staje się egocentryczna. Tymczasem ciała małżonków można nauczyć „odseksualizowanej czułoœci". W takš postawę trzeba zaangażować zmysł dotyku, wzroku i mowę ludzkš.

Zmysł dotyku zazwyczaj w małżeństwie jest zautomatyzowany w kierunku wyzwalania reakcji seksualnej, natomiast gesty dotykowe muszš być wolne od napięcia seksualnego, a skierowane ku życzliwoœci, altruizmowi i miłoœci. Kobiecie trudno uwierzyć w miłoœć, która nie przejawia się gestami. Mężczyzna wydaje się bardziej niezależny od zmysłu dotyku, choć szybciej wyzwalajš się w nim automatyzmy erotyczne. Dopiero prawdziwa miłoœć wyzwala u mężczyzny tę zdolnoœć œwiadczenia gestów czułych bez podniecenia seksualnego. Kobieta poprzez zdolnoœć do macierzyństwa jest niejako cała skierowana ku dotykowi: jej ciało obejmuje w całoœci rosnšce w niej maleństwo, a także mężczyznę w czasie zbliżenia. Stšd dotyk ma dla niej ogromne znaczenie. Natomiast zmysłem szczególnie wrażliwym u mężczyzn wydaje się być zmysł wzroku. W małżeństwie spojrzenie mężczyzny, wyzwolone od pożšdliwoœci seksualnej, staje się wyrazem zachwytu, jak i potrzebnej kobiecie czułoœci. Mężczyzna potrafi zapatrzyć się w piękno kobiety i jš kontemplować.

Dialog miłoœci jest właœciwym sposobem odnoszenia się do siebie małżonków i właœnie w ramach takiego dialogu powinna zapadać decyzja tych dwojga o ich dziecku. W ciszy uspokojonego czułoœciš ciała mšż i żona majš zdecydować o tym, czy teraz mogš podjšć odpowiedzialnš sztukę rodzicielstwa, czy póŸniej. W takim klimacie antykoncepcja jest po prostu niepotrzebna, ponieważ czułoœć umie czekać. Nie jest dla niej konieczne seksualne dopełnienie. „Małżonkowie, wolni od nacisku ciała, podejmujš swojš płodnoœć prawdziwie po ludzku... Kobieta spokojna o swe macierzyństwo oddaje się ufnie w ręce kochanego mężczyzny, nie odczuwajšc żadnych oporów, ani œwiadomych, ani podœwiadomych, swobodna nie musi myœleć o żadnym przeciwdziałaniu zapłodnienia. Wszelkie bowiem wyliczanie jest sprzeczne z podstawowš tendencjš kobiecoœci skierowanej ku macierzyństwu i stšd kierowanie płodnoœciš pary małżeńskiej powinno spoczywać w rękach mężczyzny. Œwiadomy swojej odpowiedzialnoœci kochajšcy mężczyzna, uwzględniajšc sytuację fizjologicznš w organizmie kobiety, idšc po linii naturalnych męskich skłonnoœci, decyduje o chwili działania i realizuje je" – pisała Wanda Półtawska.

Przeżywanie czułoœci i płodnoœci przez małżonków w zgodzie z planem Boga i w najszczerszej chęci zharmonizowania z Nim przywraca małżonkom spokój sumienia i otwiera ich na nadprzyrodzone Ÿródła bijšce z ich sakramentu. Nauczenie się celebrowania sakramentu małżeństwa sprawia, że małżeństwa stajš się prawdziwymi prorokami zdolnymi do przepowiadania miłoœci Chrystusa językiem ciała. Ich ciała, zdolne do wyrażenia daru z samego siebie drugiemu, nabierajš cech profetycznych. Przemawiajš nie tylko aktem seksualnym, ale też czułoœciš, delikatnoœciš i wzajemnym przygarnianiem się. Prawdziwymi prorokami byli nazywani ci, którzy obwieszczali ludziom piękno przymierza z Bogiem. Za fałszywych uznawano tych, którzy zwodzili innych, cišgnšc ich ku przepaœciom œmierci.

„Sakrament Małżeństwa zawiera w sobie wielkie bogactwo – wyjaœniał kardynał Wojtyła proboszczom – do którego małżonkowie powinni sięgać przez całe życie. Obowišzkiem duszpasterzy jest nauczyć ich tego, naprowadzić na drogi współpracy z Bogiem, Stwórcš, Odkupicielem i Sprawcš naszego uœwięcenia [...]. Dlatego też właœnie potrzebne jest rzetelne i wszechstronne przygotowanie do Sakramentu Małżeństwa". Š?

Ks. Robert Skrzypczak jest doktorem habilitowanym teologii, psychologiem, duszpasterzem, profesorem Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL