Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Piękny Kościół, którego nie widać w statystykach

O Œwiatowych Dniach Młodzieży w Polsce słyszał dwa lata temu każdy (na zdjęciu msza w Brzegu). Ale ogrom innych pomysłów na formację młodych katolików umyka uwadze mediów, a zatem także widzów, słuchaczy i czytelników
AFP, Hans Lucas
Statystyki dotyczšce praktyk religijnych nie mówiš wszystkiego o stanie wiary w Polsce. A nawet mówiš o nim stanowczo za mało. Poza spadajšcš stopniowo liczbš wiernych mamy jednoczeœnie prawdziwy boom nowych inicjatyw ewangelizacyjnych i formacyjnych, które zmieniajš oblicze Koœcioła nad Wisłš.

Czy majšc w ręku alarmujšce dane o regularnym spadku liczby katolików uczestniczšcych w niedzielnej liturgii, można sobie pozwolić na optymizm? Czy można zignorować fakt, że w koœcielnych ławach robi się coraz luŸniej? Przecież ludzi Koœcioła nie może nie boleć odejœcie czy słaboœć choćby jednego członka tej wspólnoty.

Przede wszystkim, chodzi tu nie tyle o optymizm, ile o przekonanie, że procesy dotyczšce wiary i religijnoœci trzeba widzieć w szerszej perspektywie niż jedna dekada. „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?", słyszymy w Ewangelii retoryczne pytanie Jezusa. A w innym miejscu: „Odtšd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: ťCzyż i wy chcecie odejœć?Ť". Jezus nie mówił: nie zostawiajcie Mnie samego, statystyki sš zatrważajšce. Jeszcze gorzej ze statystycznego punktu widzenia będzie to wyglšdało pod krzyżem, gdy œwiadkami œmierci będš tylko trzy bliskie osoby. Bioršc pod uwagę liczby – duszpasterska porażka.

Abp Grzegorz Ryœ (jeszcze jako biskup krakowski) w wywiadzie dla „Więzi" w 2013 roku mówił m.in..: „Niestety, często ulegamy pokusie koncentrowania się na utrzymaniu liczb. Efekt jest taki, że jako Koœciół kurczymy się w sposób straszny". A w najnowszym liœcie pasterskim, poprzedzajšcym IV Synod Archidiecezji Łódzkiej, pisze: „Nie chodzi o to, byœmy z trwogš pilnowali naszych statystyk, zaklinajšc je, by nie spadały w zbyt szybkim tempie. Chodzi o to, byœmy wyszli z Ewangeliš do œwiata! Chodzi o doœwiadczenie wzrostu Ewangelii i Koœcioła, a nie o kontrolowane i dostojne Ťzwijanie sięť".

Ktoœ jednak powie: zaraz, zaraz, przecież po Zmartwychwstaniu i po zesłaniu Ducha Œwiętego mieliœmy już masowe nawrócenia, głoszenie z mocš Słowa i trzeba nam patrzeć z tej perspektywy i do niej odnosić współczesne „raporty o stanie wiary". Zgoda, tyle że po pierwsze, do „głoszenia z mocš" trzeba ludzi formować, a nie zadowalać się tłumami w koœciołach, a po drugie, masowym nawróceniom pod wpływem głoszonej z mocš Ewangelii towarzyszyło odrzucenie, a nawet przeœladowanie wyznawców „nowej drogi". Jest u nas zgoda również na taki scenariusz w pakiecie?

W próbie zrozumienia tego, co dzieje się dzisiaj z Koœciołem, trzeba więc brać pod uwagę wszystkie możliwe perspektywy – i samotnoœci pod krzyżem, i wielkiego przebudzenia, i statystycznych porażek, i duszpasterskich sukcesów. W tym miejscu punktem wyjœcia sš dla nas najnowsze wyniki badań Instytutu Statystyki Koœcioła Katolickiego, które pokazujš, że od lat liczba praktykujšcych katolików w Polsce powoli, ale jednak systematycznie spada (dane za rok 2016 mówiš o œredniej 36,7 proc. w skali kraju – z ogromnymi różnicami między poszczególnymi diecezjami). I to jest duże wyzwanie dla całego Koœcioła w Polsce. Bo wyglšda na to, że proporcje z przypowieœci o Dobrym Pasterzu (zostawia 99 owiec, by szukać jednej zaginionej) powoli się odwracajš i może się okazać, że będzie trzeba zostawić cišgle licznš (na tle innych krajów), ale jednak mniejszoœć, by rozejrzeć się za zabłškanš większoœciš. Problem tylko w tym, czy aby na pewno potrafimy postawić właœciwš diagnozę i odpowiedzieć na pytanie, skšd te regularne „ubytki" w koœciołach.

Wiadomo mniej więcej, jak odpowiedzieć na pytania o fenomen rosnšcej liczby wspólnot życia, ale czy z takš samš pewnoœciš można odpowiedzieć na pytania o przyczyny kryzysów i najczęœciej cichych pożegnań z Koœciołem? Choć z dziennikarskiego punktu widzenia może to zabrzmieć jak herezja, to jednak coraz bliższy jest mi taki sposób myœlenia, w którym odróżnia się fakty od... prawdy. Faktem jest z pewnoœciš malejšca liczba regularnie praktykujšcych katolików. Ale jaka jest prawda o tej rzeczywistoœci?

Zbyt prosta diagnostyka

Gdybym był poza Koœciołem i miał do niego wrogi lub co najmniej niechętny stosunek, znalazłbym pewnie proste odpowiedzi na pytania o przyczynę pogarszajšcych się statystyk: rozpolitykowani księża, bratajšcy się z jednš czy drugš partiš biskupi, bogactwo duchownych, nudne kazania, klerykalizm i lekceważenie wiernych, podwójne życie księży... Lista tradycyjnych odpowiedzi majšcych wyjaœnić złożone zjawiska, jest oczywiœcie dłuższa, ale można powiedzieć, że z grubsza sprowadza się właœnie do tych wymienionych haseł (zresztš, używanych nie tylko przez niewierzšcych). Nie żeby były zupełnie oderwane od rzeczywistoœci, ale stereotypy majš to do siebie, że wychodzšc nawet z prawdziwych jednostkowych przypadków, dokonujš uogólnienia na całš grupę czy instytucję, tym samym nie mówišc o niej nic prawdziwego.

Ponieważ jednak jestem w Koœciele, wiem, że odpowiedzi na pytanie o „kryzys statystyk" do prostych nie należš. I bynajmniej nie dlatego, że nie wypada mówić o tym, co trudne, ciemne i nadajšce się do napiętnowania w koœcielnej rodzinie, tylko dlatego, że zbyt wiele dobrego się z tš rodzinš przeżyło i zbyt wiele dobra się jej zawdzięcza, żeby ulec urokowi łatwych interpretacji. I znowu – nie oznacza to lekceważenia rzeczywistych przypadków, gdy gorszšce i niedajšce się usprawiedliwić słowa i czyny ludzi Koœcioła przyczyniły się do czyjejœ decyzji o rozstaniu z nim. To sš realne historie, w których liczba możliwych kombinacji odpowiada mniej więcej liczbie zainteresowanych – od prawdziwie grubych spraw, za które w imieniu Koœcioła przepraszajš kolejni papieże, kiedy wina jest po stronie duchownych czy zaangażowanych w Koœciół œwieckich, po sytuacje, w której czyjaœ niedoskonałoœć czy nawet grzech staje się pretekstem do usprawiedliwienia własnych grzechów i wyborów życiowych, w tym także zerwania więzi z Koœciołem.

Jak w takim razie – skoro to wszystko jest bardziej skomplikowane niż diagnozy dyżurnych krytyków – patrzeć na statystyki pokazujšce spadek liczby wiernych uczestniczšcych w niedzielnej liturgii? I jak to się ma do równoległej tendencji wskazujšcej na coœ zupełnie odwrotnego, czyli niespotykany dotšd nad Wisłš wzrost liczby wspólnot formacyjnych, modlitewnych i ewangelizacyjnych, o których nie przeczytamy na czerwonych czy żółtych paskach w telewizji ani na najbardziej poczytnych portalach internetowych, ale które stanowiš codziennoœć życia Koœcioła?

Warto te pytania osadzić w szerszej perspektywie socjologicznej i historycznej. Wydaje się, że jednym z kluczy do zrozumienia zachodzšcych procesów jest podział na „Koœciół ludu" i „Koœciół wyboru". To oczywiœcie tylko pewne modele pojęciowe, tzw. typy idealne, które dla socjologów religii od wielu lat stanowiš punkt odniesienia w prowadzonych badaniach.

Termin „Koœciół ludu" rozpowszechnili Max Weber i Ernst Troeltsch. O „Koœciele wyboru" w kontekœcie przemian religijnych w Polsce mówił m.in. ks. prof. Władysław Piwowarski, nieżyjšcy już klasyk polskiej socjologii religii. Pamiętam z jego wykładów na KUL, że prognozowane, a właœciwie – jego zdaniem – majšce już wówczas miejsce przejœcie od „Koœcioła ludu" do „Koœcioła wyboru" było chyba najważniejszš tezš, do której przez cały kurs starał się przekonać swoich studentów. W największym skrócie teza ta sprowadza się do przekonania, że do przeszłoœci należy już czas, gdy wiarę się „dziedziczyło", a nastały czasy, gdy znowu staje się ona kwestiš osobistego przeżycia i wyboru.

Oczywiœcie podstawowa słaboœć tego, jak i każdego modelu w socjologii polega na tym, że nie uwzględnia on różnych niuansów i wzajemnego przenikania się poszczególnych wariantów. Osobisty wybór wiary nie musi przecież wykluczać mocnych korzeni i odwrotnie – wychowanie w religijnym ciepełku wcale nie musi wykluczać osobistych decyzji moralnych i religijnych podejmowanych w cišgu życia. Przy całej œwiadomoœci, że rzeczywistoœć jest złożona, można jednak wskazać na dominację jednego lub drugiego modelu oraz na pewne procesy przechodzenia od jednego do drugiego. Prof. Piwowarski, charakteryzujšc „Koœciół ludu" w Polsce, wymieniał takie jego cechy, jak: po pierwsze – integrował wszelkie obszary życia społecznego, był więc swoistš organizacjš narodowš; po drugie – był masowy, a więc również prowadził duszpasterstwo masowe i ogólne, a mniej indywidualne; po trzecie – był urzędniczo-hierarchiczny, kosztem wspólnotowoœci, co przejawiało się m.in. klerykalizacjš życia koœcielnego; po czwarte – był ekspansywny, co polegało na przywišzaniu do masowych demonstracji wiary i swojej pozycji; i po pište – był opiekuńczy, czyli reprezentował naród i jego potrzeby przed władzami, co miało znaczenie zwłaszcza w okresie zniewolenia.

Nawrócenie pastoralne

Jak to się ma do naszego szukania przyczyn pustoszejšcych koœciołów? Możliwe, że Koœciół w Polsce, skupiajšc się raczej na uspokajajšcych do czasu statystykach, zbyt póŸno się zorientował, że czasy „Koœcioła ludu" należš już raczej do przeszłoœci – najczęœciej w œrodowiskach większych oœrodków miejskich, ale i coraz bardziej w wiejskich. Odkrycie tego „przeoczenia" to pierwszy krok do tego, co nazywamy dzisiaj tzw. nawróceniem pastoralnym. Pojęcie to wypracowali w 2007 roku w brazylijskiej Aparecidzie biskupi Ameryki Łacińskiej – głównie za sprawš kard. Jorge Bergoglia, dzisiejszego papieża Franciszka, a przy pełnej akceptacji i poparciu ówczesnego, Benedykta XVI (papież Ratzinger już wtedy „Dokument z Aparecidy" nazwał programem reform dla całego Koœcioła). W skrócie „nawrócenie pastoralne" sprowadza się do odkrycia i przyjęcia na nowo prawdy, że każdy ochrzczony musi być misjonarzem oraz że dla Koœcioła ważny jest nie tylko wzrost liczebny, ale przede wszystkim jakoœć œwiadectwa. Bo to autentycznoœć œwiadków Chrystusa przycišga tych, którzy stojš z boku lub zniechęca i oddala tych, którzy stojš na jego progu. Papież Franciszek pod tym pojęciem rozumie „porzucenie wszelkich działań o charakterze konserwujšcym i zachowawczym, na rzecz działań o charakterze zdecydowanie misyjnym".

Kiedy w 2014 roku prezentowano polskie wydanie „Dokumentu z Aparecidy", obecny na prezentacji abp Rino Fischiella, kierujšcy Papieskš Radš ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, mówił, że nawrócenie pastoralne rozumie także jako odwrócenie się od biurokracji, przez pryzmat której często postrzegany jest Koœciół, aby „stać się znakiem żywej wspólnoty, która głosi Jezusa Chrystusa i żyje nim wewnštrz wspólnoty". I powiedzmy sobie szczerze – to jest cišgle zadanie, przed którym Koœciół w Polsce stoi. Nie tyle lecšce choćby na łeb na szyję statystyki – one mogš być owocem braku „nawrócenia pastoralnego" – tylko właœnie istniejšce cišgle, w różnych miejscach w różnym stopniu, skostniałe, biurokratyczne, a czasem i dworskie zwyczaje, które może zapewniajš klimat lodówki lub w najlepszym wypadku atmosferę pałacowš, ale z pewnoœciš nie dajš poczucia wspólnoty wiary. I jest to problem, który w różnym stopniu dotyka różnych diecezji czy parafii – podobnie jak poszczególne diecezje się różniš, nieraz skrajnie, statystykami dotyczšcymi praktyk religijnych.

I żeby było jasne – w „nawróceniu pastoralnym" nie chodzi wyłšcznie o biskupów i księży, ale również o grupy parafialne, a przede wszystkim o rodziny. To chyba trochę pomijany w różnych diagnozach wštek, ale przecież to rodzina jest pierwszym i podstawowym œrodowiskiem, w którym powinna (o ile mowa o rodzinie wierzšcej) dojrzewać wiara dzieci. Owszem, wspólnota parafialna może uformować młodych, dojrzewajšcych ludzi, ale to na rodzicach spoczywa pierwszy obowišzek przekazu wiary. Zanim więc ktokolwiek wycišgnie oskarżycielski palec, warto, by zadał sobie uczciwie pytanie, co sam zrobił, by jego dziecko, być może już dzisiaj dorosłe, odkryło w Koœciele to, co w nim najważniejsze: wspólnotę wiary oraz przestrzeń łaski i spotkania grzesznika z miłosierdziem Boga. Dalej: czy oskarżajšc duchownych o „fatalny wpływ na dziecko" (nie zaprzeczam, bywa i tak), bierzemy też pod uwagę wpływ rozwodów na wybory moralne i religijne dzieci i młodzieży? Owszem, czasami właœnie doœwiadczajšcy dramatów rodzinnych znajdujš ratunek w różnych wspólnotach koœcielnych, które pomagajš przejœć przez trudne doœwiadczenia.

Jak widać, pytania o odpowiedzialnoœć za kryzys wiary i ciche lub głoœne pożegnania z Koœciołem prędzej czy póŸniej wracajš do każdego ochrzczonego – od papieża przez biskupów, księży po matkę i ojca, a wreszcie także do młodego człowieka, który w pewnym momencie sam dokonuje wyboru w jednš lub drugš stronę. I sam też jest za ten wybór odpowiedzialny.

Matura z wiary

Problemem jest również kwestia formacji osób przygotowujšcych się do bierzmowania. Okreœlane mianem sakramentu dojrzałoœci w praktyce bywa nazywane... sakramentem pożegnania z Koœciołem. To dlatego właœnie ten temat stał się przewodnim motywem niedawnego Kongresu Nowej Ewangelizacji w Częstochowie. Postawiona tam teza abp. Grzegorza Rysia, przy wyraŸnej aprobacie pozostałych uczestników, jeœli zostanie przyswojona przez cały episkopat i Koœciół w Polsce, może być zbawienna dla przyszłoœci młodego pokolenia i jego obecnoœci w Koœciele. Metropolita łódzki bowiem proponuje, by bierzmowanie potraktować jako punkt wyjœcia, a nie punkt dojœcia pracy duszpasterskiej z młodymi.

„Bierzmowanie – matura czy inicjacja chrzeœcijańska?", brzmiał tytuł tego kongresu. Dotychczasowe traktowanie tego sakramentu jako „matury z wiary" się nie sprawdziło. Niech więc – pada propozycja – stanie się etapem, może najważniejszym, wprowadzenia w chrzeœcijaństwo.

Żeby nie poprzestać na teorii, mogę w ciemno polecić konkretne rozwišzanie: zamiast comiesięcznego czy cotygodniowego podbijania pieczštek za obecnoœć na mszy szkolnej, lepiej zorganizować tym młodym kurs Alpha, najlepiej w restauracjach. Ta najskuteczniejsza obecnie metoda ewangelizacji, oparta na cotygodniowych spotkaniach w małych grupach przy obiadokolacji, kawie i ciastku (z wyjazdem weekendowym w połowie kursu), tematycznym filmie wyprodukowanym przez Alpha International i swobodnej dyskusji o wierze i niewierze, sprawia, że po dwu i pół miesišcach wychodzi z restauracji wspólnota chłopaków i dziewczyn, którzy często po raz pierwszy usłyszeli o Koœciele coœ innego niż doniesienie o kolejnym księdzu pedofilu czy „porschaku" proboszcza. Takie kursy z sukcesem prowadzi już kilka parafii na Górnym Œlšsku.

Przebudzeni

Wiem, że w czasach, gdy ogromna częœć odbiorców mediów opiera swoje „doœwiadczenie Koœcioła" na codziennych doniesieniach największych portali internetowych o kolejnych – rzekomych lub prawdziwych – nadużyciach z udziałem duchownych, mówienie o odnowie życia koœcielnego brzmi jak kiepski żart. Ale nie mogę nie mówić o tym, co widzę i czego doœwiadczam, nawet jeœli nie tym żyjš gazety, portale i serwisy informacyjne. To sš dziesištki, a właœciwie już setki tysięcy ludzi, którzy na co dzień działajš w przeróżnych grupach formacyjnych, wspólnotach modlitewnych i podejmujš setki inicjatyw ewangelizacyjnych. I znowu chodzi nie tyle o same procenty, ile o skalę oddziaływania i zarażania dobrym poruszeniem kolejnych osób i wspólnot.

Żeby nie być gołosłownym, wystarczy nadmienić, że samych Szkół Nowej Ewangelizacji jest już ponad 100, z czego każda prowadzi rocznie ok. 50 kursów, w których uczestniczy ponad 2 tys. osób. To liderzy, którzy następnie podejmujš konkretne działania ewangelizacyjne na swoim terenie – to nie tylko wychodzenie na ulicę i rozmowy z przechodniami oraz rozdawanie fragmentów Biblii (jedna z takich inicjatyw, w Katowicach, spotyka się z niezwykle pozytywnym przyjęciem), ale również duże eventy w wynajmowanych salach koncertowych czy sportowych na potrzeby rekolekcji ewangelizacyjnych dla młodzieży.

Kolejny duży temat to wspomniane kursy Alpha – trudno powiedzieć, ile tak naprawdę edycji organizuje się w Polsce (nie wszystkie inicjatywy rejestrujš się w biurze Alpha Polska czy w diecezji), ale tylko w 2016 roku same zarejestrowane kursy odbyły się w 513 miejscach, a wzięło w nich udział 26 tys. osób (dane te podał szef Alpha Polska Antoni Tompolski w rozmowie z „Goœciem Niedzielnym" w styczniu 2017 r.). Z własnych obserwacji z bliska tego fenomenu wiem, że niemal każdy taki kurs – skierowany głównie do osób niewierzšcych lub z różnych powodów dystansujšcych się od Koœcioła – kończy się albo poukładaniem na nowo relacji z Bogiem i ludŸmi (czasem wręcz do uratowania wiszšcych na włosku małżeństw) albo wręcz radykalnym nawróceniem i powrotem lub przyłšczeniem się do Koœcioła.

W tym odczuwalnym w wielu miejscach przebudzeniu w polskim Koœciele ogromne znaczenie majš też przeróżne wspólnoty, które rosnš dosłownie jak grzyby po deszczu. Oczywiœcie, prym wiodš tutaj tereny tzw. œciany wschodniej, gdzie odsetek praktykujšcych jest najwyższy w Polsce. W samym Białymstoku w cišgu czterech lat powstało 30 wspólnot Przyjaciół Oblubieńca. Ale zaangażowani w nie liderzy w cišgu siedmiu lat założyli również w innych częœciach kraju łšcznie 110 wspólnot, w których w sumie działa i modli się ponad 8 tys. osób (pisał o tym szczegółowo na łamach „Goœcia Niedzielnego" Marcin Jakimowicz).

Podobnych inicjatyw sš w Polsce setki, trudno jednak policzyć to dokładnie, bo też trudno rejestrować każdš inicjatywę spotykajšcych się również w domach czy wynajmowanych lokalach małych grup czy tzw. domów modlitwy (opartych na idei modlitwy 24h, 7 dni w tygodniu. Jeœli doliczyć do tego tysišce ludzi zaangażowanych cišgle w tradycyjne i znane ruchy i stowarzyszenia (jak Ruch Œwiatło-Życie, Droga Neokatechumenalna, Odnowa w Duchu Œwiętym i inne) oraz tysišce „anonimowych" wspólnot i pojedynczych wiernych, którzy biorš sprawy w swoje ręce, to można mówić o ogromnym potencjale, który należy wspierać – to zadanie duszpasterzy – i dalej formować.

Dyrektor Instytutu Statystyki Koœcioła Katolickiego ks. dr Wojciech Sadło, prezentujšc w styczniu zeszłego roku dane za rok 2015, powiedział m.in.: „Mamy 60 tys. wspólnot, organizacji, które działajš przy parafiach. Liczba osób zaangażowanych w tych wspólnotach to ok. 2,5 mln. Jest to istotna częœć społeczeństwa obywatelskiego". Nie należy przy tym zapominać o katolickich instytucjach społecznych, jak szkoły czy hospicja, których liczba przekracza 1,8 tys., a które majš nieoceniony wkład w formację i pomoc dzieciom, młodzieży oraz osobom starszym, ubogim i nieuleczalnie chorym.

Jak w papieskim proroctwie?

Nie mam wcale zamiaru wymieniać kolejnych „wspaniałoœci"; przykrywać tego, co cišgle w Koœciele trudne i co wymaga czasem stanowczej reakcji – problem upolitycznienia, a raczej upartyjnienia, naszego myœlenia jest realny, tak samo jak realne sš cišgle problemy zwišzane z nadmiernš klerykalizacjš życia koœcielnego, nie mówišc o poważniejszych nadużyciach, i jak realne sš problemy z niedbałš liturgiš i powierzchownoœciš wielu naszych praktyk. Ale zbyt wiele dobra dzieje się równolegle w Koœciele, by poprzestawać tylko na tym, co wstydliwe i bolesne.

Niewykluczone, że Koœciół w Polsce będzie musiał jeszcze „dostać po głowie", jeœli nie zdoła sam zerwać z tym, co cišgle jednak zniechęca do niego wielu ludzi. Możliwe, że będzie takim Koœciołem, o jakim prorokował Joseph Ratzinger w 1969 roku: „Koœciół przyszłoœci – pisał przyszły papież Benedykt XVI –  Koœciół, który nie będzie się ubiegał o żaden mandat polityczny i nie będzie uprawiał flirtu ani z lewicš, ani z prawicš, będzie Koœciołem uduchowionym. Będzie miał trudne zadanie, albowiem proces krystalizacji i oczyszczenia będzie go kosztował wiele sił. Stanie się Koœciołem ubogim, Koœciołem maluczkich. Proces ten będzie trudny, gdyż trzeba będzie pogrzebać zarówno sekciarskš ciasnotę, jak i samouwielbienie (...). Lecz po zakończeniu tego procesu z Koœcioła uduchowionego będzie promieniowała wielka siła (...). Ludzie odkryjš wówczas, być może, w małej garstce chrzeœcijan coœ zupełnie nowego: nadzieję, której pragnęli, odpowiedŸ, której w skrytoœci serca zawsze szukali". Wierzcie państwo lub nie, ale w wielu miejscach w Polsce ludzie już doœwiadczajš takiego właœnie Koœcioła. I zarażajš nim innych.

Autor jest publicystš „Goœcia Niedzielnego" i szefem Wydawnictwa Niecałe

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL