Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Joseph Malegue: Jak wymazuje się talent

Rzeczpospolita, Mirosław Owczarek
Historia zna wiele przypadków nagłych zniknięć wybitnych pisarzy z przestrzeni życia publicznego. W XX wieku w krajach rzšdzonych przez reżimy totalitarne zdarzały się one regularnie. Jak jednak wytłumaczyć podobne zjawisko we Francji? Jak to możliwe, że zapomniano o Josephie Malegue?

Kiedy Leon XIII wygłaszał pochwały pod adresem „Quo vadis", Henryk Sienkiewicz był u szczytu popularnoœci. Kiedy Jan Paweł II przywoływał w swych homiliach fragmenty „Promethidiona", Cyprian Kamil Norwid należał do najczęœciej cytowanych polskich pisarzy. Kiedy 14 kwietnia 2013 roku papież Franciszek w homilii wygłoszonej w bazylice œw. Pawła za Murami aluzyjnie przypomniał swego ulubionego autora, tylko nieliczni spoœród zebranych wiedzieli, kim był Joseph Malegue.

Jak to możliwe, że w połowie ubiegłego stulecia z literackiej mapy Francji zniknšł pisarz o randze Marcela Prousta?

Ocalony przez papieża

Ciche słowa Ojca Œwiętego miały jednak siłę piorunu. Zelektryzowały nie tylko francuskie elity katolickie, ale także mocno zlaicyzowany œwiat literacki: krytyków, wydawców i czytelników. Co właœciwie zostało powiedziane? Jedno zdanie. Jak pisze ojciec Guillaume de Menthiere, brzmiało ono: „Istniejš œwięci codziennoœci, œwięci ťukryciŤ", rodzaj „ťœwiętych klasy œredniejŤ – jak ich okreœlił pewien francuski autor – jest to ťklasa œrednia œwiętoœciŤ, do której my wszyscy możemy należeć" (jeœli nie zaznaczono inaczej, tłumaczenia pochodzš od autora artykułu).

Tylko ktoœ, kto znał twórczoœć Malegue'a, mógł usłyszeć w tej wypowiedzi aluzję do powieœci „Pierres Noires: Les Classes moyennes du Salut" („Czarne kamienie: klasa œrednia zbawienia"). Być może właœnie dlatego Ojciec Œwięty w cišgu pierwszych miesięcy pontyfikatu kilka razy powtarzał w swych homiliach nazwisko pisarza. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać.

Ziarnko piasku poruszyło falę. 31 paŸdziernika 2013 r. francuski katolicki dziennik „La Croix" zamieœcił obszerny artykuł poœwięcony życiu i twórczoœci artysty słowa, okreœlanego jako „inspirator papieża". Na poczštku stycznia 2014 r. prestiżowe wydawnictwo „Cerf" wznawia i oddaje do księgarń najważniejsze dzieło Malegue'a – rozległš powieœć rzekę: „Augustin ou le Mâitre est la" („Augustyn, czyli Pan jest tu"), wydanš po raz pierwszy w 1933 r.

Odtšd zdarzenia rozwijajš się lawinowo. Już w połowie miesišca José Fontaine omawia jš w „La Revue Toudi", by niebawem poœwięcić jej cykl felietonów w „La Vie" i podjšć zakrojone na dużš skalę badania nad twórczoœciš katolickiego epika (ich zwieńczenie stanowi wydane w tym roku, w 140. rocznicę urodzin pisarza, opracowanie „La glorie secrete de Joseph Malegue" [Ukryta sława Josepha Malegue'a]). 23 stycznia 2014 r. Sebastien Lepaque na łamach „Le Figaro" publikuje artykuł „Joseph Malegue sauvé par le pape François" (Joseph Malegue ocalony przez papieża Franciszka). We wrzeœniu tegoż roku Patrick Rodel pisze o powieœci w „Mediapart". Stopniowo informacje o katolickim epiku pojawiajš się w internecie: warto zauważyć, że obecnie w Wikipedii znajduje się imponujšce rozmiarem i rzetelnoœciš kilkudziesięciostronicowe (sic!) opracowanie jego życia i twórczoœci, zawierajšce 366 przypisów. Swš cegiełkę dorzuca także RCF – Radio Chrétienne Francophone – emitujšc cykl audycji o mistrzu z Tour d'Auvergne.

Uderza wyjštkowa zgodnoœć współczesnych krytyków i szerokiego grona czytelników co do rangi utworów Malegue'a i ich artystycznej wartoœci. Wiele mówi się o epickim rozmachu jego prozy, intelektualnym wyrafinowaniu i malarskich zdolnoœciach narracji – tak niezwykłych, że nakazujšcych usytuować jego dzieło tuż obok słynnego „W poszukiwaniu straconego czasu". W niektórych tekstach powraca ukuta jeszcze w latach 30. ubiegłego stulecia etykieta „katolickiego Prousta", pojawiajš się też próby wyœledzenia estetycznych powinowactw pomiędzy obydwoma pisarzami oraz istotnych różnic w sposobie widzenia œwiata.

Rekonstruujšc historycznoliteracki kontekst dokonań artysty, recenzenci zwracajš uwagę, że proza autora z Owernii w niczym nie ustępuje dokonaniom innych autorów z kręgu francuskiej powieœci katolickiej – takich jak m.in. Joris-Karl Huysmans, Julien Green, George Bernanos czy noblista François Mauriac – a nawet w niejednym je przewyższa. Przypomina się też entuzjastycznš recepcję twórczoœci Malegue'a w połowie ubiegłego stulecia: otrzymane przez niego nagrody literackie, ogromne zainteresowanie prasy francuskiej, a stopniowo także i europejskiej, przekłady na języki obce, wreszcie i przywišzanie czytelników (powieœć „Augustyn, czyli Pan jest tu" – wielokrotnie wznawiana – do 1966 roku osišgnęła łšczny nakład 84 tys. egzemplarzy).

Wszystko to, oglšdane z pewnego dystansu, skłania jednak do konkluzji raczej niepokojšcej. Im bardziej ostentacyjnie krytycy kreœlš dziœ obraz minionych sukcesów artysty, im dobitniej formułujš zdania o arcydzielnoœci jego prozy, tym silniej w ich tle widzimy długš noc jego niebytu. Naprawdę ciemnš.

Niewidzialni cenzorzy

Tajemnica zapomnienia" – tak zatytułował swój artykuł Patrick Rodel. Historia recepcji dzieł literackich zna wiele przypadków nagłych zniknięć wybitnych pisarzy i ich twórczoœci z przestrzeni życia publicznego. W XX wieku w krajach rzšdzonych przez reżimy totalitarne zdarzały się one regularnie. Jak jednak wytłumaczyć podobne zjawisko w kraju o utrwalonej demokracji? Zapytajmy jeszcze raz: jak to możliwe, że w połowie lat 60. z literackiej mapy Francji znika prozaik o randze Marcela Prousta?

Fakty sš następujšce: pisarz umiera na chorobę nowotworowš w 1940 r. (w 1947 r. umiera także jego żona). Do lat 60. jego powieœci sš systematycznie wznawiane i komentowane. Jak zauważa José Fontaine, w 1959 r. ma miejsce znamienne zdarzenie: do redakcji „Le Monde" napływa fala listów od czytelników protestujšcych przeciwko omijaniu twórczoœci Malegue'a na łamach pisma, nie przynosi to jednak żadnego rezultatu. Kilka lat póŸniej tendencja do pomijania nazwiska katolickiego prozaika funkcjonuje już jako niepisana reguła życia literackiego. W 1966 r. ksišżki pisarza trafiajš do księgarń i bibliotek po raz ostatni. Wtedy też pojawiajš się w prasie – ale już tylko katolickiej – ostatnie artykuły o jego twórczoœci. Francesco Casnati omawia na łamach „L'Osservatore Romano" „Czarne kamienie", a ks. Jean Lebrac ogłasza w „La Croix" z 8 kwietnia 1966 r. szkic, którego tytuł dziœ brzmi jak niezamierzony oksymoron: „Présence de Joseph Malegue" („Obecnoœć Josepha Malegue'a"). Tekst zapowiada większš całoœć: w 1969 r. autor publikuje opracowanie „Joseph Malegue, romancieur et penseur" („Joseph Malegue, pisarz i myœliciel").

Odtšd nazwisko prozaika znika z księgarskich zapowiedzi, nie pojawia się w mediach, omijajš je nawet historycy literatury. „Szukajcie w słownikach i encyklopediach. Nie znajdziecie nic lub prawie nic" – zauważa w Sebastien Lepaque. Wzmianek o twórczoœci Malegue'a nie ma ani w podręcznikach, ani w syntezach historycznoliterackich, nie ma go nawet w dziennikach tych kolegów po piórze, którzy cenili jego prozę – jak np. François Mauriac. Procesy tabuizacji niewygodnych faktów i nazwisk nie omijajš obszarów życia literackiego także w krajach demokratycznych. To oczywiste. Jan Błoński wiele lat temu przypomniał, że „w kulturze powstajš nieraz rozmaite tabu, zwišzane z tematycznymi czy gatunkowymi zakresami".

Wielu spoœród cytowanych wyżej recenzentów zauważa, że właœnie w latach 60. miał we Francji swe apogeum gwałtowny proces etykietyzacji wizerunku twórczoœci pisarzy katolickich. Wybierajšc elementy twórczoœci najsłabszych pisarzy, zaspokajajšcych gusta najmniej wyrobionych czytelników, cechy ich mizernego warsztatu starano się przypisać wszystkim przedstawicielom szerokiego nurtu francuskiej powieœci katolickiej. Dokładano starań, by w powszechnym mniemaniu nazwa całego zjawiska kojarzyła się z tendencyjnoœciš i nabożnš komercjš, która z oczywistych względów nie jest w stanie sprostać wymogom kanonu literatury.

Etykietyzacja i stereotypizacja zwykle służš wykluczeniu. Tak było i w tym przypadku. José Cabanis w swej monografii z 1991 r. „Mauriac, le roman et Dieu" („Mauriac, powieœć i Bóg") pisze o dokonanym wówczas arbitralnym i brutalnym wyrzuceniu literatury katolickiej poza zasięg czytelniczych radarów. W przypadku Malegue'a posługiwano się także rodzajem moralnego szantażu, przypominajšc, że w promowanie ksišżek pisarza już po jego œmierci włšczył się jeden z ministrów rzšdu Vichy. Być może właœnie dlatego gumka niewidzialnego cenzora działała wobec nazwiska epika z Owernii ze szczególnš zaciętoœciš. Poœrednio sięgała ona daleko poza obszar Francji. Do tej pory nie przetłumaczono na język polski nawet drobnych fragmentów jego prozy. Trudno się temu dziwić. Ostatni raz napisano o nim w polskiej prasie w 1938 r.

Pod pršd

Powodów nieobecnoœci Malegue'a jest rzecz jasna dużo więcej. Skutecznoœć mechanizmów wykluczenia na pewno ułatwiała przedwczesna œmierć pisarza (zmarł w wieku 64 lat). Nie bez znaczenia był też fakt, że pomimo wydania trzech ciekawych zbiorów esejów i dwóch powieœci w œwiadomoœci odbiorców zawsze był i chyba do dziœ pozostał autorem jednej ksišżki, wydanej zresztš z niemałym trudem.

Historia publikacji „Augustyna" zasługuje na osobnš opowieœć, na rodzinnš sagę, wszak niemały udział w samym procesie twórczym, a wreszcie i w doprowadzeniu do druku miała niezwykła żona pisarza (pierwsza francuska kobieta zatrudniona w szpitalu na etacie lekarskim!). Jest także prawdš, że w przypadku drugiej powieœci „Pierres Noires: Les Classes moyennes du Salut" („Czarne kamienie: klasa œrednia zbawienia") – odczytanej z manuskryptu przez Yvonne Malegue i opublikowanej już po œmierci autora – nie jesteœmy pewni, czy mamy do czynienia z ostatecznš wersjš dzieła, czy raczej z jego pierwszš redakcjš.

Prócz okolicznoœci zewnętrznych wobec samych tekstów artysty, ważnš rolę grały jednak także ich właœciwoœci wewnętrzne, ideowe. Przesłanie prozy Malegue'a w połowie ubiegłego stulecia było niewygodne nie tylko dla wojujšcych ateistów czy też kręgów indyferentnych religijnie, ale także dla coraz bardziej antytradycjonalistycznie usposobionych katolików. Istotš jego twórczoœci jest bowiem pochwała katolickich obyczajów i rytuałów oraz religijnoœci opartej na głębokiej więzi zaufania. Przez całe życie pisarz konsekwentnie wchodził w spór z wpływowymi nurtami myœlenia, które w jego czasach były synonimem postępowoœci, a dziœ uważane sš za intelektualnš grzybnię wszystkich póŸniejszych wykwitów progresywnego chrzeœcijaństwa.

Polemika z katolickim modernizmem tworzy zasadniczš oœ kompozycyjnš „Augustyna". Bohater, choć wychowany w wierze i obyczajowoœci katolickiej, opuszczajšc rodzinnš Owernię, pragnie skonfrontować swe religijne przekonania z poglšdami modernistycznych egzegetów Ewangelii, podważajšcych nadprzyrodzonoœć postaci Chrystusa. Oddajmy na chwilę głos samej powieœci:

„Było piękne póŸne popołudnie listopadowe, jasne i zimne. Rzeka błyszczała, niosšc na swej gładkiej powierzchni bogactwo zimowych kolorów, w formie jakby łez i przecinków. Mali chłopcy bawili się, nie zwracajšc na nie uwagi. Smutny przechodzień przyglšdał się ich beztroskim igraszkom. Szedł zmęczony i pełen zadumy, jak człowiek zagubiony w bardzo wielkim mieœcie. Wieczór pełen œwiatła, nieludzkiego i zimnego, dzieci bawišce się w piasku, ogromny niepokój w duszy, taki obraz ta pora zostawiła mu w pamięci.

W zgiełku samochodów i tramwajów, w samym œrodku hałaœliwej dzielnicy handlowej, otwarty był mały koœciół. Zgarbiony zakrystianin powłóczył nogami, w pantoflach, między wielkim stosem krzeseł i chrzcielnicš. Augustyn zobaczył, jak zapala œwiece z obojętnoœciš wynikajšcš z długiej praktyki i staroœci.

Wszystko zdawało się powoli uspokajać. Opanował swój atak. Czyż nie znał tych wszystkich negacji i nie wiedział, że, po wielu próbach, zredukujš się one do zaprzeczenia tego, co nadprzyrodzone? Tak jakby trudniej było chłonšć Ewangelię niż sprawy tego œwiata? Miał w zapasie, w skrócie, potężny zasób argumentów do wykorzystania w razie potrzeby. Podejmował te badania pełen całkowicie dobrej woli, właœnie po to, żeby osišgnšć większš precyzję w apologetyce, żeby wyrwać pazury tym bestiom. To nic złego.

Grupka ludzi złożona z księdza i kilku osób z niemowlęciem pojawiła się od strony zakrystii i chóru. MężczyŸni, zwykli mieszkańcy, może sklepikarze, mieli zrezygnowane miny, tak jak w trakcie jakichœ formalnoœci w merostwie. [...]

Gdzie indziej, wszędzie oczywistoœci się zgadzały, nie-oczywistoœci odpadały w sposób całkiem jasny i niemal automatyczny. Ale kto rzšdził na tym obszarze? Jaka nad-oczywistoœć wybierała oczywistoœci? Siły polemiczne, nieznane gdzie indziej, miały się zetrzeć walczšc, tak jakby miały czoło, w pocie czoła. A on pozostanie rozdarty – jak długo jeszcze, przez ile jeszcze dni? miesięcy? Kartezjańska teoria o znaczeniu woli odnoœnie do tego, w co wierzymy oraz jej wszystkie dzisiejsze formy, nabierajšc mocy, do której nie przyzwyczaiły go teorie filozoficzne, rzucała mu się do gardła. Drżał w trakcie swoich ťZdrowaœ MaryjoŤ i swoich Aktów wiary, pozornie spokojny" („Augustin", s. 245–248, tłum. Urszula Dšbska-Prokop).

Odnajdujemy w cytowanym fragmencie zarys dramatu, który – choć pozostaje na pozór na zewnštrz bohatera – niebawem stanie się jego dramatem wewnętrznym. Augustyn z goryczš obserwuje kostnienie i stopniowe obumieranie tradycyjnej pobożnoœci, poszukujšc zaœ dla swej słabnšcej wiary nowych podniet, pozwoli się uwieœć modernistycznej teologii, która zamiast ożywienia duchowego ofiaruje mu sceptycyzm, uniemożliwiajšcy udział w praktykach religijnych. Całe jego dorosłe życie wypełni wysiłek pokonania skutków owego modernistycznego ukšszenia.

Dopiero po pewnym czasie bohater zaczyna np. rozumieć, że dekonstrukcja tradycji – jako ramy wyznaczajšcej drogi biblijnej egzegezy i rozumienia doktryny – nie ma uzasadnienia w jakiejœ transcendentnej „nad-oczywistoœci", lecz jest próbš uzależnienia nauczania Koœcioła od postoœwieceniowego „ducha czasów". To przechyla szalę zmagań. Młody człowiek odkrywa, że głoszona przez modernistów „œwieckoœć" ewangelicznego przesłania i „historycznoœć" katolickich dogmatów nie sš wynikiem rozumowania, lecz jego ukrytym, apriorycznym założeniem. Intelektualne zwycięstwo nie oznacza jednak, że Augustyn odzyskuje utraconš wiarę. Ta rzšdzi się w œwiecie utworu swymi własnymi prawami.

Rozum i œwiętoœć

Wczytujšc się w opowieœć Malegue'a, dowiadujemy się bowiem, że w mozolnej drodze jej bohatera do wiary największš rolę odegrajš nie wzory myœlenia, lecz wzory bycia. „Augustin" jest w jednej ze swych warstw powieœciš idei, trzeba jednak pamiętać, że idee sš w niej częœciš egzystencji bohaterów, ich krwiš, czymœ, co porusza i prowadzi ich życie. Egzystencjalny ciężar ksišżki ma zresztš swe dodatkowe Ÿródło w jej podglebiu autobiograficznym. Przestrzenie, które się w niej pojawiajš, pisarz znał z autopsji. Barwne i niezwykle sugestywne pejzaże Owernii, jakie odnajdujemy na kartach utworu, to pejzaże dzieciństwa jej autora. Dzielnicę Łacińskš pisarz poznał podczas studiów w Paryżu. W sanatorium, w którym osadził scenę œmierci swego bohatera, sam leczył się z przewlekłego zapalenia płuc.

Paraleli jest więcej. Jean Lebrec zauważa w swej ksišżce, że œrodowisko rodzinne Augustyna w dużej mierze przypomina to, w jakim wyrastał Malegue – chorowity syn zamożnego, oziębłego religijnie notariusza, dużo starszego od swej nie tylko pięknej, ale i głęboko wierzšcej żony. Zaznaczajšc, że – w przeciwieństwie do swego bohatera – pisarz nigdy nie utracił wiary, Lebrec podkreœla zarazem, iż ciekawie i głęboko zarysowana w powieœci koncepcja kobiety jako akuszerki wiary ma swe Ÿródło w doœwiadczeniach pisarza, którego życie w istotny sposób naznacza egzystencjalne spotkanie z głęboko wierzšcymi katoliczkami.

Wróćmy zatem do ideowego profilu utworu: balsamem dla duszy bohatera, wyjałowionej przez roszczenia krytycznego rozumu i udręczonej wewnętrznym rozdarciem, okazuje się coœ, co można nazwać œwiadectwem życia. Właœnie ono pozwoli mu z jednej strony nieco inaczej niż wczeœniej spojrzeć na obszar tradycyjnej pobożnoœci, z drugiej zaœ – umożliwi przezwyciężenie bałwochwalczego stosunku do modnych sposobów myœlenia. Bohater stopniowo odzyskuje wewnętrzny spokój i godzi się ze sobš, œwiatem oraz Bogiem nie z powodu zdolnoœci do sceptycyzmu wobec własnego sceptycyzmu, ale dlatego, że staje się otwarty na przesłanie płynšce z życia, którego istotš jest zaufanie Bogu i troska o najsłabszych.

Wydaje się znamienne, że taki rodzaj egzystencjalnego œwiadectwa œwiętoœci składajš w œwiecie utworu niemal wyłšcznie kobiety. Jak mało kto w europejskiej prozie, pisarz chwyta istotę owego tajemniczego „geniuszu kobiety", o którym w liœcie „Mulieris dignitatem" pisał Jan Paweł II: „[...] nasze czasy oczekujš na objawienie się owego ťgeniuszuŤ kobiety, który zabezpieczy wrażliwoœć na człowieka w każdej sytuacji: dlatego, że jest człowiekiem! I dlatego, że ťnajwiększa jest miłoœćŤ (1 Kor 13,13)".

Augustyn naprawdę zwycięża dopiero w chwili, gdy całym sobš odkrywa nowy wymiar bycia – ponad sprzecznoœciami. Gdy nie tylko swym rozumem, ale także każdym drżeniem swego schorowanego ciała odkrywa, że najistotniejszym horyzontem działania zarówno umysłu, jak i ciała jest œwiętoœć – rozumiana jako ofiarowanie się Drugiemu. Kto wie, czy powieœć Malegue'a nie przeżywa dziœ we Francji swej drugiej młodoœci właœnie dlatego, że czytelnicy odnajdujš w niej jakiœ daleki refleks swoich własnych bólów, zmagań i nigdy niewypowiedzianych tęsknot? A może na jej kartach jesteœmy w stanie raz po raz odnaleŸć fragmenty także naszych, polskich, duchowych biografii? Może ten francuski epos jest adresowany także do nas i potrafi wiele nam powiedzieć o nas samych – o polskich katolikach poczštku XXI wieku?

A gdyby tak pomarzyć przez chwilę i wyobrazić sobie, że mógłby się stać stymulatorem rodzimej prozy, która od wielu lat, jakby kierowana jakimœ rodzajem zabobonnego lęku, szerokim łukiem omija obszar katolickiej duchowoœci? ZejdŸmy jednak na ziemię: najpierw musi znaleŸć wydawcę. Znajdzie? Pytanie jest ważne, bo tłumaczenie całoœci pióra prof. dr hab. Urszuli Dšbskiej-Prokop jest już gotowe.

Autor jest poetš, krytykiem, historykiem literatury. W 2008 r. objšł stanowisko profesora nadzwyczajnego w Katedrze Literatury Współczesnej UKSW. W latach 2009–2012 był dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej Wydziału Nauk Humanistycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL