Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Bundeswehra nas nie obroni

Z ponad 200 czołgów Leopard 2 służšcych w Bundeswehrze sprawnych jest tylko 95. Pozostałe sš wcišż modernizowane albo stojš nieużywane, ponieważ brakuje do nich częœci zamiennych. Na zdjęciu paŸdziernikowe „Ćwiczenia działań lšdowych 2017” w Munster
AFP
Niesprawne okręty podwodne, braki kadrowe, problem z zasięgiem czołgowych armat i myœliwce bojowe unieruchomione na lotniskach. Według ekspertów w przypadku wojny Bundeswehra nie byłaby w stanie dotrzymać swoich zobowišzań wobec członków NATO. W tym także Polski.

Pod koniec 2014 roku, kiedy na Ukrainie trwały krwawe walki między armiš rzšdowš a prorosyjskimi separatystami, w Norwegii odbywały się manewry NATO, w których uczestniczył m.in. 371. batalion grenadierów pancernych Bundeswehry. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że żołnierzom tej jednostki brakowało broni. Dziennikarze telewizji ARD dotarli do wojskowego raportu, z którego wynikało, że bioršce udział w ćwiczeniach transportery opancerzone Boxer nie miały zamontowanych ciężkich karabinów maszynowych MG3. Pomysłowi żołnierze zastšpili je więc pomalowanymi na czarno kijami od szczotek, które skleili taœmš i zamocowali na wieżyczkach pojazdów. Kolejne doniesienia mediów były jeszcze bardziej szokujšce. Okazało się, że aby uzyskać stan gotowoœci bojowej, 371. batalion musiał pożyczyć ponad 1,4 tys. elementów ekwipunku od 50 innych jednostek.

Niemieckie Ministerstwo Obrony, komentujšc całe zajœcie, zapewniało, że manewry w Norwegii po prostu nie wymagały, by transportery były uzbrojone. Mimo tych tłumaczeń żołnierze Bundeswehry wyposażeni w kije od szczotek stali się wdzięcznym tematem do żartów. Do œmiechu nie było natomiast tym, którzy wiedzieli, że ta sprawa to tylko drobnostka przy innych kłopotach, jakie trapiš armię odgrywajšcš ważnš rolę w systemie obrony NATO.

Bezbronna elokwencja

Pewnego dnia, bez ostrzeżenia, na największe polskie miasta zaczynajš spadać rosyjskie rakiety balistyczne. Zniszczenia sš ogromne. Ginš tysišce ludzi. Wszędzie panuje chaos. Chwilę póŸniej z obwodu kaliningradzkiego i z terytorium Białorusi granicę przekraczajš kolumny czołgów, osłaniane przez samoloty i helikoptery bojowe. Uderzenie przyjmuje na siebie polska dywizja pancerna i brygada kawalerii powietrznej.

W cišgu kilkunastu godzin w walce wspierajš je jednostki państw członkowskich NATO. Jednymi z pierwszych, którzy majš przyjœć Polakom z pomocš sš żołnierze Bundeswehry.

To nie scenariusz nowego filmu wojennego, tylko założenia tajnego planu obrony Polski i państw bałtyckich, opracowanego przez sojusz północnoatlantycki. O tym pilnie strzeżonym dokumencie œwiat dowiedział się w 2010 roku, gdy WikiLeaks opublikowało korespondencję amerykańskich dyplomatów.

„Eagle Guardian" (Orzeł Strażnik), bo taki kryptonim nadano całej operacji, zakłada, że w przypadku agresji ze strony Kremla na Polskę lub kraje bałtyckie NATO do odparcia inwazji przeznaczyłoby dziewięć dywizji. Cztery miałyby pochodzić z Polski, a pozostałe pięć na teren działań zbrojnych błyskawicznie mieliby przerzucić Brytyjczycy, Amerykanie i Niemcy. Bundeswehra angażuje się również w mniej tajne działania sojuszu. Jej żołnierze wchodzš m.in. w skład tzw. Sił Natychmiastowego Reagowania (NRF). Ta mobilna, wielonarodowa formacja została wydzielona z sił zbrojnych paktu północnoatlantyckiego w 2002 roku. Składa się z jednostek wojsk lšdowych, marynarki i lotnictwa, które najpóŸniej w cišgu pięciu dni majš być gotowe do działania w razie zagrożenia któregoœ z państw członkowskich. W 2014 roku, w zwišzku z wojnš na Ukrainie, na szczycie NATO w Walii postanowiono, że w ramach NRF powstanš Siły Bardzo Wysokiej Gotowoœci (VJTF).

Tak zwana szpica to liczšcy 5 tys. żołnierzy oddział, który w razie kryzysu będzie zdolny do działania w zaledwie 48 godzin. Berlin zaoferował, że do jej dyspozycji przeznaczy 4 tys. wojskowych. Dowództwo nad wszystkimi NATO-wskimi siłami szybkiego reagowania w przypadku konfliktu na wschodniej flance sojuszu ma objšć Wielonarodowy Korpus Północno-Wschodni stacjonujšcy w Szczecinie.

Jego ważny komponent tworzy Bundeswehra. Pierwszy raz gotowoœć „szpicy" przetestowano w 2015 roku w Polsce podczas manewrów „Noble Jump", w których uczestniczył m.in. 1. Niemiecko-Holenderski Korpus. Jak przypomina portal Defence24.pl, na szczycie w Walii przywódcy państw sojuszu przychylili się również do inicjatywy Niemiec w sprawie powstania „państw ramowych". Plan ten zakłada, że poszczególne kraje będš rozwijać te zdolnoœci wojskowe, co do których majš największy potencjał. Mniejsze państwa powinny z nimi współpracować. Niemcy majš zajšć się ochronš przed broniš masowego rażenia, obronš przeciwrakietowš oraz wsparciem logistycznym, a współdziałać ma z nimi dziesięć państw, w tym Polska. – Niemcy stajš się bazš dla operacji NATO. Kiedy Amerykanie jechali do Żagania, rozładunek ich sprzętu nastšpił właœnie w Niemczech, gdzie powstały specjalne składy uzbrojenia. Nasz zachodni sšsiad staje się takim technicznym zapleczem i kiedy będzie potrzeba, ma nas wspierać, żebyœmy się nie „przewrócili" – tłumaczy Mariusz Cielma, redaktor naczelny „Nowej Techniki Wojskowej".

Na mocy postanowień szczytu NATO, który w 2016 roku odbył się w Warszawie, w Polsce i krajach bałtyckich stacjonujš obecnie cztery batalionowe grupy bojowe sił sojuszu. Ich obecnoœć ma być jasnym sygnałem wysłanym w kierunku Moskwy, że pakt poważnie traktuje swoje zobowišzania. Dowództwo nad jednostkš znajdujšcš się na Litwie objęli żołnierze Bundeswehry. Berlin w ramach operacji „Baltic Air Policing" wysyła także regularnie swoje myœliwce, by wraz z samolotami innych państw patrolowały niebo nad Litwš, Łotwš i Estoniš.

Od kilku lat najważniejsi niemieccy politycy mówiš publicznie o potrzebie jeszcze większego zaangażowania się ich kraju w sprawy międzynarodowe, w tym wojskowe. Rok temu minister obrony Ursula von der Leyen podkreœlała, że Berlin powinien odgrywać istotniejszš rolę w działaniach NATO. Problem w tym, że jak mawiał kanclerz Otto von Bismarck: „Piękne słowa nie zatrzymajš najeŸdŸców na granicy". Bundeswehra, na której w dużej mierze opiera się bezpieczeństwo wschodniej flanki sojuszu, zmaga się z takimi problemami, że można poważnie wštpić, czy w razie kryzysu będzie w stanie pomóc swoim sšsiadom.

Większa Szwajcaria

W okresie zimnej wojny w szeregach Bundeswehry służyło ponad 500 tys. żołnierzy. Do swojej dyspozycji mieli 2,5 tys. czołgów Leopard 2. Powstała w 1955 roku armia miała za zadanie przyjšć pierwsze uderzenie wojsk Układu Warszawskiego i spowolnić ich marsz na zachód. Potem z pomocš mieli przyjœć Amerykanie. Po upadku muru berlińskiego i rozwišzaniu ZSRR niemieccy politycy uwierzyli w tzw. pokojowš dywidendę. Uznano, że skoro zniknęło „imperium zła", nie ma sensu łożyć ogromnych sum na utrzymanie tak dużych sił zbrojnych.

Pierwsze cięcia w budżecie armii miały miejsce w 1990 roku, kiedy zjednoczony kraj potrzebował funduszy na programy socjalne i rozwojowe. Następna fala oszczędnoœci nadeszła wraz z kryzysem finansowym w 2008 roku. Trzy lata póŸniej, zgodnie z decyzjš ówczesnego rzšdu, Bundeswehra z armii z poboru stała się wojskiem zawodowym. Reforma, która zakładała redukcję liczby żołnierzy, miała doprowadzić do pełnej profesjonalizacji sił zbrojnych. W efekcie tych działań Berlin dysponuje obecnie tylko 177 tys. żołnierzy. Z prawie 3 tys. czołgów w służbie pozostało jedynie 250. Wprawdzie Niemcy wcišż pozostajš trzecim największym eksporterem broni na œwiecie, a według rankingu „Global Firepower" ich siły zbrojne sš dziewištš najlepszš armiš œwiata, jednak takie dane mogš zakłamywać prawdziwy obraz.

– Bundeswehra ma tyle kłopotów, że trudno wybrać jeden największy. Cierpi na niedobory w niemal wszystkich dziedzinach, a do tego jest zbyt mała i ma problemy z gotowoœciš bojowš – wylicza Kyle Mizokami, ekspert ds. wojskowoœci piszšcy m.in. dla „Foreign Policy". Jak zauważyli w listopadzie poprzedniego roku dziennikarze „Deutsche Welle", od kilku lat w mediach pojawiajš się doniesienia, że wyposażenie Bundeswehry „woła o pomstę do nieba" i dotyczy to w większoœci nowoczesnego sprzętu. Wprowadzony do służby pod koniec lat 70. Leopard 2 wcišż pozostaje jednym z najlepszych czołgów na œwiecie. Jego twórcy, spełniajšc zalecenia niemieckiej armii, największy nacisk położyli na szybkoœć i siłę ognia. W ten sposób powstała bardzo mobilna maszyna zdolna do operowania na różnorodnym terenie. Ostatnia wersja czołgu, nazwana Leopard 2A7, została zmodyfikowane w taki sposób, by pozostać na wyposażeniu armii co najmniej do 2030 roku. Model ten posiada dłuższš lufę, celowniki termowizyjne nowej generacji, informatyczny system wsparcia dowodzenia, zwiększonš ochronę pancerza oraz dodatkowš jednostkę zasilajšcš do obsługi elektroniki bez koniecznoœci uruchamiania silnika.

Niestety, Bundeswehra nie może w pełni wykorzystywać jego potencjału. Dziennik „Die Welt" ujawnił, że wojsko musi zakupić nowe ładunki miotajšce do amunicji kalibru 120 mm. Wszystko przez to, że pierœcienie tych ładunków służšce do okreœlania zasięgu pocisków działajš wadliwie, co uniemożliwia prowadzenie precyzyjnego ostrzału. Co gorsza, z ponad 200 czołgów Leopard 2 służšcych w Bundeswehrze sprawnych jest tylko 95. Pozostałe sš wcišż modernizowane albo stojš nieużywane ponieważ brakuje do nich częœci zamiennych. Podobnie wyglšda sytuacja z transporterami opancerzonymi. Rok temu ze 180 wozów bojowych piechoty Boxer gotowa do działania była niecała połowa.

Wolfgang Hellmich, członek komisji obrony w Bundestagu, w rozmowie z tygodnikiem „Jane's Defence Weekly" pytał retorycznie: „Jak wojsko ma ćwiczyć i być gotowe do akcji, kiedy jedna trzecia sprzętu została uszkodzona w czasie ćwiczeń i nie może być naprawiona?". O kłopotach z podstawowym karabinem Bundeswehry G36 po raz pierwszy, cztery lata temu, napisali dziennikarze magazynu „Der Spiegel". Według autorów artykułu broń miała problemy z celnoœciš, szczególnie w wysokiej temperaturze. Te doniesienia potwierdzili eksperci pracujšcy na zlecenie Ministerstwa Obrony, którzy uznali, że broń posiada „poważne wady konstrukcyjne". Po tej opinii minister Ursula von der Leyen zapowiedziała w 2015 roku, że karabiny zostanš wycofane z użytku. Obecnie trwa poszukiwanie ich następcy.

Nie lepiej wyglšda sytuacja w siłach powietrznych. Z zeszłorocznego raportu opracowanego przez pełnomocnika rzšdu federalnego ds. obronnoœci, Hansa-Petera Bartelsa wynika, że ze 114 myœliwców bojowych Eurofighter sprawnych jest tylko 39. W barwach Luftwaffe lata także 85 samolotów wielozadaniowych Tornado, ale w razie potrzeby piloci mogš użyć zaledwie 45 z nich. Oba typy maszyn to nowoczesne myœliwce o œwietnej zwrotnoœci, bardzo dobrych osišgach i nowej generacji pocisków naprowadzanych termicznie. To wszystko czyni je groŸnym przeciwnikiem w powietrzu.

Wróg może nie mieć jednak okazji się o tym przekonać, ponieważ większoœć z nich jest uziemiona z powodu braku częœci zamiennych i usterek. Rok temu dziennik „Bild" donosił, że szeœć tornad uczestniczšcych w misjach zwiadowczych przeciwko Państwu Islamskiemu nie może latać nocš. Wszystko przez to, że podœwietlenie kokpitu było za jasne i oœlepiało pilotów. – Problem w tym, że oba samoloty sš produkowane przez kilka państw. To wszystko jest zarzšdzane w bardzo skomplikowany sposób. Żeby złożyć jeden samolot, trzeba współpracy wielu podmiotów, dlatego Niemcy bardzo długo czekajš na częœci – tłumaczy Cielma. Pod koniec listopada, podczas berlińskiej konferencji bezpieczeństwa inspektor Luftwaffe ostrzegał, że ani jeden z 14 potężnych samolotów transportowych nie nadaje się do lotu. W razie konfliktu sojuszników z NATO nie wesprš też niemieccy podwodniacy. Obecnie z powodu problemów technicznych i braku częœci zamiennych żaden z szeœciu okrętów podwodnych należšcych do marynarki wojennej nie może wypłynšć w morze.

Analitycy w większoœci zgodnie podkreœlajš, że głównš przyczynš tych problemów jest niedofinansowanie Bundeswehry. – Niemcy przeznaczajš na obronnoœć 1,3 proc. PKB. To dużo poniżej ustalonych przez NATO co najmniej 2 proc. – zauważa Mizokami.

Jak pisze „Foreign Policy", budżet Bundeswehry w 2015 roku wyniósł około 37 mld dol. Dla porównania w tym samym czasie Francja na armię przeznaczyła 47 mld dol., a Wielka Brytania 56 mld dol. – Niemcy prowadzš bardzo intensywny program modernizacyjny. Niemal cały sprzęt wojskowy został wymieniony na nowszy w cišgu kilku ostatnich lat. Niestety, kiedy wdraża się tyle różnych programów, to w pewnym momencie zaczyna brakować pieniędzy na ukończenie wszystkich – dodaje Cielma. Trudno jednak inwestować więcej pieniędzy, kiedy społeczeństwo niechętnie podchodzi do spraw zwišzanych z wojskowoœciš. Zbrodnie III Rzeszy zasiały w Niemcach prawdziwy pacyfizm i opór przed militaryzmem. Nic dziwnego, że przez częœć dziennikarzy i analityków RFN bywa czasami nazywana większš Szwajcariš. – W Niemczech brakuje konsensusu, do czego tak naprawdę potrzebna jest armia. W kraju trwa debata w pewnym sensie podobna do tej, która toczy się w Japonii – mówi Michael Moran, ekspert ds. geopolityki i założyciel portalu Transformative.io.

Także z powodu trudnej historii Niemiec Berlin przez wiele lat nie chciał powiększać swojej armii, bojšc się reakcji sšsiadów tak strasznie doœwiadczonych przez Niemców podczas II wojny œwiatowej. O zmianę takiego sposobu myœlenia apelował m.in. były sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen, który podkreœlał, że Niemcy to normalny kraj, który powinien odgrywać większš rolę w międzynarodowej polityce bezpieczeństwa. Podobnie na łamach „Foreign Affairs" wypowiedział się jeden z byłych polskich ministrów obrony. „Przez wieki naszym głównym zmartwieniem była silna niemiecka armia. Dzisiaj bardziej martwimy się, że niemieckie siły zbrojne sš zbyt słabe" – mówił Janusz Onyszkiewicz. Niestety, problemy ze sprzętem nie sš jedynš słaboœciš, z którš musi się zmierzyć Bundeswehra.

Kryzys tożsamoœci

Christian Weissgerber nigdy nie ukrywał, że jest neonazistš. Kiedy w 2008 roku wstępował do Bundeswehry, miał już wytatuowane na swoim ciele trzy swastyki. Jednš na kolanie, drugš na ramieniu, a trzeciš na wewnętrznej częœci ręki. Jak wyznał w rozmowie z dziennikarzami „Handelsblatt Global", tatuaże nie przeszkodziły mu w służbie. Wręcz przeciwnie, dzięki nim szybko został zaakceptowany przez kolegów.

Takie historie nie sš jednak niczym nowym. Jak zauważa portal telewizji Deutsche Welle, Bundeswehra od poczštku swojego istnienia mierzyła się z „wizerunkiem raju dla prawicowych ekstremistów". Pod koniec lat 50. armia zatrudniała ponad 300 byłych oficerów Waffen-SS, 12 tys. byłych oficerów Wehrmachtu oraz 40 byłych nazistowskich generałów. Dziesięć lat póŸniej, za zgodš Ministerstwa Obrony, niektóre budynki w koszarach wojskowych zostały nazwane na czeœć niemieckich generałów bioršcych udział w II wojnie œwiatowej. – W ten sposób chciano uczcić dowódców takich jak Rommel, którego nawet Brytyjczycy uznawali za zdolnego wojskowego. Fakt, że ci sami wojskowi wspierali zbrodniczy reżim, był pomijany – mówi Bertolt Hunger, dziennikarz tygodnika „Der Spiegel" zajmujšcy się terroryzmem.

Co więcej, niemieckich oficerów, którzy byli bezpoœrednio zaangażowani w zamach na Hitlera z 20 lipca 1944 roku, traktowano jak zdrajców. – W latach 90. w Niemczech nastšpiła demitologizacja Wehrmachtu. Uznano go za armię, która tylko wykonywała rozkazy i nie była odpowiedzialna za zbrodnie wojenne – przypomina prof. Waldemar Czachur z Instytutu Germanistyki UW.

Bundeswehra wcišż wydaje się być atrakcyjnym miejscem dla neonazistów. Jak ustalili dziennikarze gazety „Rheinische Post", od 2011 roku w wojsku zanotowano ponad 2,5 tys. przypadków podejrzeń o prawicowy ekstremizm wœród żołnierzy. Jednym z nich był porucznik Franco A., oficer francusko-niemieckiego 291. batalionu strzelców stacjonujšcego w Alzacji. Mężczyzna został aresztowany w kwietniu zeszłego roku w zwišzku z oskarżeniami o przygotowywanie zamachu terrorystycznego o skrajnie prawicowym podłożu. Œledczy ustalili, że wojskowy, który sprzeciwiał się polityce migracyjnej rzšdu, chciał zastrzelić kilku niemieckich polityków, udajšc Syryjczyka, tak by cała wina spadła na uchodŸców. Planował zamordować m.in. byłego prezydenta Joachima Gaucka oraz ministra sprawiedliwoœci Heiko Maasa.?Miesišc póŸniej policja zatrzymała prawdopodobnego wspólnika A., porucznika Maximiliana T., który również służył w 291. batalionie. Cišżš nam nim zarzuty przygotowywania „poważnego czynu zagrażajšcego bezpieczeństwu państwa". W sierpniu niemiecka prokuratura rozpoczęła œledztwo przeciwko żołnierzom elitarnej jednostki specjalnej KSK. Według mediów komandosi podczas imprezy pożegnalnej pozdrawiali się hitlerowskim salutem i słuchali skrajnie prawicowych zespołów rockowych. Innym razem żołnierz Bundeswehry opublikował w internecie zdjęcie Hitlera i napisał pod nim: „Zaginšł w 1945 r. Zamelduj się, Adolfie! Niemcy cię potrzebujš". Kolejny chwalił się zdjęciem, na którym trzymał karabin maszynowy. Podpis pod fotografiš zapewniał, że jest to najszybsza procedura azylowa.

– Kryzys uchodŸczy niewštpliwie wzmocnił skrajnie prawicowe œrodowiska w niemieckim społeczeństwie. To samo może dotyczyć ludzi służšcych w armii, jednak problem radykałów w Bundeswehrze jest starszy – mówi Hunger. Œwiadczyć o tym może chociażby sprawa z 2006 roku. Tygodnik „Stern" pisał wówczas, że żołnierze KSK podczas misji w Afganistanie posługiwali się symbolami Wehrmachtu. – W niemieckiej konstytucji armii przypisana jest rola obrońcy pokoju. Czasami pojawiajš się ludzie, którzy sš zmęczeni tš pacyfistycznš koncepcjš. A ponieważ sukcesy militarne Wehrmachtu ze względów historycznych nie sš częœciš oficjalnej pamięci Niemców, to młodzi, często nieorientujšcy się w historii ludzie szukajš alternatywnej przestrzeni dla rytuałów i tradycji narodowego socjalizmu – dodaje prof. Czachur. Ursula von der Leyen, komentujšc sprawę porucznika A., otwarcie skrytykowała dowództwo Bundeswehry, podkreœlajšc, że w armii trwa „kryzys tożsamoœci". Minister obiecała zajšć się tym problemem.

Nic niewarte działa

Kiedy w 2014 roku rosyjskie wojska zajęły Krym, a na wschodzie Ukrainy wybuchła wojna, niemieccy politycy zrozumieli, że pokojowa dywidenda się skończyła. Berlin uœwiadomił sobie też, że jeœli wcišż chce odgrywać wiodšcš rolę w Europie, musi mieć sprawnš armię. W opublikowanej w 2016 roku „Białej księdze" Ministerstwo Obrony podkreœliło koniecznoœć większego zaangażowania się Niemiec w działania NATO oraz zobowišzało się zwiększyć wydatki budżetowe na wojsko do wymaganych 2 proc. PKB.

Żeby zrealizować te cele, postanowiono zerwać z politykš oszczędnoœci. Pod koniec 2016 roku minister von der Leyen zapowiedziała, że w cišgu 15 najbliższych lat rzšd przeznaczy 130 mld euro na kupno nowego uzbrojenia i naprawę już istniejšcego. Eksperci zwracajš jednak uwagę, że w budżecie federalnym może zabraknšć œrodków na realizację tej polityki. Co więcej, nie sš jej przychylni m.in. politycy lewicowej SPD, drugiej największej partii w kraju. W połowie zeszłego roku jej lider Martin Schulz podczas partyjnego kongresu powiedział, że „walka z głodem i biedš oraz odbudowa perspektyw życiowych może zdziałać więcej dla pokoju niż każde działo samobieżne".

Berlin postanowił także uporać się z problemem skrajnie prawicowych radykałów w Bundeswehrze. Od lipca 2017 roku wszystkich rekrutów zgłaszajšcych się do armii sprawdzajš oficerowie kontrwywiadu wojskowego, którzy szukajš choćby najmniejszych œladów neonazistowskich sympatii. – Resort obrony pracuje nad nowym rozporzšdzeniem, które mówi jednoznacznie, że Wehrmacht nie może być odniesieniem dla współczesnej niemieckiej armii. Do tej pory zdarzało się, że dowództwo nie reagowało na doniesienia o żołnierzach o skrajnie prawicowych poglšdach albo je bagatelizowało. Teraz dostanie instrument działania – tłumaczy prof. Czachur.

Były wykładowca akademii Bundeswehry Michael Wolffsohn w rozmowie z „Deutsche Welle" stwierdził, że rzšd powinien przywrócić obowišzkowš służbę wojskowš, tak by następowała płynna wymiana rekrutów, a armia nie była opanowana przez ekstremistów. Jedno nie podlega dyskusji – bez dogłębnej reformy Bundeswehry Niemcy oraz ich sšsiedzi będš wcišż narażeni na to, że kiedyœ na własnej skórze mogš się przekonać o słusznoœci słów kanclerza Bismarcka. Š?—Marcin Łuniewski

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL