Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Fotografie i kremówki

Fotorzepa, Darek Golik
Często myœlę o tym, że największym przegranym w sprawie uchodŸców jest Jan Paweł II.

Myœlę, że zamykajšc granice przed uchodŸcami, naprawdę należy się zastanowić nad pojęciami chrzeœcijaństwa i katolicyzmu. Oba te pojęcia zaczynajš się rozdwajać jak nasza literacka rozdarta sosna. Nie mam legitymacji do tego, żeby się wdawać w rozprawy teologiczne, natomiast mogę zdać sprawozdanie z tego, co widzę i czytam.

Mamy więc obrazy i figury Chrystusa i Matki Boskiej. Stojš bšdŸ idš z otwartymi rękami, bosi, bezbronni, ale miłujšcy. Opiekuńczy i gotowi do pomocy. Przed takimi klękamy, do takich się modlimy. W odróżnieniu od innych potężnych bogów nasi œwięci idš do ludzi, w ludzi, ku ludziom. Chciałabym się zastanowić nad wymowš obrazu Chrystusa i jego matki. Czy idš tylko tam, gdzie mogš napotkać swoich? Niewštpliwie idš szerzyć wiarę.

Od razu pragnę zastrzec – nie mam zaufania do tych, którzy porównujš strach przed uchodŸcami do sytuacji Marii i Józefa czy do polskich uchodŸców przyjmowanych na œwiecie w przeszłoœci. W obu wypadkach nie było potencjalnych, samotniczych terrorystów, zwabionych przez ekstremistyczne państwo. Nie można porównywać uchodŸstwa polskiego do uchodŸstwa islamistów, bo po prostu nie było obawy i potencjalnego zagrożenia. Jeœli nie będzie się mówić o tym otwarcie, jeœli zaczniemy lukrować rzeczywistoœć, to tym bardziej zamkniemy granice.

Myœlę, że obawa przed współczesnymi uchodŸcami jest czymœ naturalnym, nie tylko niechęciš do obcego. Rzecz jednak w tym, na ile jesteœmy zobowišzani ten strach pokonywać, właœnie jako chrzeœcijanie. Każda religia ma dwa oblicza: jedno to rozwój osobisty, dšżenie do ideału, drugie to zawłaszczanie terenu. Historia chrzeœcijaństwa pokazuje jasno, że to zawłaszczanie odbywało się często w sposób okrutny i daleki od miłoœci bliŸniego. Zabijani i torturowani poganie to obraz prawdziwych męczenników, nie mówišc już o stosach i œwiętej inkwizycji. Szczególnie pojęte chrzeœcijaństwo zdobywało teren sposobami daleko odbiegajšcymi od obrazu bezbronnego Chrystusa.

Do czasu Jana Pawła II papieże byli wyniesieni ponad tłumy. Dlatego ten nasz polski Ojciec Œwięty, pogodny i bliski, podróżujšcy do innych, zdawał się takš rewolucjš w pojmowaniu chrzeœcijańskiej miłoœci. Naprawdę mieliœmy powody do dumy. Były one tak silne, że polscy wierni wystawiajš do dziœ – już za Franciszka – fotografie naszego papieża, jakby mówišc: za nim idziemy, za nikim innym. Czy jednak na pewno?

Zdarza mi się rozmawiać z tymi ludŸmi. Majš na œcianach portrety naszego papieża, a w sprawie uchodŸców sš jednoznaczni: to innowiercy, terroryœci i rabusie. Naszš religijnš powinnoœciš jest chronić przed nimi nasz chrzeœcijański teren – dodajš. Na pytanie, czy tak właœnie nauczał Jak Paweł II, odpowiadajš milczeniem. Jeszcze ciszej się robi, kiedy zdarza mi się pytać: jak myœlicie, co powiedziałby wam Wojtyła w sprawie uchodŸców? Z jakim przesłaniem przyjechałby do ojczyzny? Czy zamknięcie korytarza humanitarnego jest zgodne z duchem jego encyklik? Czy możecie sobie przypomnieć jego twarz i wyobrazić sobie, z jakim jej wyrazem słuchałby odmowy pomocy?

Za każdym razem, kiedy jeŸdził do ludzi innej wiary, narażał swoje życie. Wiedzšc o zagrożeniach i pogróżkach, jeŸdził nadal otwartym samochodem. Po zamachu na jego życie nie zaprzestał podróży. Spotkał się ze swoim potencjalnym mordercš. Jak myœlicie: po co to robił? Żeby krzewić w nas istotę chrzeœcijańskiej miłoœci. Trudnej i niebezpiecznej. Czy wy, którzy wierzycie, że widzi nas z góry, zastanawiacie się, co czuje? Co zostało z jego przykładu?

Katolicyzm jako jedyne z wyznań kieruje się posłuszeństwem w stosunku do człowieka ze Stolicy Piotrowej. Czy zamykajšc granice przed uciekinierami wbrew zaleceniom papieży, pozostajecie katolikami? Czy argument, że to niesie potencjalne niebezpieczeństwo, jest argumentem godnym chrzeœcijanina? Czy wypowiedzi rzšdzšcych to słowa ludzi szerzšcych wiarę czy tylko walczšcych o teren? Co zostało z wizyty Franciszka? Nie było tak miło i tak swojsko jak za naszego papieża. Powiedział nam, co myœli o europejskiej mentalnoœci, używajšc jednego rzeczownika: kanapa. Bo tak naprawdę kanapa to jest nasz teren i tego bronimy. Kanapa to nasz grzech. Rzšd, sprzeciwiajšc się przyjęciu uchodŸców, wie o tym dobrze. Przykuwa nas do kanapy. Oddala nas od istoty chrzeœcijaństwa. Oddala od Jana Pawła II. Zostały po nim fotografie i kremówki. Wstyd. Š?

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL