Opinie

Premier miała rację, nie publikując wyroków Trybunału - pisze Mariusz Muszyński, wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego

Fotorzepa, Robert Gardziński
Jeśli władza sądownicza przekracza przyznane jej kompetencje, władzy wykonawczej nie pozostaje nic innego jak je skorygować, by zapewnić ład w systemie prawa – pisze wiceprezes Trybunału Konstytucyjnego.

11 grudnia br. odbyło się uroczyste Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału Konstytucyjnego, podczas którego prezes Trybunału Julia Przyłębska przedstawiła „Informację o istotnych problemach wynikających z działalności i orzecznictwa TK w 2016 r.". Tym samym w przestrzeni pojawił się oficjalny opis aktywności TK w 2016 r., w tym wydarzeń, które budziły zainteresowanie opinii publicznej. Wśród nich była sprawa blokowania możliwości orzekania trzem sędziom TK przez ówczesnego prezesa, jak i kwestia rozstrzygnięć wydanych w tym okresie i nieogłoszonych w dzienniku urzędowym.

Informacja jest dostępna na stronie internetowej Trybunału. Warto jednak opatrzyć ją kilkoma słowami medialnego komentarza.

Wymowa dokumentu jest jednoznaczna. Funkcjonowanie TK w 2016 r. przysporzyło państwu polskiemu wiele problemów. Trybunał, którego zadaniem jest strzeżenie praworządności rozumianej jako kontrolowanie zgodności z Konstytucją wskazanych aktów prawnych, wielokrotnie w tym okresie podejmował działania niespotykane dotychczas w demokratycznym państwie prawa.

Nielegalność wyboru

Preludium tego procesu stanowił wyrok wydany jeszcze 3 grudnia 2015 r., ale mający wpływ na to, co działo się w 2016 r. Niemal natychmiast został on przedstawiony opinii publicznej w sposób kłamliwy. Z pomocą nierzetelnych mediów przeforsowano fałszywe rozumienie jego sentencji we fragmencie dotyczącym art. 137 ustawy o TK z 25 czerwca 2015 r. Fragment ten uznaje, że wspomniany art. 137: w zakresie, w jakim dotyczy sędziów Trybunału, których kadencja upływa 6 listopada 2015 r., jest zgodny z art. 194 ust. 1 konstytucji, a w zakresie, w jakim dotyczy sędziów Trybunału, których kadencja upływa odpowiednio 2 i 8 grudnia 2015 r., jest niezgodny z art. 194 ust. 1 konstytucji.

W zamierzeniach manipulantów fragment miał (i ma nadal) stanowić podstawę dla uzasadniania rzekomego nielegalnego wyboru sędziów TK przez Sejm obecnej kadencji. Nieważne, że literalne brzmienie normy nie odnosi się ani do osób wybranych 2 grudnia 2015 r., ani do wybranych pierwotnie 8 października 2015 r. Zarówno treść normy ustawowej (art. 137), jak i sentencja, dotyczą sędziów, którzy jesienią 2015 r. kadencję kończyli. Chodzi więc o sędziów: Gintowt-Jankowicz, Hermelińskiego, Kotlinowskiego, Cieślaka i Liszcz.

Nieważne też było, że mamy do czynienia z kontrolą abstrakcyjną normy, której treść dotyczy terminu zgłaszania kandydatów na sędziów TK. Usiłowano wmówić społeczeństwu, że TK dokonał w ten sposób zbadania samego faktu wyboru sędziów 2 grudnia 2015 r. Jeśli tak należy rozumieć orzeczenia TK, to dlaczego Krajowa Rada Sądownictwa ciągle działa skoro 20 czerwca 2017 r. Trybunał orzekł o sprzeczności z konstytucją przepisów o wyborze części członków KRS? Czy aby na pewno uchwały tego organu wydane po dniu ogłoszenia orzeczenia w Dzienniku Ustaw są ważne?

Ale to nie wszystkie „hity" prezesa Rzeplińskiego z 2016 r. Drugą, jeszcze bardziej absurdalną podstawę rzekomej nielegalności wyboru sędziów 2 grudnia 2015 r. stanowić ma postanowienie o umorzeniu postępowania w sprawie U 8/15 (dotyczące uchwał o wyborze). Warto przypomnieć, że podstawą tego umorzenia był brak kompetencji TK do zbadania sprawy. Prawnika, który z takiego umorzenia wywodzi materialny skutek, należy odesłać z powrotem na studia.

Chwyt retoryczny

W sferze publicznej co pewien czas pojawia się oczekiwanie opublikowania „orzeczenia" K 47/15. Kierowano je wobec premier Szydło, a dziś premiera Morawieckiego. Nikt jednak nie kwapi się do dyskusji na temat okoliczności jego wydania. Może dlatego, że orzekając ówczesny skład Trybunału złamał prawo? Przecież rozstrzygnięcie to oparto na decyzji o odrzuceniu domniemania konstytucyjności ustawy, która już weszła w życie. Ustawa ta znowelizowała stare przepisy dotyczące TK, w tym o procedurze przed Trybunałem. Została zaskarżona do TK nie w trybie kontroli prewencyjnej, ale po jej wejściu w życie. Sytuacja była nowa i trudna. Trybunał miał stosować normy, które musiał skontrolować. Rozwiązanie doktrynalne miał jednak podane na tacy. Do tego momentu nikt nie zaprzeczał zasadzie domniemania konstytucyjności ustawy, nawet o TK. Przeciwnie, sędzia TK Marek Zubik, w swojej książce pisał, że: „Przepis art. 195 ust. 1 Konstytucji nie powinien być również rozumiany w sposób, który pozwalałby wyłączyć związanie sędziów Trybunału przepisami ustawowymi w ramach trybu postępowania przed TK". (...) „W ramach rozpoznawania spraw sędziowie Trybunału związani są wszystkimi ustawowymi regulacjami procedury sądowokonstytucyjnej. Nie mogą samodzielnie pomijać takich przepisów, choćby uznali je za »oczywiście« niekonstytucyjne. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby TK – w odpowiedniej procedurze – orzekł o niekonstytucyjności ustawy o TK czy innych wiążących go norm proceduralnych" (M. Zubik, „Status prawny sędziego Trybunału Konstytucyjnego", Warszawa 2011, s. 116).

Kiedy jednak pojawiła się opisana sytuacja, sędziowie, włącznie z autorem powyższego stanowiska, uznali nagle, że będą procedować z pominięciem ustawy o Trybunale, sięgając bezpośrednio do konstytucji. Był to zwykły chwyt retoryczny, który miał usprawiedliwić sędziowskie łamanie prawa, bo w konstytucji nie ma ani jednego przepisu regulującego kwestie postępowania przed Trybunałem. Mimo to Trybunał wydał 9 marca 2015 r. rozstrzygnięcie (K 47/15), działając z pominięciem obowiązującej ustawy. W konsekwencji nie zostało ono ogłoszone.

Vis major Rzeplińskiego

Z kolei w sierpniu 2016 r. skład TK przystąpił do oceny konstytucyjności ustawy z 22 lipca 2016 r. o TK. Podstawą procesową orzekania była ustawa o Trybunale, badana w opisanej wcześniej sprawie K 47/15. Skoro to rozstrzygnięcie nie zostało ogłoszone, w życie nie weszła derogacja przepisów uznanych za niekonstytucyjne. A jednak nowe rozstrzygnięcie (K 39/16) Trybunał wydał 11 sierpnia 2016 r., stosując swoją wersję ustawy. Nie czekał nawet na stanowiska uczestników postępowania. Od momentu wpłynięcia wniosków o zbadanie ustawy do wydania rozstrzygnięcia minęło zaledwie dziewięć dni. Badanie ustawy w oparciu o przepisy spoza obowiązującego stanu prawnego znów skutkowało brakiem ogłoszenia orzeczenia.

Trzecim orzeczeniem dotyczącym procedury wyłaniania prezesa TK Trybunał osiągnął szczyt prawniczej arogancji. Obowiązujący przepis proceduralny wymagał wydania rozstrzygnięcia w tzw. pełnym składzie. Prezes Rzepliński wysłał jednak na salę skład pięcioosobowy. Powołał się przy tym na przesłankę „vis major". Ten pseudowyrok także nie został ogłoszony.

Uczciwość sędziów

Art. 190 ust. 1 konstytucji stanowi, że orzeczenia TK mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne, a z art. 190 ust. 2 wynika, że podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu. Konstytucja nie wskazuje jednak podmiotu odpowiedzialnego za ogłoszenie. Zgodnie z ustawą 20 lipca 2000 r. o ogłaszaniu aktów normatywnych i niektórych innych aktów prawnych prezes Rady Ministrów wydaje Dziennik Ustaw i Monitor Polski. Do wejścia w życie ustawy z 22 lipca 2016 r. o TK ogłaszanie wyroków Trybunału zarządzał prezes TK. Gdy ustawa z lipca 2016 r. o TK pozbawiła prezesa TK prawa zarządzania ogłoszenia orzeczeń, prezes nadal dokonywał tej czynności, a ustawie zarzucał niekonstytucyjność. Opinii publicznej zostało to jednak przekazane w przekłamany sposób. Przeciwnicy rządu skorzystali z okazji, by zarzucić łamanie prawa premierowi. Czy aby na pewno słusznie?

Procedura ogłaszania orzeczeń TK funkcjonowała sprawnie do czasu, gdy okazało się, że w 2016 r. w TK odpowiedzialności, etyki i uczciwości sędziowskiej zabrakło. W efekcie wielokrotnie oczekiwano od premier, aby nakazała wprowadzić do systemu prawa polskiego coś, co doktryna nazywa „niewyrokiem".

Pojawiła się sytuacja, której ustrojodawca nie przewidział w 1997 r. Bo co ma zrobić organ ogłaszający, gdy wyrok jest jednoznacznie wydany z naruszeniem prawa, jak w przypadku spraw K 47/15 czy K 39/16? Jeszcze dalej poszedł pseudowyrok z listopada 2016 r. (sygn. K 44/16), kiedy zamiast obowiązkowego pełnego składu wydał go skład pięcioosobowy. Notabene przepis nakładający obowiązek badania ustawy o TK w tzw. pełnym składzie nigdy nie został zakwestionowany przez Trybunał, a nawet nie toczył się o niego spór polityczny.

Jeśli więc prezes Rzepliński mógł w świetle jupiterów, kształtować skład osobowy według własnego widzimisię, to czym taki pięcioosobowy różni się od sytuacji, w której obrażony na Sejm sędzia Rzepliński zasiadłby z sędzią Biernatem i wydaliby wyrok w składzie dwuosobowym? A od decyzji łamiącej wymóg ustawy co do wielkości składu już tylko krok do wydania wyroku spoza zakresu konstytucyjnych kompetencji TK np. wyroku rozwiązującego rząd. I czy taki wyrok premier też ma obowiązek ogłaszać? Oczywiście, nie. I dlatego w przyjętej przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK „Informacji o istotnych problemach wynikających z działalności i orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego w 2016 r.", głosujący za tą informacją sędziowie Trybunału potwierdzili słuszność zachowania premier. W wypadku tego działania został zastosowany ogólny mechanizm wynikający z art. 10 ust. 1 konstytucji dotyczący podziału i równowagi władzy. Skoro władza sądownicza przekroczyła przyznane jej kompetencje, działanie władzy wykonawczej, oparte bezpośrednio na zasadach naczelnych konstytucji (praworządności i podziału i równowagi władzy), miało na celu skorygowanie tych działań, by zapewnić ład w systemie prawa. Natomiast ujawniony problem niewątpliwie powinien być normatywnie doregulowany. I jest to temat do pakietu zmian konstytucyjnych zapowiadanych przez prezydenta RP.

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji UKSW i wiceprezesem Trybunału Konstytucyjnego

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL