Opinie

Pakiet zimowy to więcej niż 550 gramów

123RF
W Polsce dyskusja skoncentrowała się na limicie emisji CO2 w mechanizmie wsparcia energetyki. Słusznie to i niesłusznie zarazem.

Pakiet zimowy, czyli „Czysta energia dla wszystkich Europejczyków", to osiem propozycji legislacyjnych i ponad 2 tys. stron tekstu. Ma on na nowo poukładać funkcjonowanie energetyki w UE. A będzie to zupełnie inna energetyka – dzięki digitalizacji i dostępowi do inteligentnych rozwiązań – konsument energii elektrycznej będzie coraz ważniejszy. Udział źródeł odnawialnych (OZE) będzie rósł i może osiągnąć w UE nawet 50 proc. w 2030 r. Ponieważ OZE nie pracują w sposób ciągły (np. są zależne od siły wiatru lub słońca), trzeba przygotować system elektroenergetyczny na zmianę – sprawić, aby był bardziej elastyczny, szybciej reagował na wahania podaży i popytu energii. Pakiet zawiera szereg propozycji poprawy bezpieczeństwa systemu energetycznego, ale też jego bezpowrotnej przebudowy – na system przyjazny środowisku z małymi, rozproszonymi źródłami energii i aktywnymi odbiorcami.

Wyzwanie dla Polski

W Polsce największe obawy budzi zaproponowane ograniczenie wsparcia energetyki węglowej w ramach tzw. mechanizmów mocowych. Próg emisyjności – maksymalnie 550 gramów CO2 na kilowatogodzinę energii elektrycznej – został wprowadzony dosłownie w ostatniej chwili. Chodziło o to, aby nie zablokować tego rozwiązania już na poziomie kolegium komisarzy. Dyskusja została więc przesunięta na poziom państw członkowskich, wzbudzając wiele emocji i utrwalając, przynajmniej na pierwszy rzut oka, podziały między mniej a bardziej zieloną Europą. Dla Polski limit 550 gramów jest szczególnym wyzwaniem i to z dwóch powodów. Po pierwsze, energetyka węglowa nie pokona tego progu, bo emituje ponad 800 gramów CO2/kWh (jedynie wysokosprawna kogeneracja może sobie z tym poradzić). Po drugie, Polska jest na finiszu wprowadzania rynku mocy i gdy mechanizm zacznie działać może się okazać, że nasze moce węglowe się nie zakwalifikują.

Ale sprawa nie jest prosta i w całej Europie, nie tylko w Polsce, energetyka konwencjonalna znajduje się w trudnej sytuacji. Rosnący udział OZE, sposób działania rynku energii i nadpodaż mocy powodują, że ceny energii spadają. Duża energetyka nie nadąża za zmianami. Konsumenci się cieszą, ale wytwórcy zarabiają coraz mniej. Temu miałby zaradzić rynek mocy. W Unii nie ma jednak dobrego klimatu ani dla rynku mocy, ani tym bardziej dla węgla. Komisja Europejska próbuje zmniejszać wsparcie wytwarzania energii – ogranicza je dla OZE i bardzo niechętnie patrzy na pomoc publiczną dla mocy konwencjonalnych. Komisja chce, i taką wizję rysuje w pakiecie zimowym, by w przyszłości ceny energii były niższe i wszędzie podobne. Teraz są one zróżnicowane, np. w Niemczech i Francji są niższe dla branż energochłonnych niż u nas. To zakłóca konkurencję i obciąża konsumentów. Jednocześnie Europa odchodzi od węgla. Choć jest on nadal ważnym surowcem, który przez kolejne lata będzie dostarczał energię elektryczną, to widać, że jego rola będzie ograniczana na rzecz innych, tańszych i przyjaznych dla środowiska rozwiązań. W czasie konferencji klimatycznej w Bonn powstała koalicja 20 państw, które zdecydowały się zrezygnować z węgla w wytwarzaniu energii. W Europie takie plany mają Włochy, Holandia, Wielka Brytania i Portugalia. W konsekwencji rośnie obóz przeciwników subsydiowania węgla.

Szuflada z węglem

Zatem dyskusja o rynku mocy, wbrew pozorom, nie dotyczy tylko tego, że akurat Polska ma węgiel i chce go dalej wspierać. Sednem sprawy jest to, czy towarem, za jaki płacimy, powinna być energia elektryczna, czy może także gotowość do jej wyprodukowania (moc). Limit 550 gramów, niestety, wkłada Polskę do szuflady z napisem „kraj węglowy" i utrudnia rozmowy z Komisją Europejską i państwami członkowskimi o tym, jak wzmacniać sygnały inwestycyjne, gdy rynek ich nie generuje lub nawet powoduje, że wytwórca musi dopłacać do swojej produkcji (ceny negatywne). Właśnie takiej argumentacji używają Francja, Włochy, Irlandia i Wielka Brytania, które ostatnio wspólnie – bez Polski – zaapelowały o utrzymanie rynków mocy.

Warto poszerzyć pole negocjacji nowych przepisów i poszukać kompromisu. Po pierwsze, Polska – tak jak inne kraje na świecie – zaczyna dywersyfikować miks energetyczny, ponieważ stawianie wyłącznie na jeden surowiec negatywnie wpływa na nasze bezpieczeństwo energetyczne. Energetyka odnawialna staje się coraz tańsza. Spadają koszty magazynowania. Mamy coraz większą wiedzę i dobre przykłady, że nawet w fazie głębokiej modernizacji i ograniczania emisji systemy energetyczne mogą być stabilne i dostarczać energię elektryczną po rozsądnej cenie. Decydenci dostrzegają ten trend – minister Tchórzewski deklaruje, że elektrownia w Ostrołęce będzie ostatnią dużą siłownią węglową, a na dwulecie rządu wicepremier Morawiecki powtarza, że Polska najszybciej w Europie odchodzi od węgla i chce rozwijać OZE. Skoro widzimy, ze utrzymanie status quo w polskiej energetyce staje się niemożliwe, czy warto w negocjacjach tak ważnego pakietu legislacji skupiać się tylko na limicie 550 gram?

W energetyce chodzi nie tylko o interes wytwórców, ale przede wszystkim o stabilne dostawy energii elektrycznej w cenie, którą może zapłacić odbiorca. Musimy przemyśleć, jak stopniowo zmodernizować sektor energii bez kumulacji kosztów lub nietrafionych inwestycji, które spłacalibyśmy przez kolejne 30 lat. Warto też zająć się sieciami przesyłowymi i propozycjami dla konsumentów energii (dynamicznymi taryfami, agregacją popytu i inteligentnymi licznikami). Równie ważną kwestią jest podział przyszłych stref cen energii elektrycznej w Europie. Ich niekorzystne ułożenie może w Polsce spowodować wyższe ceny energii, a co za tym idzie trudne warunki dla przemysłu oraz większe obciążenia dla odbiorców końcowych. Może warto też spojrzeć na regionalne centra bezpieczeństwa jako na sposób poprawy koordynacji dostaw prądu w regionie i ograniczenie przepływów kołowych? To są pozytywne propozycje pakietu zimowego, które pomogą przeprowadzić konieczne zmiany na rynku energii. Także w Polsce.

Pakiet zimowy wkracza w krytyczny okres negocjacyjny. Choć z pozoru techniczne, nowe regulacje będą decydować o miksie energetycznym i cenach energii. Jest to więc pakiet kluczowy dla konkurencyjności unijnych gospodarek, a przez to ma ogromne znaczenie polityczne. Limit 550 gramów CO2 nie może odwracać naszej uwagi od pozostałych, równie ważnych kwestii. To ostatni dzwonek na ich negocjowanie.

Dr Joanna Maćkowiak-Pandera jest prezesem Forum Energii.

Współpraca Aleksandra Gawlikowska-Fyk

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL