Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Ten, który was podzieli

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Amerykańskie media ujawniły reklamy z czasu kampanii prezydenckiej, za których promowanie w mediach społecznoœciowych płacili Rosjanie. Sš one zaskakujšce.

Jedna przedstawia mocujšcych się diabła i Jezusa. Szatan mówi: „Jeœli ja wygram, to wygra Clinton". Jezus odpowiada: „Nie, jeœli ja mogę pomóc". A podpis głosi: „Zalajkuj ten post, jeœli chcesz, aby Jezus wygrał". Inny z postów przedstawia przekreœlonš twarz Donalda Trumpa i podpis: „Nie mój prezydent". A obok wezwanie do udziału w wiecu przeciwników amerykańskiego miliardera. Na innym wpisie widać upamiętnienie policjantów zabitych w odwecie za œmierć czarnoskórych Amerykanów zastrzelonych przez funkcjonariuszy. Na kolejnym wezwanie mieszkańców Teksasu do odłšczenia się od USA. I tak dalej...

Żadnej finezji, żadnego wysublimowania. Proste przekazy, hasła i wezwania. Nie wszystkie nawet dotyczš polityki. I wcale nie majš na celu wspieranie jednego kandydata. Paradoksalnie, niekiedy Rosjanie finansowali na Facebooku zaproszenia na dwie przeciwstawne imprezy – tak choćby było w przypadku napięć na tle rasistowskim. Cel był więc zupełnie klarowny: doprowadzić do podziału amerykańskiego społeczeństwa, przyczynić się do jeszcze większej polaryzacji, jeszcze mocniej rozgrzać emocje.

Parę dni temu z kolei amerykańskie media ujawniły, że dwie popularne podczas zeszłorocznej kampanii blogerki (jedna miała aż 70 tys. fanów na Twitterze) nigdy nie istniały. Ich konta, podobnie jak kilka tysięcy innych, zostały ostatnio zablokowane, gdy okazało się, że były prowadzone przez Agencję Badań Internetowych, czyli powišzanš z Kremlem fabrykę trolli buszujšcych w mediach społecznoœciowych. Co ciekawe, oba konta były popularne po prawej stronie ze względu na wyrazistoœć, krytykę amerykańskiego lewactwa czy ostre antyimigranckie wystšpienia. Podgrzewały polityczne emocje, polaryzowały amerykańskie społeczeństwo przed wyborami.

Czy dotyczy to wyłšcznie Amerykanów? Oczywiœcie, że nie. Od kilku lat temperatura sporu politycznego w Polsce również roœnie. Wielu mšdrych komentatorów, szczególnie z prawej strony, chwali to zjawisko, bo duża polaryzacja wynika z tego, że wreszcie spluralizowała się debata publiczna. Mainstream stracił monopol – przekonujš – więc wreszcie Polacy mogš mówić, co myœlš. Z jednej strony to prawda, pluralizm jest wartoœciš. Prawdziwa demokracja jest możliwa tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z różnymi punktami widzenia, gdy sš różne opcje wyboru.

Z drugiej warto się zastanowić, dlaczego Rosjanom zależy na wzmacnianiu wewnętrznych konfliktów. Według Biblii jednoœć jest dana od Boga. Diabeł zaœ to ten, który nas dzieli. W demokracji podział i konflikt sš czymœ innym niż w Koœciele. Nie ma demokracji bez podziałów. W czym więc problem? Zbyt duża temperatura sporów, zbytnie rozhuœtanie nastrojów sprawiajš, że społeczeństwo staje się bardziej podatne na manipulacje i wojnę informacyjnš. Ale jest i poważniejszy problem: zbytnia polaryzacja rozbija wspólnotę. Owszem, spieramy się w demokracji o różne sprawy, ale jeœli przedmiotem sporu staje się wszystko, gdy wszystko nas dzieli, nagle przestajemy być wspólnotš, bo nie ma nic, co by sprawiało, że chcemy być razem. Nic nas już nie łšczy.

Zgadzam się, że zbyt często w naszej debacie używa się argumentu, iż coœ jest na rękę Rosji. Obrzucajš się nim obie strony sporu. Sęk w tym, że skoro Rosjanom zależało na tym, by tak mocno podzielić Amerykanów, zależy im też na tym, by i wœród Polaków spór był coraz gorętszy. I z pewnoœciš Rosjanie się cieszš, że dużš częœć tej roboty odwalamy bez ich pomocy.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL