Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Język refleksyjny nie istnieje

Fotorzepa
Klika dni temu byłam na Litwie, gdzie zaproszono mnie, żebym zagrała swój spektakl złożony z ballad Mickiewicza. Jechałam tam z duszš na ramieniu.

Dla młodych język, jakim pisał Mickiewicz, niewiele się różni od chińskiego. Myœlę nie tyle o słuchaniu, ile o próbach czytania i pokonywania długich kwiecistych fraz przez pokolenie esemesów. Rzecz jeszcze w tym, że młode pokolenie żyje w czasach informacji. Język refleksyjny w zasadzie już nie istnieje.

Zresztš bardzo przyczyniła się do tego nowa fala artystów. Walczyli z klasykami tak ostro, że wreszcie walkę wygrali. Opierajšc się klasykom, łamišc ich formę, dodajšc swoje teksty, wpisujšc ich w okolicznoœci popkultury, zmietli wroga z powierzchni ziemi. Nic nie pomogły nawoływania, przerażenie, przestrogi, oburzenie na nowy barbarzyński kierunek, który za nic ma klasyczne reguły i który jest œmiertelnym zagrożeniem dla języka polskiego. Nasi barbarzyńcy sami stali się klasykami, tyle tylko, że ich oponentów już nikt nie zna, nikt nie słyszał i nie widział klasycznie zagranej, klasycznie wypowiedzianej i klasycznie wystawionej sztuki klasyków. Istnieje tylko walka z nimi. To tak, jakby bokser po wygranej walce bił się dalej z niewidzialnym rywalem.

Właœnie dlatego, jeszcze za poprzedniej ekipy rzšdzšcej, zaczęłam się uczyć ballad Mickiewicza. Miał to być mój bunt, moja walka z powszechnie panujšcym trendem. Uczyłam się, uczyłam aż...doszło do zmiany rzšdzšcych. To teraz co? Mickiewicz jest jak najbardziej pożšdany. Teraz popieramy wszystko co nieodrodnie nasze, walczymy z pychš artystów, którzy się majš za lepszych od wieszcza. I gdzie teraz mój bunt? Nauczyłam się ogromnych i zawiłych fraz tylko po to, żeby być pod pršd! Ballady jednak mówię, a ludzie słuchajš bez względu na wiek. Bo jednak ten język jest dzisiaj odkryciem.

Z takimi doœwiadczeniami jechałam na Litwę, do Ojczyzny pana Adama. Miałam wrażenie, że publicznoœć w odróżnieniu od warszawskiej będzie znała ballady na pamięć, także ich rytm, melodię właœciwš przecież wschodniemu akcentowi. Czy z mojš dykcjš rdzennej warszawianki, pozbawionš długich, melodyjnych samogłosek, będę mogła się pokazać Polakom z Litwy? Z takimi myœlami podjeżdżałam pod piękny pałacyk niedaleko Wilna. Co tu krzewić, myœlałam, skoro jadę do samych korzeni krzewu?

Już w progu stał okazały mężczyzna – dyrektor tego zabytku. Nie mogę jednak powiedzieć, że przywitał mnie ze wschodniš wylewnoœciš. Był chłodny, a nawet mrukliwy. Zacišgajšc pod nosem, spytał: – Długo ten Mickiewicz będzie trwał? Oczywiœcie wzięłam to do siebie. Więc nawet na Litwie mam wrogów z powodu zdania odmiennego od wszystkich. Grunt to poznać prawdę, dlatego spytałam po prostu: – Co pan taki zły? Nie lubi mnie pan? OdpowiedŸ była naprawdę nie do odgadnięcia: – To nie pani nie lubię – powiedział mężczyzna. – Mickiewicza nie lubię. My go tu nie lubimy.

– Tu? – pomyœlałam oczywiœcie o całej Litwie. – My tu w tym pałacu nie lubimy pana Adama – odburknšł, ale tak, jakby chodziło o sšsiada. Pomyœlałam, oczywiœcie, że sprawa musi być jakoœ legendarnie zagmatwana i pewnie chodzi o kobietę. Powiedziałam więc nieœmiało: – To taki wielki klasyk... Trzeba mu wybaczyć słaboœci. Wtedy ten pan wzdšł policzki jak banie, w oczach krwiš zabłysnšł i zagrzmiał: – Mickiewicz klasyk? Kochanowski to był klasyk! A ten Mickiewicz to barbarzyńca! Barbarzyńca naszej mowy! Co o ma z klasykš wspólnego?! To romantyk – ostatnie słowo wycedził jak coœ najbardziej plugawego.

Potem już trochę spokojniej mówił: – Pani znajduje się w domu, gdzie przebywał sam Kazimierz Brodziński. Nie znasz pani jego dzieł? To proszę za mnš – zachęcił. W niewielkiej bibliotece wręczył mi wydruk ogromnej rozprawy pióra Brodzińskiego, dziewiętnastowiecznego pisarza, a tam: przerażenie, przestrogi, oburzenie na nowy barbarzyński kierunek romantyzmem zwany, który za nic ma klasyczne reguły, który jest zagrożeniem œmiertelnym dla języka polskiego, który poprzez uduchowione łamańce jest w gruncie rzeczy bełkotem. Wszystko już było. Żyjemy w nieskończonej iloœci lustrzanych odbić.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL