Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Rushdie, marna karykatura samego siebie

AFP
Celebrytyzacja nie służy literaturze. Kariera autora „Szatańskich wersetów" jest tego najlepszym dowodem.

W 29. rocznicę fatwy wydanej na Salmana Rushdiego przypominamy tekst z 2015 roku

Były czasy, gdy Salman Rushdie pisał najlepsze powieœci na œwiecie. A jeœli nawet nie najlepsze, to niewielu można by wskazać takich, którzy w latach 80. XX wieku byli w stanie dotrzymać kroku pochodzšcemu z Bombaju brytyjskiemu prozaikowi. Przypomnijmy trzy tytuły jego autorstwa, które się wówczas ukazały: „Dzieci północy" (1981) nagrodzone Bookerem, a póŸniej Bookerem Bookerów (dla najlepszej ksišżki w historii tej prestiżowej i rzadko przypadajšcej dziełom przeciętnym nagrody!), „Wstyd" (1983), wspaniała opowieœć o Ÿródłach przemocy ze scenš politycznš Pakistanu w tle, i wreszcie „Szatańskie wersety" (1988), najgłoœniejsza ksišżka tamtej dekady, której owocem była nałożona na pisarza fatwa.

14 lutego 1989 roku był dniem, którego autor „Haruna i morza" nie zapomni nigdy. Gdy dotarł na pogrzeb swego przyjaciela Bruce'a Chatwina, Paul Theroux, autor cenionych ksišżek podróżniczych, zażartował: „Podejrzewam, że w przyszłym tygodniu spotkamy się tu z twojego powodu, Salman". Chwilę wczeœniej œwiat obiegła wieœć o fatwie ogłoszonej przez ajatollaha Chomeiniego. Wyrok był krótki, ale dobitny: „Informuję wszystkich dumnych muzułmanów całego œwiata, że autor ťSzatańskich wersetówŤ, ksišżki godzšcej w islam, Proroka i Koran, oraz wszyscy zaangażowani w jej wydanie, a znajšcy jej treœć, skazani sš na œmierć". „Szatańskie wersety" przypomniały œwiatu, że literatura może być rzeczš najwyższej wagi, czynišc z niej sprawę życia i œmierci. Ofiarš fatwy padł japoński tłumacz ksišżki, postrzelony został jej norweski wydawca, a rany kłute zadano autorowi włoskiego przekładu. Rushdie zapadł się pod ziemię. Publicznie pojawił się znowu dopiero na koncercie U2 w 1993 roku. Fatwę zdjęto pięć lat póŸniej, ale tak naprawdę nigdy nie przestała obowišzywać, choć pewnie też nigdy wyrok nie zostanie wykonany.

Kiedy Rushdie na dobre wyszedł z podziemia, był już nie tylko jednš z największych gwiazd literatury œwiatowej, ale postaciš symbolem w walce z religijnym fanatyzmem, gwiazdš mediów, felietonistš z pierwszych stron gazet. Nikt nie zauważył, że zdšżył tymczasem stracić dar opowiadania. Zamiast dostarczać czytelnikom wspaniałych historii – ostatniš w pełni udanš powieœciš w jego dorobku pozostaje „Ziemia pod jej stopami" z 1999 roku, błyskotliwa, wspaniale napisana alternatywna historia muzyki rockowej – zaczšł się wcielać w rolę publicysty, moralnego autorytetu, a wreszcie stał się ikonš popkultury. W tej roli – a zarazem w charakterze „rozpoznawalnego pisarza" w czasach, gdy pisarzy się raczej nie rozpoznaje – pojawił się w przebojowej ekranizacji „Dziennika Bridget Jones" w 2001 roku, do innego filmu, „The Million Dollar Hotel" z Millš Jovovich, piosenkę z tekstem Rushdiego nagrała rok wczeœniej zaprzyjaŸniona z pisarzem supergrupa U2, wówczas bezsprzecznie numer 1 muzyki rockowej na œwiecie. Z pierwszš żonš Clarissš Luard Rushdie rozstał się jeszcze przed fatwš i wielkš sławš. Ale już trzy kolejne małżeństwa – w tym z prowadzšcš program „Top Chef" modelkš Padmš Lakshmi, która w czasach narzeczeństwa z Rushdiem pojawiła się na okładce „Playboya" – przetrwały łšcznie ledwie 14 lat.

W 2001 roku wydał swojš ostatniš ważnš powieœć „Furia", którš odczytywano póŸniej jako zapowiedŸ wydarzeń z 11 wrzeœnia tego samego roku. Nie było to wielkie dzieło, od tamtej pory jednak o Rushdiem bywało głoœno głównie z powodu rozpadu małżeństw i wypowiedzi publicystycznych – od wsparcia Baracka Obamy w wyœcigu o fotel prezydencki przez protesty przeciwko łatwemu dostępowi do broni w Stanach Zjednoczonych po obronę „Charlie Hebdo" i prawa do satyry. I choć autorowi „Szatańskich wersetów" zdarza się napisać lub powiedzieć coœ mšdrego, to trudno nie odnieœć wrażenia, że wielki pisarz z wiekiem po prostu dziecinnieje. Nieprzypadkowo nad jego obecnoœciš na Twitterze ubolewał przed dwoma laty Jonathan Franzen w głoœnym eseju „Co jest nie tak ze współczesnym œwiatem". W cišgu kilkunastu lat godny spadkobierca Gabriela Garcii Marqueza przeobraził się bowiem w marnš karykaturę samego siebie.

Widać to także w jego najnowszej powieœci „Dwa lata, osiem miesięcy i dwadzieœcia osiem nocy", odwołujšcej się nie tylko tytułem do „Księgi tysišca i jednej nocy". Owszem, Rushdie nigdy nie stronił od łšczenia popkultury z mitologiš i intertekstualnymi nawišzaniami, nie bał się poetyki rodem z gier komputerowych, wycieczek w stronę mistyki, podróży w czasie, ale nawet gdy czerpał z różnorakich Ÿródeł, gdy garœciami brał z dziedzictwa realizmu magicznego i fantastyki, pozostawał pisarzem oryginalnym, jak w debiutanckim „Grimusie", w którym œwiat fantasy mieszał się z aluzjami literackimi i sufickim poematem z XII wieku, czy w napisanych porywajšcš angielszczyznš z domieszkš hindi, wyraŸnie inspirowanych Garciš Marquezem, „Dzieciach północy".

Rushdie zawsze był apostołem racjonalizmu. Odziedziczył to po ojcu. Religię traktował jak najbardziej serio, ale wyłšcznie jako przedmiot intelektualnej refleksji. Fatwa przemieniła go w zdeklarowanego ateistę. Nie dziwi więc, że kiedy w „Dwóch latach..." pojawia się prosta opozycja między złym apostołem wiary Al-Ghazalim a dobrym apostołem rozumu Ibn Ruszdem, zwycięzca może być tylko jeden. Rushdie jest zresztš – zbieżnoœć nazwisk nieprzypadkowa – zupełnie jak jego bohater Ibn Ruszd, czyli Awerroes, którego ksišżki płonš na stosach, ale który po stuleciach (takš wróżbę przynosi opowiadana z perspektywy dalekiej przyszłoœci historia) okazuje się zwycięzcš odwiecznej debaty.

W œwiecie „Dwóch lat..." na ziemię przybywajš dżinny, które majš dopełnić starcia między dwoma arabskimi filozofami. Złe dżinny stajš przeciwko ludziom, majšc strachem zmusić do wiary w Boga. Czas dziwowisk poprzedza Wojnę Œwiatów. W obronie ludzi i swego półczłowieczego potomstwa staje wielka dżinnija, Księżniczka Błyskawic, która w XII wieku zwišzała się z Ibn Ruszdem. Sprzymierzeńcami Al-Ghazaliego sš zaœ złe dżinny z Zummurudem Wspaniałym na czele. Zummurud podporzšdkowuje sobie kraj rzšdzony do tej pory przez coœ na kształt ISIS, które wszystkiego zabrania. Starcie dżinnów rodzi terror „w imię tego czy innego boga".

Wizja Rushdiego jest banalna i sztampowa. Z jednej strony przywodzi na myœl XIX-wieczne polemiki na temat wyższoœci rozumu nad wiarš (i odwrotnie) sprowokowane teoriš Darwina, a z drugiej kojarzy się ze „Zderzeniem cywilizacji" Samuela Huntingtona, bo przecież mamy tu wyraŸnš opozycję między kochajšcš, racjonalnš dżinnijš a złoœliwymi, zaœlepionymi przemocš dżinnami. I niewypowiedzianš wprost, ale sugerowanš, konkluzję, że tylko Zachód, i to ten pozbawiony sacrum, jest w stanie zbawić ludzkoœć.

Ale to nie banał jest tutaj najgorszy. Szkoda tak znakomitego pióra na kiepsko opowiedziane przypowiastki, przywodzšce na myœl mizernš fantastykę „z przesłaniem" (zupełnie jak w przypadku ostatniej powieœci innego cenionego brytyjskiego pisarza Kazuo Ishiguro „Pogrzebany olbrzym"). Co nam zostało z Salmana Wspaniałego? To, co kiedyœ w powieœciach Rushdiego tchnęło œwieżoœciš, dziœ wydaje się zwietrzałe. Lektura „Dwóch lat, oœmiu miesięcy i dwudziestu oœmiu nocy" przypomina przedzieranie się przez labirynt wyobraŸni znakomitego rosyjskiego postmodernisty Wiktora Pielewina, któremu w pewnym momencie wszystko zaczęło się łšczyć ze wszystkim.

Autor „Dzieci północy" zaczynał karierę zawodowš w znanej agencji reklamowej Davida Ogilvy'ego. Stał się zresztš autorem kilku noœnych sloganów, m.in. dla ciastek Aero i kart kredytowych American Express. Gdy Bombaju nie nazywano jeszcze Mumbajem, traktowany był – nie bez przyczyny – jako najważniejszy brytyjski prozaik i poważny kandydat do Nagrody Nobla. Dziœ, niestety, trzeba byłoby tę opowieœć włożyć między bajki, może do „Księgi tysišca i jednej nocy", a w najlepszym razie dałoby się z niej ukuć slogan reklamowy w rodzaju: „Nowa ksišżka pisarza, który był wielki".

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL