Opinie

Dekret Bieruta jednak nadal obowiązuje

Fotolia.com
Bezpieczeństwo prawne nieruchomości warszawskich nie powinno dziś doznać ponownego uszczerbku, tym razem z inicjatywy Prokuratury Krajowej – uważa Juliusz Bennich-Zalewski.

„Rzeczpospolita" 6 października opublikowała artykuł prokuratora Prokuratury Krajowej Jacka Wygody pt. „Dekret Bieruta już nie obowiązuje".

Zawarta w tytule artykułu teza autora jest szokująca. Niestety jednak na jej poparcie autor wskazuje kilka, trzeba przyznać, mocnych argumentów prawnych.

W rezultacie autor wywodzi, że dekret warszawski z 1945 r. nigdy nie wszedł życie, albo też później utracił moc – a to w 1965 r. – z chwilą wejścia w życie kodeksu cywilnego, a to w 1997 r. – z chwilą wejścia w życie nowej konstytucji, ewentualnie w 2001 r. – z chwilą wejścia w życie ustawy o zmianie upoważnień do wydawania aktów normatywnych.

Konkluzja autora jest taka, że wobec nieobowiązywania dekretu od wielu już lat kilka tysięcy wydanych dotychczas przez ratusz decyzji o zwrocie nieruchomości byłym właścicielom i ich spadkobiercom wydano bez podstawy prawnej. W konsekwencji decyzje te kwalifikowałyby się do stwierdzenia ich nieważności (art. 156 § 1 pkt 2 k.p.a.).

Nie byłoby też wówczas podstawy prawnej do zwrotu kolejnych nieruchomości. I to nie tylko na rzecz cwaniaków, jakimi od kilku miesięcy zajmuje się komisja weryfikacyjna, ale także na rzecz prawowitych spadkobierców, którzy od wielu lat czekają na zwrot ojcowizny, co przewiduje co do zasady dekret.

Mój znajomy skomentował więc artykuł pana prokuratora następująco: PiS próbuje tanio i szybko rozwiązać problem reprywatyzacji w Warszawie.

Rzeczywiście, gdyby zgodnie z sugestią autora na przykład TK stwierdził (np. na wniosek prokuratora generalnego), że dekret nie obowiązuje lub jest niezgodny z konstytucją, umożliwiłoby to wzruszenie (odpowiednio w trybie nieważności lub wznowienia) tysięcy decyzji dekretowych o zwrocie nieruchomości spadkobiercom.

Skutki tego byłyby dramatyczne. Stan prawny dziesiątek tysięcy nieruchomości w stolicy (w tym lokali) stałby się niejasny, z wszelkimi tego konsekwencjami mikro-, a wtórnie też makroekonomicznymi, a nawet politycznymi.

Wpływ na to miałoby działanie takich instytucji prawnych, jak zasiedzenie i rękojmia publicznej wiary księgi wieczystej, chroniąca osoby i firmy, które po 1945 r. kupiły takie nieruchomości w dobrej wierze. Czy w takiej sytuacji słynny bank J.P. Morgan, który ma wkrótce otworzyć w Warszawie swoją placówkę, i kolejni poważni inwestorzy zagraniczni zaryzykowaliby kupno lub wynajęcie biurowca w Warszawie, którego stan prawny stałby się niepewny? Wątpliwe.

Jak widać z powyższego, koszt wizerunkowy takiej wolty (gdyby pogląd prokuratora PK podzieliły organy władzy) byłby ogromny i to nie tylko dla stolicy i jej mieszkańców, ale wtórnie także dla całego naszego kraju.

Czy można jednak znaleźć jakieś mocne kontrargumenty prawne przeciwko niebezpiecznej tezie autora o nieobowiązywaniu już dekretu? Tak, można.

Po pierwsze, w ustawie z 1958 r. o wywłaszczaniu nieruchomości (art. 54 ust. 2) ustawodawca przywołał dekret w sposób wskazujący na to, że uznał go za obowiązujący. Gdyby więc nawet przyjąć zarzut autora o wadliwym „poczęciu" dekretu z mocą ustawy, to mogłoby dojść tutaj do jego sui generis dorozumianej sanacji.

Po drugie, także w ustawie z 1985 r. o gospodarce gruntami (art. 83 ust. 2) ustawodawca przywołał dekret w podobny sposób.

Po trzecie, zauważmy, że przywołany przez autora wyrok TK (sygn. SK 5/01) dot. dekretu o reformie rolnej, przyjmujący, że dekret ten „skonsumował się" z chwilą realizacji jego celu – nie jest wcale przeszkodą ku dalszemu zwracaniu nieruchomości ziemskich jej byłym właścicielom.

Tym bardziej więc wyrok ten nie uzasadnia per analogiam twierdzenia autora o utracie mocy obowiązującej dekretu z chwilą zrealizowania jego celu, który dotyczył ułatwienia odbudowy stolicy po wojnie (art. 1). Ponadto nie sposób wskazać konkretnej daty końcowej realizacji tego celu. Tym bardziej że wiele budynków nie zostało w ogóle zniszczonych.

Po czwarte, ewentualna utrata mocy dekretu warszawskiego, która według autora miałaby skutkować utratą przez byłych właścicieli ich roszczeń dekretowych o zwrot nieruchomości – naruszałaby ich konstytucyjnie chronione (art. 64 ust. 2), słusznie przez nich wcześniej nabyte, prawo do zwrotu nieruchomości, wynikające z tegoż dekretu. Trudno zaś przyjąć, że konstytucja, przez swoje wejście w życie w 1997 r., miała sama spowodować sprzeczny z tą konstytucyjną zasadą skutek.

Po piąte, utrwalone i jednolite pod tym względem orzecznictwo sądów – głównie administracyjnych, ale też wieczystoksięgowych i cywilnych – w sprawach nieruchomości dekretowych (tysiące prawomocnych wyroków wydanych począwszy od lat 90.) nie kwestionuje obowiązywania dekretu.

Po szóste, w 2015 r. prawodawca kolejny raz potwierdził obowiązywanie dekretu, uchwalając ustawę, zwaną przewrotnie przez Urząd Miasta Warszawy małą ustawą reprywatyzacyjną. Ustawa ta głównie rozszerzyła katalog przesłanek odmowy zwrotu nieruchomości dekretowych ich byłym właścicielom.

Kwestii rzekomego nieobowiązywania dekretu nie podniósł również TK w (wydanym w pełnym składzie) wyroku dotyczącym tej ustawy ani też w jego w obszernym uzasadnieniu (sygn. KP 3/15).

Po siódme (Nie kradnij!), również w tym roku prawodawca potwierdził dalsze obowiązywanie dekretu, uchwalając ustawę o tzw. komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji warszawskiej. W art. 29 ust. 1 pkt 3 tej ustawy przewidziano bowiem możliwość weryfikacji decyzji dekretowej o zwrocie nieruchomości, co odbywa się według przepisów dekretu.

I w końcu, po ósme, przyjęcie, że akt prawny (tu: dekret) może utracić moc obowiązującą nie tylko przez jego wyraźne uchylenie na mocy innego aktu prawnego, ale także w sposób dorozumiany, i to nagle po kilkudziesięciu latach jego stosowania przez prezydenta miasta i sądy – naruszałoby zasadę pewności prawa, wynikającą z art. 2 Konstytucji RP. Konkludując, wydaje się więc, że dekret warszawski „szczęśliwie" nadal jednak obowiązuje, z wszelkimi tego plusami i minusami dla różnych zainteresowanych. Dzięki temu warszawiacy mogą nadal spać spokojnie, nie bojąc się ponownej, po 72 latach, rewolucji w statusie własnościowym nieruchomości warszawskich (w tym lokali), z którymi wiążą ich jakieś sprawy. Bezpieczeństwo prawne nieruchomości warszawskich nie powinno dziś doznać ponownego uszczerbku, tym razem z inicjatywny Prokuratury Krajowej.

Dlatego byłoby dobrze, aby Prokuratura Krajowa publicznie wyjaśniła, że pogląd pana prokuratora o nieobowiązywaniu dekretu jest jego prywatnym poglądem. Wątpliwość co do tego mogłaby bowiem spowodować spadek Polski w rankingach bezpieczeństwa prawno-gospodarczego krajów.

Autor jest współzałożycielem Zrzeszenia Dekretowiec

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL