Opinie

Andrzej Malinowski: Edukacja: dobre widoki na matołów

Fotorzepa, Robert Gardziński
Jest taki odcinek „Familiady": młodzi zawodnicy, podpisani jako „dziennikarze", dostają pytanie o największy kraj świata. Wydawałoby się banalne dla każdego, kto choć raz miał przed oczami polityczną mapę świata. Figa z makiem! Bo padają takie odpowiedzi, że można spaść z krzesła. „Korea Północna? Anglia? Ameryka Południowa?" – próbują trafić żurnaliści. Żenada, że aż żal patrzeć.

Przypominam tę historię, bo jest ona wprost związana z edukacją, a raczej jej brakiem. Mamy za sobą pierwszy miesiąc działania szkół po reformie likwidującej gimnazja. Jeśli ktoś liczył na przemyślane zmiany wprowadzone we wzorowy sposób – to się srogo zawiódł. Samorządy, które musiały naprędce wprowadzać reformę, trafia szlag. Miała być bowiem ona „bezkosztowa". Tymczasem przystosowanie budynków, wyposażenie pracowni naukowych to ciężkie miliony. Samorządowcy powiedzieli „basta". W minionym tygodniu ogłosili, że będą się domagać od władz centralnych zwrotu poniesionych kosztów. Idą ostro, bez ogródek mówią o drodze sądowej! Kwoty są ogromne, sięgają setek milionów złotych.

Może skorzystały chociaż dzieci? Byłbym sceptyczny, delikatnie mówiąc. Rodzice pokazują plany zajęć, według których dzieci siedzą niekiedy w szkołach od 7 rano do 15! Czasem dłużej! Osiem czy dziewięć godzin? To pełnowymiarowy dzień pracy dla dorosłego. Jak ma sobie z tym poradzić dziesięciolatek? Kiedy wybierze się na rozwijające zajęcia dodatkowe lub zwyczajnie odrobi lekcje? Dzięki reformie dzieci miały być kształcone! Nie przerabiane na wycieńczone ludzkie wraki, które za dużo się nie nauczą. Za to szkołę znienawidzą na 100 procent.

Szkoła nie może tylko odbębniać program nauczania i wypuszczać kolejne roczniki matołków. Coś w tych łepetynach musi zostać na całe życie. To jest główny cel! Inaczej popisy takie, jak owych „dziennikarzy" z „Familiady", będą standardem. Zresztą już dziś wystarczy popatrzeć na portale informacyjne. Pełno w nich błędów merytorycznych i ortograficznych. Niektóre wręcz kłują w oczy. 7 sierpnia na jednym z serwisów zauważyłem tytuł „Włodarczyk mistrzynią świata w żucie młotem". Żucie młota? Gratuluję zębów, pozazdrościć. Błędu do piątku, 6 października, gdy piszę ten felieton, nikt nie poprawił. Najwyraźniej wszyscy redaktorzy serwisu żują młoty regularnie.

Nie chodzi o to, by robić z dzieciaków chodzące encyklopedie. Mają się nauczyć myśleć. Dostać podstawowy pakiet wiedzy oraz kulturową kindersztubę. Dzięki temu będą w stanie komunikować się z otoczeniem, podejmować racjonalne decyzje, układać ciągi przyczynowo- -skutkowe. Czy obecna reforma to krok w tym kierunku? Według tego, co dziś widać, odpowiedź jest przecząca. To źle. Nowoczesne państwo wymaga nowoczesnych obywateli, nie wtórnych analfabetów. Innowacyjna gospodarka potrzebuje wykwalifikowanych rąk do pracy należących do niegłupich pracowników.

„Zawsze takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie" – napisał kanclerz Jan Zamoyski w akcie fundacyjnym Akademii Zamojskiej. Pora się zabrać do tego chowania na poważnie, bo nasza młodzież na pewno ani nie zna tego cytatu, ani nie wie, kto to był Zamoyski. Niedługo nie będzie wiedzieć nawet, co to jest Rzeczpospolita – a to będzie nasz koniec.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL