Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Na uczelniach bez zmian - Jolanta Ojczyk komentuje projekt prawa o szkolnictwie wyższym i nauce

Fotorzepa, Piotr Guzik
Problem w tym, że rozwišzanie zaproponowane przez wicepremiera Gowina będzie fikcjš, papierowš instytucjš takš samš, jak konwenty czy rektorzy z konkursu.

Po przeczytaniu projektu Konstytucji dla nauki, a dokładnie prawa o szkolnictwie wyższym i nauce zastanawiam się, czy uczestnicy wszystkich konferencji poprzedzajšcych Narodowy Kongres Nauki nie czujš się trochę jak bohaterowie powieœci Remarque. Bo czyż jest sens poœwięcania czasu na liczne dyskusje, wymyœlanie argumentów, pisanie artykułów, np. na presstoo.amu.edu.pl, jeœli w ostatecznym projekcie nie widać efektu? Sš jak żołnierze rzuceni na przegrany front. Wielu ekspertów, m.in. były i obecny szef Narodowego Centrum Nauki (przyznaje granty) czy profesor Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, były wiceminister nauki jasno i wyraŸnie pisali, że najważniejsza zmiana powinna dotyczyć zarzšdzania uczelniami i wyboru ich władz. Z przecieków, jakie docierały do prasy, wynikało, że cel zostanie osišgnięty, bo projekt wprowadzi radę uczelni. I tak by było, gdyby rada była niezależna od uczelnianego senatu. Problem w tym, że rozwišzanie zaproponowane przez wicepremiera Gowina będzie fikcjš, papierowš instytucjš takš samš jak konwenty czy rektorzy z konkursu. Cała władza nadal bowiem pozostanie w rękach senatu złożonego w co najmniej 50 proc. z belwederskich i uczelnianych profesorów. To senat będzie uchwalał statut, który okreœli organizację i zasady funkcjonowania uczelni, sposób powoływania jej organów, w tym rady, oraz zasady sprawowania wewnętrznego nadzoru nad aktami. Rada jedynie zaopiniuje statut. I nawet gdyby jej zdanie było wišżšce, to wiele raczej nie wniesie, bo wygłoszš je osoby powołane przez senat, które tenże senat może odwołać.

Jacek Guliński, wspomniany były wiceminister, w artykule od „Reformy do reformy" napisał tak „Senat stanowi reprezentację całej społecznoœci akademickiej i zależnie od sytuacji (składu, œwiadomoœci członków, poczucia odpowiedzialnoœci za instytucję – uczelnię) może „dyscyplinować" rektora i jego ekipę oraz wpływać na operacyjnš działalnoœć uczelni. Jednoczeœnie odpowiedzialnoœć prawna i dyscyplinarna za wiele decyzji spoczywa na rektorze (zgodnie z ustawš) i wyłšcznie na nim". I reforma tego nie zmienia, bo ewidentnie senat nadal będzie swego rodzaju właœcicielem uczelni finansowanej z publicznych pieniędzy. Rada opracuje tylko strategię, której jednak nikt nie musi realizować, i wskaże kandydatów na rektorów. Tych jednak wybiorš elektorzy na zasadach okreœlonych przez senat. I tak po dwóch latach dyskusji, konsultacji, wróciliœmy do punktu wyjœcia. Widocznie ktoœ przekonał wicepremiera Gowina, że rada nie może uchwalać statutu. Szkoda, że w tym samym czasie ktoœ inny nie podsunšł mu stenogramu z prac Sejmu w 2005 r. nad projektem prawa o szkolnictwie wyższym. Wówczas jeden z posłów zapytał Tadeusza Szulca, wiceministra edukacji i szkolnictwa wyższego czy z dotychczasowej praktyki życiowej zna takie przypadki, kiedy to senat podejmuje jakieœ działanie prawne naruszajšce prawo? I wiceminister odpowiedział: tak, bardzo liczne.

Znajšc przebieg prac nad kilkoma już reformami szkolnictwa wyższego nie wierzę, że senat pozwoli na zmiany korzystne dla uczelni, jakoœci kształcenia, ale niekoniecznie dla jego członków. I chyba nie ja jedna. Jeden z zespołów wyłonionych w konkursie na projekt ustawy 2.0 okreœlił dobitnie prace nad reformš szkolnictwa wyższego słowami: changing universities is like moving a cemetery – hard work and no internal suport... (w wolnym tłumaczeniu: „zmiany na uniwersytetach to jak przenosiny cmentarzy – ciężka praca i żadnej pomocy od zainteresowanych").

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL