Opinie

Dwa tygrysy Europy Wschodniej

Ludwik Sobolewski
Rzeczpospolita, Mariusz Szacho Mariusz Szacho
Warszawę i Bukareszt sporo łączy. Polska nie wpadła w recesję, a Rumunia z dużym powodzeniem, dzięki dobrej polityce, wyszła z bardzo głębokiej recesji.
Europa Środkowo-Wschodnia nie jest może ulubionym terenem do inwestowania dla globalnych inwestorów. Bo i świat jest bardzo duży i jest w czym wybierać. Gospodarki krajów regionu są nadal na wstępnym etapie kapitalistycznego rozwoju, ich rozmiary nie są duże, a inwestowanie kreuje ryzyko typowe dla gospodarek wschodzących. To ogranicza strumień pieniędzy płynących w tę stronę. Ale jednocześnie inwestorzy patrzą w przyszłość, a nie w przeszłość. Przewidywania dotyczące regionu CEE (Central and Eastern Europe) są zaś na ogół bardzo dla niego dobre. I, powiedzmy to otwarcie, jeśli chodzi o inwestowanie w przedsiębiorstwa znajdujące się na różnych etapach rozwoju, które są lub nie wyceniane na giełdach, aspirujące równocześnie do roli gwiazd nowej ekonomii, to są dwa kraje w regionie, które budzą dziś żywsze odczucia inwestorów: Polska i Rumunia.

Bezpieczna przystań

Cytowany przez agencję Bloomberg analityk z londyńskiego Capital Economics stwierdził niedawno, że dane o PKB z naszego regionu przypominają, że na rynkach wschodzących nie goszczą tylko smutek i przygnębienie. Z kolei Nomura International w swoim sierpniowym raporcie zachęca do większego zaangażowania w naszym regionie. Jeszcze dalej w swoich opiniach idzie PineBridgeInvestment, nazywając Rumunię (i cały region) bezpieczną przystanią (safe heaven). Kraje regionu są najszybciej rozwijającymi się gospodarkami w Unii Europejskiej. Potwierdzają to najnowsze dane za II kwartał 2015 r. Pokazują one, że tempo wzrostu PKB w naszej części Europy utrzymuje się na wysokim poziomie (np. Czechy – 4,4 proc. rok do roku, Polska – 3,3 proc., Rumunia – 3,3 proc.). W pierwszym kwartale wynik 4,1 proc., jaki osiągnęła Rumunia, był najwyższy w UE.
Statystyki te nie powinny zaskakiwać. Już na początku 2014 r. w rankingu Escape autorstwa ekspertów PricewaterhouseCoopers Polska i Rumunia były określane jako wschodzące gwiazdy światowej gospodarki. Według szacunków Banku Światowego ich gospodarki w kolejnych latach będą rosły w średnim tempie powyżej 3 proc. rocznie, wspierane przez wchłanianie środków pozyskanych z Unii Europejskiej. Dobrze byłoby, gdyby te dwa kraje zbliżyły się do siebie dla obopólnych korzyści, jeszcze nim świat na dobre zwróci na nie uwagę.

Stabilny rynek

Polska i Rumunia to dwa największe kraje regionu zarówno pod względem powierzchni, ludności, jak i wytwarzanego PKB (mierzonego siłą nabywczą ludności). Razem stanowimy spory rynek zamieszkany przez prawie 58 mln ludzi, tylko o kilka milionów mniej niż we Włoszech (60,8 mln – dane na 1 stycznia 2015 r.), Wielkiej Brytanii (64,8 mln) czy Francji (66,4 mln). Obecność w UE zwiększa naszą stabilność gospodarczą, a oba kraje są znaczącymi beneficjentami funduszy europejskich. Członkostwo w Unii widać szczególnie w postaci nowych dróg oraz lepszej infrastruktury. Warto dodać, że w budżecie 2014–2020 przyznano Polsce 101,5 mld euro, a Rumunii 42,8 mld euro. Polska i Rumunia to kraje stabilne gospodarczo. Z niską inflacją, stosunkowo niskim długiem publicznym (dług publiczny Rumunii to tylko 39 proc. PKB), niskimi stopami procentowymi oraz dość stabilnym kursem walutowym dają one duże poczucie bezpieczeństwa zewnętrznym inwestorom i kontrahentom. Można też dodać, że oba kraje dobrze się sprawdziły w czasie niedawnego globalnego kryzysu. Polska nie wpadła w recesję, a Rumunia z dużym powodzeniem, dzięki dobrej polityce, wyszła z bardzo głębokiej recesji.

Wspólne szanse i zagrożenia

Łączą nas nie tylko szanse, ale również zagrożenia, z największym, dotyczącym zmniejszania się liczby ludności w związku z niskim współczynnikiem dzietności oraz emigracją zarobkową. Według szacunków CEED Institute na emigracji zarobkowej w krajach tzw. starej Unii przebywa obecnie ponad 2,4 mln obywateli Rumunii oraz 1,8 mln Polaków.

Rumunia jest coraz bardziej doceniana przez polskich przedsiębiorców. Eksport polskich towarów i usług do tego kraju wyniósł w 2014 r. ok. 12 mld zł i systematycznie rośnie (w 2010 r. wynosił 7 mld zł). Stawia to Rumunię na 18. miejscu wśród krajów, do których eksportujemy. Saldo w obrotach handlowych jest dodatnie. Importujemy z Rumunii towary i usługi za około 6 mld zł (2014).

Rumunia jednak to nie tylko szybko rozwijający się duży, bliski nam geograficznie i kulturowo rynek, idealny dla polskiego eksportu.

To także miejsce potencjalnych inwestycji polskiego kapitału. W najbliższym czasie powinien przyspieszyć proces prywatyzacji. Spodziewane jest wejście kilku kolejnych spółek na giełdę w Bukareszcie (BVB) z pierwszymi ofertami publicznymi (IPO). Notowane na BVB akcje charakteryzujące się średnim wskaźnikiem P/E = 11,4 oraz atrakcyjną, najwyższą w regionie stopą dywidendy w wysokości ok. 4,5 proc. (dane za lipiec 2015 r.) mogą zainteresować polskich inwestorów.

Napływ kapitału

Tym bardziej że Rumunia uznawana jest za rynek z racjonalnie podbudowanymi aspiracjami. Wcześniej czy później będzie to skutkować włączeniem wybranych spółek z tego kraju do indeksu MSCI dla rynków wschodzących i tzw. reklasyfikacją Rumunii do grona emerging markets, a to z kolei powinno przyciągnąć nowy kapitał zagraniczny.

Nie byłoby to możliwe bez zmian zachodzących na rynku kapitałowym. Konsekwentna przebudowa BVB, w tym utworzenie rynku AeRO dla małych i średnich spółek, i znoszenie biurokratycznych barier ograniczających dotychczas dostęp do rynku dla inwestorów zagranicznych powinno przyciągnąć na rynek giełdowy polskie spółki kierujące się chęcią budowy pozycji na rynku rumuńskim przy mniejszych niż w Polsce kosztach upublicznienia.

Rumunia daje też wiele możliwości inwestycyjnych przedsiębiorstwom, które zdecydowałyby się na ekspansję zagraniczną. Rosnące bezpośrednie inwestycje zagraniczne przyciąga nie tylko duży rynek i tańsza niż w starej Unii siła robocza, ale również liniowy CIT i PIT w wysokości 16 proc. czy 9 proc. VAT na wszystkie produkty spożywcze i napoje bezalkoholowe oraz perspektywa stawki 20 proc. VAT na pozostałe produkty, począwszy od 1 stycznia 2016 r.

Atutem Rumunii jest też mówiąca po angielsku, dobrze wykształcona kadra w sektorze nowych technologii. Tu warto zwrócić uwagę na jeden z największych w UE wskaźników dyplomowanych informatyków do liczby ludności kraju, na fakt, że internet w Rumunii jest najlepszy pod względem jakości transmisji danych, wraz z Estonią, w całej UE, na bankomaty na bitcoiny, którymi można płacić w restauracjach i kawiarniach Bukaresztu i innych miast, oraz anegdotycznie brzmiącą, lecz prawdziwą, informację, że drugim językiem mówionym wśród pracowników Microsoft – po angielskim – jest rumuński.

Wymiana handlowa

Polska jest widocznym w Rumunii dostawcą towarów spożywczych, chemii użytkowej, kosmetyków i drobnego przemysłu. Z 4,3-procentowym udziałem zajmujemy szóste miejsce w jej imporcie. Jesteśmy też krajem, do którego trafia 2,4 proc. rumuńskiego eksportu (na kwotę 1,4 mld euro). W miarę rozwoju inwestycji polskich przedsiębiorstw w Rumunii oraz rumuńskich w Polsce powinniśmy się stać dla siebie jeszcze ważniejszymi partnerami.

Polski kapitał jest coraz bardziej zauważany w Rumunii. W sektorze finansowym obecne są m.in. Idea Bank i Kruk, a niedawno biznesowe wejście do Rumunii ogłosił Alior Bank. Okazji inwestycyjnych poszukują polskie fundusze private equity. Na giełdzie w Bukareszcie notowany jest polski fundusz VC/PE Carpathia Capital inwestujący w spółki z sektora MSP, a autoryzowanym doradcą rynku AeRO jest polska spółka giełdowa INC, która wprowadziła już na ten rynek dwie spółki (polską i rumuńską).

W sektorze niefinansowym obecne są m.in. firmy z branż: IT, budowlanej, usługowej, chemicznej. Grupa Maspex, posiadająca zakłady produkcyjne w Rumunii (Tymbark Maspex Romania), kupiła niedawno czołowego producenta wody Rio Bukowina.

Rumunia przechodzi transformację w bardzo pozytywnym kierunku, choć jej tempo w niektórych dziedzinach może jeszcze rozczarowywać. W wielu obszarach za wzór stawiane są polskie rozwiązania. Widzimy to chociażby na rynku kapitałowym, gdzie polskie doświadczenia są wykorzystywane przy konstrukcji rynku dla małych przedsiębiorstw (AeRO, na wzór polskiego NewConnect), a generalnie w stwarzaniu podstaw do uczynienia z Bukaresztu finansowego centrum Europy Południowo-Wschodniej. Co warte podkreślenia, wyzwania, przed którymi stoi Rumunia, przyciągają doświadczonych, cenionych na tym rynku, specjalistów z Polski.

Postawmy na partnerstwo

Rumunia i Polska mogą i powinny być ważnymi partnerami gospodarczymi. Zarówno dla UE, jak i NATO jesteśmy krajami granicznymi (o najdłuższych nieunijnych granicach, tj. z państwami niebędącymi członkami UE) oraz strategicznymi (jak zauważa politolog George Friedman). Praktycznie nie ma między nami kwestii spornych, a tradycja współpracy jest długa.

Warto patrzeć na Rumunię nie poprzez stereotyp kraju nienowoczesnego i obcego kulturowo Polakom, ale widzieć ją taką, jaka się staje: coraz bardziej nowoczesną i zamożną, dającą ponadprzeciętne w skali europejskiej możliwości wzrostu i rozwoju biznesu, a przy tym bliską nam kulturowo i niezwykle przyjazną. Niewiele jest krajów na świecie, w których Polska uważana jest za wzór sukcesu społecznego i gospodarczego, którym sensownie jest się inspirować czy nawet kopiować niektóre jego elementy. Polscy przedsiębiorcy z pewnością cenią i nadal będą cenić tę formę kapitału niematerialnego, która ułatwia prowadzenie biznesu.

dr Ludwik Sobolewski – prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Bukareszcie

dr hab. Paweł Śliwiński – prof. nadzw. Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, prezes INC Group

Lead i śródtytuły pochodzą od redakcji

"Rzeczpospolita" jest patronem Forum Współpracy Polska–Rumunia–Mołdawia, które odbędzie się 17 września we Wrocławiu

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL