Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Nie psujmy prawa - Maciej J. Nowak o grzechach polskiego ustawodawstwa

Maciej J. Nowak
materiały prasowe
Grzechem głównym polskiego ustawodawstwa jest brak odpowiedniego respektu wobec tworzonych regulacji – pisze radca prawny Maciej J. Nowak.

Przy okazji nadejœcia nowego sezonu politycznego (a tym samym nowego sezonu tworzenia ustaw) warto przez chwilę zdiagnozować główne problemy i błędy ustawodawcy zwišzane ze stanowieniem prawa. Nie wnikajšc zbyt szczegółowo w to, kto za co politycznie odpowiada, można œmiało stwierdzić, że już od wielu lat w licznych działaniach ustawodawcy zauważalne jest nieszanowanie prawa.

Ów brak szacunku można sprowadzić do czterech głównych elementów. Pierwszym z nich jest tempo uchwalania konkretnych aktów prawnych. Rzecz jasna, bardzo złe jest rozwišzanie, kiedy proces legislacyjny cišgnie się w nieskończonoœć. Jednakże jeszcze gorzej wyglšda sytuacja, gdy od napisania na chybcika projektu ważnej ustawy do jej przyjęcia mija kilka czy kilkanaœcie dni. Wówczas naturalne wydajš się w takich aktach szkolne błędy, pomyłki dotyczšce konkretnych liczb i niekonsekwencje (o negatywnych długofalowych skutkach nie wspominajšc). W tak krótkim czasie nawet wybitni prawnicy ze starożytnego Rzymu nie daliby rady stworzyć spójnych aktów prawnych.

Po drugie, błędem jest pomijanie etapu konsultacji społecznych – zwłaszcza obecnie, gdy w nauce rozwijane się koncepcje współzarzšdzania publicznego. Udawanie, że konsultacje takowe odbyły się już np. w trakcie kampanii wyborczej czy przy okazji jakichœ zamkniętych, tajemniczych spotkań, nie wpłynie dobrze na proces legislacyjny i jego przejrzystoœć.

Trzeci błšd to wykorzystywanie tworzonych przepisów prawnych do osišgania doraŸnych korzyœci. Zachowujšc pewnš dozę realizmu, można wskazać, że tego w zupełnoœci nie wyeliminować się nie da. Już postanowienie konstytucji marcowej z 1921 roku były napisane tak, aby ograniczyć władzę Józefa Piłsudskiego. Cel polityczny na kilka lat został zrealizowany, ale w dłuższej perspektywie działanie to okazało się przeciwskuteczne. Słabe rzšdy przed rokiem 1926 nie mogły uzyskać stabilnej większoœci, aż w końcu Piłsudski wrócił do życia politycznego – i to nie w roli konstytucyjnego organu, np. prezydenta, ale wszechwładnego dyktatora. Trzeba o tym pamiętać również dzisiaj, przy okazji przepisów wprowadzanych tylko po to, aby szybko kogoœ pozbawić stanowiska lub wprowadzić okreœlonš osobę na inne stanowisko. W tym kontekœcie warto zauważyć, że jeszcze więcej wštpliwoœci budzi przerywanie ustawowo okreœlonych kadencji różnych organów. Zamiast stabilnoœci systemu prawnego powoduje to chaos.

I w końcu po czwarte, brak szacunku dla prawa wišże się również z jego nadprodukcjš. Zbyt duża liczba ustaw, poœpiesznie wprowadzanych instytucji również może doprowadzić do niejasnoœci i zamieszania. Czasem ustawodawca miewa pomysły, aby napisać wszystko, na każdy temat. To również nie jest właœciwe rozwišzanie. Aby jednak wyważyć, jakie przepisy sš konieczne, a jakie zbędne, potrzeba trochę czasu. I znów w ten sposób wracamy do wymienionych powyżej dwóch pierwszych punktów.

Niezależnie od poglšdów politycznych obywatele na pewno chcieliby żyć w państwie stabilnym i przewidywalnym. A napisanie dobrej ustawy nie polega jedynie na wymyœleniu w cišgu pięciu minut przepisów stanowišcych złoty œrodek na różne bolšczki. Przepisy, gdy zaczynajš obowišzywać, pojawiajš się w zupełnie zróżnicowanych stanach faktycznych. Zawsze wówczas wymagajš racjonalnej interpretacji. Im gorsze sš ku temu warunki, tym bardziej odchodzimy od standardów demokratycznego państwa prawa. Poszanowanie prawa jest więc realnym państwowym wyzwaniem.

Potwierdzajš to zresztš zdarzenia z naszej przeszłoœci. W 1919 roku politycy różnych opcji uznali, że sami nie sš w stanie połšczyć i uporzšdkować regulacji ze sfery prawa i postępowania cywilnego oraz karnego z trzech różnych byłych zaborów.

W pracach nad aktami prawnymi z tego zakresu uczestniczyli najwybitniejsi ówczeœni polscy prawnicy, a ich dorobek (pomimo licznych sporów w toku prac nad poszczególnymi regulacjami) przetrwał nawet II wojnę œwiatowš. Po jej zakończeniu nowe władze, chcšc nie chcšc, musiały wykorzystać przygotowane w toku prac Komisji Kodyfikacyjnej akty prawne. Stanowi to najlepsze œwiadectwo ich wysokiej jakoœci: nawet kontestujšcy dziedzictwo II RP komuniœci musieli skorzystać z jej dorobku.

Nie chodzi oczywiœcie o to, aby dzisiaj nad każdš małš ustawš latami debatowały najtęższe głowy. Ale sposób prac Komisji Kodyfikacyjnej z dwudziestolecia powinien być pewnym punktem odniesienia, kompasem dla dzisiejszego ustawodawcy (niezależnie od tego, przez jakš opcję politycznš jest zdominowany). Im bardziej od standardów Komisji Kodyfikacyjnej on się oddala i im bardziej wskazane na poczštku przejawy braku szacunku dla prawa sš zauważalne, tym gorsze wieœci zwiastuje to dla państwa i obywateli.

Autor jest doktorem prawa i historykiem

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL