Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Łukasz Kozłowski: Deficyt emerytalny też jest kosztowny

Rzeczpospolita
Œrednio 4960 zł rocznie płaci każdy zatrudniony na pokrycie luki finansowej w systemie ubezpieczeń społecznych i przywileje emerytalne różnych grup zawodowych.

Czy w Polsce nie zabraknie pieniędzy na emerytury? Jeœli zadać to pytanie, nawišzujšc do armii 550 tys. nowych emerytów, jakich ZUS spodziewa się jeszcze w tym roku oraz bieżšcej sytuacji budżetowej, to odpowiedŸ brzmi: nie zabraknie. Zbyt rzadko zadaje się jednak inne pytanie: w czyjej kieszeni trzeba będzie znaleŸć te pienišdze?

Kwestia zmian w systemie emerytalnym, jakie nastšpiš w paŸdzierniku, jest jednym z punktów najbliższego posiedzenia rzšdu. W centrum uwagi znajdzie się z pewnoœciš kwestia sprawnej obsługi 330 tys. wniosków, jakie sš spodziewane na ostatnie miesišce roku. Kwestie finansowe pozostajš na dalszym planie.

Ryzyko przekroczenia liczšcego 3 proc. PKB limitu deficytu sektora finansów publicznych jest niewielkie, więc problem wydaje się opanowany. Brak procedury nadmiernego deficytu nie oznacza jednak, że kłopotów brak.

Planowana na 2017 r. dotacja z budżetu państwa do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS), z którego wypłacane sš renty i emerytury większoœci Polaków, wynosi 46,7 mld zł. Całkowite wydatki w pozycji „obowišzkowe ubezpieczenia społeczne" majš natomiast wynieœć 85,2 mld zł. Taka kwota odpowiada więcej niż jednej czwartej dochodów budżetu. Jest ona abstrakcyjnie duża, a będzie nadal rosła. Z bazowego wariantu prognozy opracowanej przez ZUS wynika, że już w 2022 r. deficyt samego FUS wzroœnie – po korekcie o spodziewanš inflację – do 64,6 mld zł.

Deficyt ma znaczenie

W dyskursie publicznym zadziwiajšco często wyrażany jest poglšd, że wielkoœć deficytu w systemie ubezpieczeń społecznych nie ma znaczenia. Wpływa na to fakt, że w działanie tego systemu, mimo reformy wprowadzanej od 1999 r., jest immanentnie wpisana nierównowaga pomiędzy wpływami a wydatkami. Stšd teza, że deficyt jest, był i będzie, a jego wielkoœciš nie należy się przejmować.

Skoro mamy do czynienia z systemem państwowym, to państwo – tak długo, jak tylko będzie istnieć – zawsze przyjmie na siebie odpowiedzialnoœć za œwiadczenia, nawet gdyby trzeba było dotować FUS dwukrotnie wyższš kwotš niż dziœ. Nie sposób przecież wyobrazić sobie, by emeryci zostali zostawieni sami sobie.

Jest w tych argumentach trochę racji. Zapewnienie niezakłóconej wypłaty œwiadczeń z ubezpieczenia społecznego pozostaje obecnie jednš z podstawowych funkcji państwa. Na pewno byłoby ono gotowe posunšć się bardzo daleko, by tylko wywišzać się z tej powinnoœci.

Nie można jednak pomijać innego faktu. Państwo nie ma własnych pieniędzy. Do zasypywania dziur wydatkowych muszš być wykorzystywane pienišdze obywateli. Alternatywš dla natychmiastowej podwyżki podatków może być wprawdzie zacišganie nowych zobowišzań finansowych, które dzięki możliwoœci ich rolowania nie muszš zostać kiedykolwiek spłacone. Jednak dług publiczny trzeba obsługiwać z pobieranych podatków. Zacišganie dodatkowych długów na spłatę odsetek jest pewnš drogš do spirali zadłużenia.

W efekcie to dochód pracujšcych pokoleń musi być obcišżany w celu pokrycia luki finansowej w systemie. I gdy zacznie się analizować Ÿródła finansowania, ów spokój, z jakim patrzy się na wywišzywanie się państwa z obowišzków emerytalnych, musi zostać zakłócony. Jak wynika z badań aktywnoœci ekonomicznej ludnoœci, w I kw. pracowało w Polsce prawie 16,3 mln osób. Upraszczajšc, oznacza to, że deficyt FUS kosztuje każdego pracujšcego 2867 zł rocznie.

Ta kalkulacja byłaby jednak niekompletna bez uwzględnienia tego, ile podatnicy dorzucajš się do œwiadczeń wypłacanych tym przedstawicielom grup zawodowych, które sš wyłšczone z systemu powszechnego. Do kwoty tej trzeba zatem dodać 1076 zł rocznie na pokrycie budżetowej dotacji na emerytury i renty rolnicze. Fundusz Emerytalno-Rentowy w KRUS tylko w 8 proc. finansuje swoje wydatki ze składek ubezpieczonych. Nie można pominšć dopłat do œwiadczeń funkcjonariuszy służb mundurowych, sędziów i prokuratorów, od których płac nie sš potršcane składki. Przeciętny pracujšcy Polak dokłada się na ten cel œrednio po 1017 zł rocznie.

Łšcznie daje nam to kwotę aż œrednio 4 960 zł rocznie, jakš każdy zatrudniony płaci na pokrycie luki finansowej w systemie i przywileje emerytalne wybranych grup zawodowych.

Można oczywiœcie usprawiedliwiać ten stan rzeczy, powołujšc się na zasadę solidarnoœci międzypokoleniowej. Ale pamiętajmy, że ten „haracz" nakładany na pracujšcych to nie sš składki emerytalne. To koszty zwišzane wyłšcznie z dotacjami budżetowymi, które sš finansowane z podatków. Różnica jest fundamentalna. Zapłacona składka, tak samo jak podatek, oznacza transfer dochodów od pracujšcego do emeryta. Daje nam ona jednak roszczenie do częœci dochodów przyszłych pracujšcych pokoleń. Natomiast z tytułu zapłaconego podatku nie należy się w zamian nic. Innymi słowy, bez względu na to, jak dużo pracujšcy dołożš ekstra do łatania dziur w systemie ubezpieczeń społecznych, nie będzie to mieć żadnego wpływu na wzrost ich przyszłych emerytur.

To nie koniec problemów. Od zatrudnionych stosunkowo łatwo można egzekwować obowišzek solidarnoœci z powojennš generacjš młodych emerytów. To bowiem wcišż bardzo liczne pokolenie: w szczycie wyżu demograficznego przypadajšcego na 1983 r. było ponad 723 tys. urodzeń. Bioršc pod uwagę, że 30 lat póŸniej liczba urodzeń była już prawie dwukrotnie mniejsza, a wskaŸnik dzietnoœci zanurkował do 1,3, trzeba postawić pytanie: od kogo w przyszłoœci dzisiejsi 30-latkowie mieliby oczekiwać okazania takiej samej solidarnoœci?

Niekorzystne tendencje demograficzne w połšczeniu z obniżkš wieku emerytalnego spowodujš szybki wzrost deficytu FUS w przyszłoœci. Opierajšc się na przywołanych powyżej prognozach ZUS można oczekiwać, że już w 2022 r. dopłata do systemu będzie kosztować każdego pracujšcego œrednio 4580 zł rocznie w ujęciu nominalnym, a 4036 zł w cenach z 2014 r. Przyjmujšc, że kwoty dotacji do œwiadczeń rolniczych i resortowych per capita pozostanš na dotychczasowym poziomie, będzie to oznaczać wzrost całkowitego œredniego rocznego obcišżenia do 6129 zł. W wyniku samej tylko obniżki wieku emerytalnego dodatkowy roczny koszt na jednego pracujšcego wyniesie 920 zł w 2020 r.

Trzeba pracować dłużej

Œwiat się zmienił, a wraz z nim warunki funkcjonowania systemu ubezpieczeń społecznych. To, co było oczywiste i łatwe do osišgnięcia przeszło 40 lat temu, gdy na emeryta przypadało 15 ubezpieczonych, przestaje takie być, gdy proporcje te wynoszš obecnie 1:2,5. Każdy kolejny nieprzemyœlany gest hojnoœci wobec dzisiejszych œwiadczeniobiorców musi oznaczać coraz większe wyrzeczenia pracujšcych. Jeœli wzrost obcišżeń będzie nadmierny, doprowadzi do zwiększenia emigracji, a co za tym idzie rozłożenia ciężarów na jeszcze mniejszš grupę. Decyzje w sprawie zmian w systemie emerytalnym powinny być więc dokonywane z pełnš œwiadomoœciš efektu międzypokoleniowej redystrybucji, jaki wywołujš.

Jest tylko jeden sposób na zapewnienie wyższych emerytur bez nakładania dodatkowych obcišżeń na pracujšcych. Jest nim dłuższa aktywnoœć zawodowa. Jak długo będziemy jeszcze udawać, że 30–35 lat płacenia składek wystarczy, by kobiety kończšce pracę w wieku 60 lat pobierały godnš emeryturę przez œrednio ponad 24 lata?

Autor jest ekspertem Pracodawców RP i członkiem rady nadzorczej ZUS

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL