Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Trudne godzenie twórców, biznesu i odbiorców sztuki

Dominik Skoczek
Piotr Ruman
Każde państwo Unii może i powinno wprowadzać do swojego systemu prawa autorskiego elementy uwzględniajšce lokalne warunki i miejscowš tradycję – przekonuje Dominik Skoczek, ekspert w dziedzinie prawa autorskiego, w rozmowie z Markiem Domagalskim.

Rz: Sejm uchwalił długo dyskutowanš nowelizację prawa autorskiego, w szczególnoœci liczne wyjštki pozwalajšce na bezpłatne korzystanie z utworów. Z których skorzysta zwykły człowiek?

Dominik Skoczek: Nowelizacja nie ograniczyła się do sfery dozwolonego użytku, ale też objęła dużš grupę przepisów, które majš zapewnić obywatelom szerszy dostęp do dóbr kultury. Wprowadzono możliwoœć korzystania z dzieł osieroconych i niedostępnych w obrocie handlowym. Uregulowano problem opłat za wypożyczenia biblioteczne, tzw. public lending right. Skreœlono art. 40 ustawy o prawie autorskim, likwidujšc opłaty na rzecz Funduszu Promocji Twórczoœci za rozpowszechnianie będšcych już w domenie publicznej utworów literackich, muzycznych, plastycznych czy fotograficznych. Sam Fundusz został utrzymany, ale jego wpływy będš pochodziły z innych Ÿródeł.

Te zmiany, częœciowo wymuszone przez regulacje unijne, nie budziły większych kontrowersji, największe znaczenie będš miały chyba zmienione przepisy o dozwolonym użytku publicznym?

Znaczšco wzrosła możliwoœć korzystania z utworów bez koniecznoœci uzyskiwania zgody autora i zapłaty wynagrodzenia, co wzbudziło duże emocje w œrodowiskach twórczych. Najważniejsze zmiany dotyczš rozszerzenia wyjštku edukacyjnego: szkoły, uczelnie oraz inne instytucje oœwiatowe uzyskały możliwoœć sporzšdzania kopii cyfrowych utworów oraz kopiowania w celach dydaktycznych całych utworów, a nie tylko fragmentów, jak dotychczas. Wprowadzono również nowy wyjštek, na podstawie którego osoby uczšce się lub studiujšce mogš bez zgody twórcy, wydawcy lub producenta korzystać z utworów w nauczaniu na odległoœć (e-learning).

Poszerzono także zastosowania prawa cytatu.

I to znaczšco. Wprowadzono nowe cele uzasadniajšce dopuszczalnoœć cytatu, tj. polemikę, parodię, karykaturę, pastisz. Sam katalog możliwoœci zastosowania cytatu został otwarty. Dopuszczono także możliwoœć cytowania w innych utworach prac fotograficznych i plastycznych w całoœci. Przesšdzono również wyraŸnie o możliwoœci korzystania z utworu, do którego w sposób przypadkowy i niezamierzony został włšczony inny utwór (np. muzyka grana przez orkiestrę przechodzšcš ulicš w trakcie realizacji filmiku dla znajomych).

Wprowadzono także wiele drobniejszych zmian ułatwiajšcych dostęp do utworów w różnych sferach. Każdy będzie mógł np. korzystać z przemówień politycznych, mów oraz innych publicznych wystšpień, a nie tylko prasa, radio i telewizja.

Beneficjentami dozwolonego użytku sš też instytucje. Które na tym skorzystajš?

Najbardziej skorzystajš instytucje oœwiatowe oraz kultury. Oprócz poszerzonej możliwoœci udostępniania utworów w celach edukacyjnych otrzymajš możliwoœć korzystania na zasadach dozwolonego użytku z dzieł osieroconych. Najpierw będš musiały jednak przeprowadzić tzw. staranne poszukiwania autorów utworów znajdujšcych się w ich zbiorach. W tym celu sprawdzš Ÿródła zatwierdzone przez resort kultury w rozporzšdzeniu, np. bazy organizacji zbiorowego zarzšdzania prawami. Jeżeli nie uda się w nich ustalić lub – mimo ustalenia – odnaleŸć pierwotnych autorów, to będzie można udostępniać dzieła osierocone w celach kulturalnych i edukacyjnych, nawet jeżeli wcišż pozostawać będš pod ochronš prawa autorskiego.

Archiwa, instytucje oœwiatowe, biblioteki i muzea otrzymajš także możliwoœć korzystania z utworów, które sš niedostępne w obrocie handlowym. Chodzi o utwory literackie oraz fotografie i rysunki włšczone do utworów literackich, niedostępne na rynku, np. po wyczerpaniu nakładu ksišżki. Jeżeli wydawca, który jest właœcicielem praw autorskich, nie będzie zainteresowany wznowieniem, to prawo publikacji dzieła przejdzie na wskazane wczeœniej instytucje publiczne.

Same pozytywy?

Szkoda, że Ministerstwo Kultury ograniczyło się wyłšcznie do implementacji przepisów dyrektywy i nie zaproponowało rozwišzania, które umożliwia szersze korzystanie z dzieł osieroconych na podstawie licencji i umów zawieranych z organizacjami zbiorowego zarzšdzania. Nie wykorzystano również możliwoœci rozwišzania przy tej okazji problemu zbiorów archiwalnych nadawców publicznych, które wcišż nie sš w pełni dostępne publicznoœci. Może się okazać, że katalog dzieł osieroconych podlegajšcych udostępnianiu na podstawie nowych przepisów będzie niezbyt duży.

Jest oczywiœcie druga strona, tj. twórcy oraz firmy dysponujšce częœciš praw autorskich. Co oni zyskujš?

Nowelizację ograniczono w zasadzie do kwestii otwierania dostępu do kultury, na czym twórcy, wydawcy i producenci raczej tracš, niż zyskujš. Ułatwienia w korzystaniu z twórczoœci sš potrzebne. Nowelizacja, niestety, nie zawiera żadnych mechanizmów, które by mogły przeciwdziałać naruszeniom prawa autorskiego, nadużywaniu dozwolonego użytku czy piractwu internetowemu, które w Polsce – czego dowodzš liczne badania – jest prawdziwš plagš. Ministerstwo Kultury nie zdecydowało się wprowadzić do ustawy mechanizmu okreœlonego w art. 8.3 dyrektywy o prawie autorskim w społeczeństwie informacyjnym. Wdrożenie tego przepisu pozwoliłoby skutecznie walczyć z podmiotami, które z naruszania prawa autorskiego w internecie stworzyły sobie sposób na zarabianie dużych pieniędzy, bez opłat licencyjnych dla twórców czy producentów oraz bez odprowadzania podatków na rzecz państwa polskiego.

To miała być próba pogodzenia praw twórców i wydawców. Czy to się udało ?

Mam co do tego mieszane uczucia. Dyrektywa o prawie autorskim w społeczeństwie informacyjnym większoœć wyjštków uznaje za fakultatywne. Każde państwo Unii może i powinno wprowadzać je do swojego wewnętrznego systemu prawnego z uwzględnieniem lokalnych warunków i miejscowej tradycji. Uważam, że należy ostrożnie podejmować działania w obszarze dozwolonego użytku, który – co należy wyraŸnie podkreœlić – wkracza w sferę własnoœci autora, który stworzył utwór. Dla osišgnięcia pewnych celów publicznych, czasami bardzo istotnych, takich jak działalnoœć bibliotek czy muzeów, pozbawia się twórców prawa do decydowania o sposobie eksploatacji utworów, a czasem dodatkowo również prawa do wynagrodzenia. Dochodzi tutaj do próby pogodzenia dwóch przeciwstawnych wartoœci: interesu publicznego i indywidualnego interesu właœciciela lub autora dzieła. Za korzystne dla twórców i wydawców można w zasadzie uznać jedynie skreœlenie art. 30 prawa autorskiego i wprowadzenie opłat za wypożyczenia biblioteczne.

Właœnie, ta zmiana dotyczy też mojego pracodawcy, a poœrednio nas, dziennikarzy.

Artykuł 30 przywoływany był przez niektóre firmy monitorujšce media do uzasadniania przygotowywania przeglšdów prasy bez zgody wydawców. Przepis dotyczył jednak zupełnie innej sfery aktywnoœci, dobrze więc, że został usunięty. Implementowano również dyrektywę, która nakazywała wprowadzić wszystkim państwom Unii rekompensatę za dozwolony użytek biblioteczny (tzw. public lending right). Należy pochwalić ministerstwo, że po wielu latach w końcu wydawcy i twórcy, w tym dziennikarze, będš otrzymywać z tego tytułu wynagrodzenie. Mówišc uczciwie, będzie ono w zasadzie symboliczne.

Sš głosy, że w rozszerzaniu dozwolonego użytku działania MKiDN poszły doœć daleko.

Zbyt szeroko dopuszczono moim zdaniem możliwoœć korzystania z utworów w ramach wyjštku edukacyjnego. Szczególnie może to być widoczne przy e-learningu, kiedy dostęp do utworów zapewniš szkoły czy uczelnie online. Bardzo łatwo tutaj o nadużycia, a trudno o kontrolę. Gdyby zapewniono twórcom i producentom wynagrodzenie za korzystanie z ich utworów w ramach tak poszerzonego wyjštku edukacyjnego (tak jak jest w wielu państwach europejskich), pewnie wszyscy byliby zadowoleni. Tak się jednak nie stało. Zbyt szeroko okreœlono też przesłanki dopuszczalnoœci korzystania z utworów w ramach prawa cytatu.

Czy Polska w Unii i w dobie internetu ma jakšœ jeszcze istotnš swobodę w regulowaniu tych kwestii? Jaki jest trend w Europie: więcej ochrony twórców czy swobodnego użytku?

Nasze działania sš w znacznej mierze determinowane pomysłami brukselskich urzędników, ale przynależnoœć do Unii nie zwalnia nas z samodzielnego myœlenia i regulacji rynku według własnych potrzeb, z poszanowaniem narodowych interesów. W obszarze prawa autorskiego œcierajš się obecnie w Europie dwa główne nurty: otwieranie dostępu do kultury w ramach znoszenia barier terytorialnych czy przez rozszerzanie dozwolonego użytku oraz wzmacnianie ochrony prawa autorskiego w pozostałym zakresie. Ten drugi trend wyraża się w coraz aktywniejszej walce z piractwem internetowym oraz próbš ograniczenia przywilejów gigantów internetowych, którzy korzystajšc z systemu tzw. bezpiecznych przystani, stwarzajš warunki do naruszania prawa autorskiego w internecie. Obie tendencje sš wyraŸnie widoczne w strategii jednolitego rynku cyfrowego przyjętej przez Komisję Europejskš, swoistym planie pracy na całš kadencję oraz w dwóch głoœnych raportach Parlamentu Europejskiego: poseł Julii Redy i posła Pavla Svobody.

Jak pan ocenia niedawny wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który rozpatrujšc skargę największego operatora kablowego w Polsce, orzekł niekonstytucyjnoœć przepisu pozwalajšcego żšdać od osoby, która w sposób zawiniony naruszyła prawa autorskie, trzykrotnoœci opłaty licencyjnej, która by się należała twórcy.

Najbardziej w tym wszystkim zaskoczyła mnie argumentacja Trybunału. Sędziowie rozpatrujšcy sprawę stwierdzili, że przepis o trzykrotnoœci za bardzo uprzywilejowuje twórców i stanowi przejaw zbyt daleko idšcej ingerencji w wolnoœć majštkowš sprawcy naruszenia. Byłem bardzo zdziwiony, kiedy usłyszałem, że twórca wcale nie jest już stronš słabszš w relacji z podmiotami korzystajšcymi z utworów, bo np. może być reprezentowany przez producenta lub organizację zbiorowego zarzšdzania. Tymczasem usunięty z systemu prawnego przepis chronił twórcę przede wszystkim prawem zakazowym, pozwalajšcym nie wyrazić zgody na eksploatację swojego utworu, gdy tego nie chce. Konsekwencjš wyroku TK będzie istotne osłabienie ochrony praw autorskich w Polsce. Przepis o trzykrotnoœci zniechęcał użytkowników do naruszania prawa. Wiedzieli bowiem, że po niekorzystnym dla siebie wyroku będš musieli zapłacić nawet trzykrotnoœć wynagrodzenia, które by się twórcy należało, gdyby uzyskali jego zgodę i umowa została od razu podpisana. Redukcja odpowiedzialnoœci naruszyciela jedynie do jednokrotnoœci wynagrodzenia nie spełnia funkcji ochronnej. Po co bowiem podpisywać umowę z twórcš, skoro można bez jego zgody korzystać z utworów, a po kilku latach jedyne ryzyko to zapłata wynagrodzenia, które by się twórcy i tak należało od samego poczštku w przypadku legalnego rozpowszechnienia.

Dominik Skoczek, radca prawny, ekspert w dziedzinie prawa autorskiego, pełnomocnik Stowarzyszenia Filmowców Polskich, doradca zarzšdu Stowarzyszenia Kreatywna Polska

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL