Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Garztecki: Syryjski kant

AFP
Syria nie stanie się rezerwuarem siły roboczej dla Europy. Pochodzšcy stamtšd imigranci to ludzie bierni, nieskorzy do pracy i nastawieni roszczeniowo – pisze publicysta.

Setki tysięcy emigrantów, które latem ubiegłego roku przypuœciły masowy szturm do bram schengenowskiej Europy, rozpaliły wielki międzynarodowy spór. Jest on prawdziwym ewenementem, bowiem obie jego strony demonstrujš podobne nasilenie obłudy i zakłamania. Chcšc podzielić się z opiniš publicznš swš empatiš bšdŸ niepokojami podbudowujšc je pseudohistorycznymi argumentami i quasi-filozoficznymi wywodami, skrupulatnie ignorujšc fakty.

Zacznijmy więc od ich uporzšdkowania. Po pierwsze – nie ma „problemu uchodŸców syryjskich”. Prawie bez wyjštku sš to emigranci ekonomiczni, głównie z Turcji i Libanu. Zapewne częœć z nich, może nawet większa częœć, miałaby prawo do wystšpienia o statut uchodŸcy, gdyby nie konsekwencje pewnej dyrektywy Unii Europejskiej, o czym dalej.

Merkel nie przewidziała

Status uchodŸcy politycznego okreœla precyzyjnie artykuł 1(A)2 Konwencji z 28 lipca 1951 roku, zwanej popularnie Konwencjš Genewskš. Okreœla on nie tylko obowišzki społecznoœci międzynarodowej co do uchodŸców ale też warunki, jakie należy spełnić, by być uznanym za uchodŸcę oraz sytuacje, w których tego statusu należy odmówić. Na terenie Unii Europejskiej obowišzuje dodatkowo tak zwane „Rozporzšdzenie Dublin II” (WE nr 343/2003 z dnia 18 lutego 2003 r) „ustanawiajšce kryteria i mechanizmy okreœlania państwa członkowskiego właœciwego dla rozpatrywania wniosku o azyl”.

Otóż nie przysługuje status uchodŸcy osobie, która przybywa z bezpiecznego kraju, gdzie jej podstawowe prawa sš już chronione, czy kraju, który zapewnił jej już dostęp do postępowania o nadanie statusu uchodŸcy. Jeœli w zdšżajšcej ku Europie masie emigrantów sš osoby przybywajšce bezpoœrednio z Syrii, to jest ich relatywnie niewielki procent. Od wybuchu w Syrii anty-assadowskiego powstania w 2011 roku, kraj ten opuœciło około czterech milionów jego obywateli.

ZnaleŸli oni schronienie przede wszystkim w krajach sšsiadujšcych z Syriš. Około dwóch milionów zamieszkało w Turcji, blisko półtora miliona w Libanie a reszta głównie w Jordanii. Na terenie tych krajów, i tylko tam, Syryjczycy sš uchodŸcami. Udajšc się dalej, status ten tracš i stajš się emigrantami i to ekonomicznym z tej racji, że opuszczajšc obozy uchodŸcze czyniš to dla polepszenia swej sytuacji życiowej a nie ze strachu o życie czy z obawy o przeœladowanie.

Należy zapytać, cóż takiego się stało, że po wielu miesišcach, a czasem i latach, pobytu w Libanie czy Turcji, Syryjczycy przypuœcili nagle szturm na Europę. Otóż od poczštku ubiegłego roku, organizacjom opiekujšcym się uchodŸcami zaczęto stopniowo, systematycznie obcinać fundusze. Dlaczego tak się stało można tylko spekulować. Może wpłynęło na to zjawisko zwane „zmęczenie darczyńców” a może był to celowy akt majšcy skłonić uchodŸców do powrotu do Syrii dla zwiększenia w ten sposób nacisku na prezydenta Assada by abdykował? Niezależnie od motywów, okazało się to przysłowiowym strzałem w stopę.

W czerwcu ubiegłego roku władze Macedonii niespodziewanie ogłosiły, że udzielajš tymczasowego, trzydniowego azylu wszystkim nielegalnym imigrantom, pod warunkiem, że wykorzystajš ten czas na tranzyt i opuszczenie kraju. Dodatkowy impuls przyszedł ze strony władz tureckich. W tym samym miesišcu odbyły się w Turcji wybory parlamentarne, w których 13% głosów i 80 mandatów zdobyła Ludowa Partia Demokratyczna (HDP) reprezentujšca, zamieszkujšcš ten kraj, mniejszoœć kurdyjskš. Sukces wyborczy HDP uniemożliwił rzšdzšcej Partii Prawo i Rozwój (AKP) zdobycie większoœci absolutnej i ustanowienie systemu prezydenckiego.

Co prawda po kilku miesišcach i paru zamachach na działaczy HDP powtórzono wybory, które AKP wygrał już gładko, ale w międzyczasie doszło do dramatycznego zwrotu w polityce zagranicznej Turcji. Do tego momentu kraj ten, będšcy przecież członkiem NATO i aspirujšcy do wejœcia do Unii Europejskiej, wspierał walczšcych z reżimem Assada powstańców syryjskich. Teraz za głównych wrogów uznano samych powstańców, ale nie wszystkich, tylko narodowoœci kurdyjskiej.

Jednoczeœnie władze tureckie zaczęły po cichu naciskać przebywajšcych w tym kraju uchodŸców syryjskich, którzy – tak się składa – sš w sporej częœci narodowoœci kurdyjskiej, by emigrowali do Unii Europejskiej. Dodajmy do tego, że od wielu lat, znaczna częœć diaspory kurdyjskiej zamieszkuje RFN.

Trudno znaleŸć wytłumaczenie decyzji niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, która niespodziewanie w sierpniu ubiegłego roku ogłosiła, że jej kraj przyjmie każdš iloœć „uchodŸców syryjskich”. Czy kobiece serce poruszył obraz ciała trzyletniego kurdyjskiego chłopca trzymanego na rękach przez płaczšcego ojca, czy myœlała już o następnych wyborach i głosach obywateli pochodzenia tureckiego, których, wedle oficjalnych statystyk jest już około 3 milionów a może uznała, że w ramach łšczenia rodzin większoœć emigrantów i tak trafi do Niemiec?

Czego Merkel zupełnie nie przewidziała, to cichego porozumienia pomiędzy Macedoniš, Grecjš i Turcjš uchodzšcymi za najbardziej skonfliktowane ze sobš kraje europejskie. A Grecy mieli swoje porachunki z Niemcami za bezwzględne naciski na cięcia wydatków socjalnych, które doprowadziły do drastycznego obniżenia poziomu życia setek tysięcy obywateli greckich. Władze greckie przez jakiœ czas udawały, że nie dostrzegajš, jak na ich terytorium przemieszcza się z sšsiadujšcej Turcji z każdym dniem coraz więcej nieproszonych goœci. Gdy wreszcie wszczęły alarm, było już za póŸno – w przecišgu dosłownie kilku tygodni Europę zalały setki tysięcy emigrantów.

Brak jakichkolwiek przygotowań, planowania na takš okolicznoœć ze strony rzšdów UE jak i biurokracji brukselskiej, jest tym bardziej zdumiewajšcy, że œródziemnomorski brzeg obszaru Schengen, znajduje się już od dobrych kilku lat pod nieustajšcym naporem mas Afrykanów przeprawiajšcych się morzem z Libii. Teraz wszyscy: Syryjczycy, Erytrejczycy czy Afgańczycy zostali wrzuceni do jednego statystycznego kotła „uchodŸców”. I tu pierwszy kant. Bo jeżeli ogarniętš wojnš domowš Libię z pewnoœciš nie można uznać za „bezpieczny kraj trzeci”, to Turcja i Liban, nawet uwzględniajšc ich perypetie narodowoœciowe, minimum ochrony praw uchodŸczych zapewniajš a Jordania sporo więcej niż to minimum.

Jedyne co Bruksela w sprawie uchodŸców uczyniła, to powiększyła zwišzane z uchodŸcami sprzecznoœci interesów poprzez wydanie dyrektywy 51/2001/EC. Nakłada ona na przewoŸników (linie lotnicze, armatorów, etc.) obowišzek sprawdzenia, czy osoby udajšce się za ich pomocš do Europy a planujšce ubiegać się o azyl, majš do tego prawo.

Oczywiœcie panienki wydajšce na lotniskach karty pokładowe nie sš w stanie wyręczyć pracowników urzędów imigracyjnych. Nie majš po temu ani kwalifikacji ani uprawnień. Linie lotnicze, zaœ bojšc się, że spadnie na nich opieka nad osobami, które twierdzš, że nie majš dokšd wrócić a którym w portach EU odmówiono wjazdu, na wszelki wypadek, odmawiajš przewozu niemal wszystkich potencjalnych azylantów.

Otwierajšc goœcinnie RFN dla „syryjskich uchodŸców” niemiecka kanclerz pogwałciła tak literę i ducha Konwencji Genewskiej jak i Protokołu Dublińskiego. Naciski na inne kraje unijne, przede wszystkim z „nowej Europy”, by podzieliły się zaproszonymi przez niš emigrantami, przedstawiane sš jako akt humanitaryzmu. To kolejny kant, bowiem z czysto legalistycznego punktu widzenia Merkel naciska ni mniej ni więcej tylko na łamanie obowišzujšcego ustawodawstwa unijnego. Porównywane przez niemieckš i austriackš prasę do nazistów, władze węgierskie usiłujš jedynie egzekwować to prawo. Uwadze większoœci komentatorów jakoœ umyka to, że niemiecka kanclerz nie pofatygowała się skonsultować uprzednio swego „humanitarnego” kroku z władzami krajów, które teraz sš zmuszane ponosić jego konsekwencje.

Podobnie jak w wypadku kryzysu greckiego, Merkel miała tu na względzie wyłšcznie wewnętrzny, niemiecki aspekt kryzysu imigracyjnego, całkowicie ignorujšc zasadę solidarnoœci europejskiej, przy jego rozwišzywaniu. Niemcy postanowiły narzucić swe decyzje pozostałym krajom UE i to przy użyciu metod dalekich od dyplomatycznej finezji. Kraje oporne, głównie z Europy œrodkowo-wschodniej, zaszantażowano finansowymi sankcjami, używajšc w tym celu medialnych „przecieków”.

Niektórzy komentatorzy wskazujš, że na dłuższš metę merkelowski „humanitaryzm” bardzo się Europie opłaci, bo zasili starzejšce się i wyludniajšce się kraje zastrzykiem młodej siły roboczej. Tego typu opinie œwiadczš o kompletnej ignorancji osób je wypowiadajšcych. Rzšdzšcej Syriš od przeszło pól wieku Arabskiej Partii Socjalistycznej Ba’ath udało się wychować społeczeństwo ludzi biernych, nieskorych do pracy ale nastawionych niesłychanie roszczeniowo, przekonanych o tym, że lepsze życie im się po prostu należy niezależnie od własnego wysiłku.

Zresztš znakomita większoœć wypowiedzi, tak zwolenników goœciny dla syryjskich emigrantów jak i jej przeciwników, porusza się wyłšcznie w sferze emocji. Nie trudno wszakże zauważyć, że najbardziej przychylni przybyszom sš ci, którzy prawdopodobnie nigdy się z nimi nie zetknš. Bo Syryjczycy nie zostanš przecież zakwaterowani w Alei Róż czy zamkniętych osiedlach na Białołęce. Ten humanitaryzm cudzym kosztem, to kolejny wielki kant w tej sprawie.

Ale kantem jest też bezpoœrednie łšczenie problemu syryjskich imigrantów z ostatnimi zamachami bombowymi. Przypomnieć wypada, że zamachy terrorystyczne, których sprawcami sš muzułmanie, zaczęły się w Europie już w końcu lat 90tych. Większoœć najsłynniejszych, najbardziej krwawych zamachów: madrycki, londyński, paryski, brukselski i nicejski była dziełem obywateli krajów, w których do nich doszło. Ich sprawcy byli, co prawda, przeszkoleni w Syrii, ale zwykle zamieszkiwali w Europie od dziesięcioleci, często byli tu urodzeni. Jak dotychczas bodaj tylko jeden, samotny zamachowiec był niedawnym przybyszem do Europy.

To, że emigranci syryjscy przedostajš się do Europy pod fałszywym pretekstem, dostarczajšc jednoczeœnie przykrywki terrorystom, nie neguje jednak faktu, że sš to ludzie w swej masie nieszczęœliwi i pokrzywdzeni utratš własnych domostw, pracy i całego, normalnego życia. Dlatego należy się im współczucie oraz pomoc ze strony tych, którzy chcš i mogš jej udzielić. Pomoc ta jednak nie może wišzać się z łamaniem prawa międzynarodowego.

Wynegocjowane niedawno porozumienie pomiędzy Uniš Europejskš a Turcjš stanowi istotnš korekturę dotychczasowej, błędnej polityki unijnej. A przecież zupełnie wystarczyłoby, gdyby kraje, które już uprzednio zadeklarowały pomoc finansowš dla uchodŸców przebywajšcych obecnie w Turcji, Libanie i Jordanii, wypełniły podjęte już uprzednio zobowišzania, oraz zadbały o to by nie ograniczać tej pomocy, póki trwa wojna domowa w samej Syrii.

 

Autor jest wykładowcš Collegium Civitas. Był ambasadorem RP w Angoli i Kongu, a przedtem m.in. ekspertem ds. Afryki Œwiatowego Forum Ekonomicznego i analitykiem w Międzynarodowym Instytucie Studiów Strategicznych w Londynie

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL