Opinie

Pietryga o ustroju sądów powszechnych: Zbigniew Ziobro na aucie

Tomasz Pietryga
rp.pl
Ustawa sędziowska wchodząca w życie w sobotę jest jedyną z trzech przyjętych przez Sejm, której nie zawetował prezydent Andrzej Duda w burzliwej końcówce lipca. Prace nad nią toczyły się trochę w cieniu protestów przeciw radykalnej reformie Krajowej Rady Sądownictwa oraz Sądu Najwyższego i nie budziły aż tak wielkich emocji. Przewrotnie jednak to właśnie ta ustawa dokonuje najszerszych i chyba najbardziej widocznych zmian w wymiarze sprawiedliwości.

Część wchodzących wraz z nią rozwiązań zwiększy klarowność procesów sądowych, np. losowanie spraw przez sędziów czy niezmienność składu sędziowskiego. Część może mieć pozytywny wpływ na czas trwania procesów, np. monitorowanie obciążeń. Ale obok nich są też rozwiązania niebezpieczne, poszerzające ponad wszelkie granice nadzór ministra sprawiedliwości nad sądami.

Zbigniew Ziobro będzie mógł bowiem w ciągu najbliższych sześciu miesięcy wymienić bez żadnego uzasadnienia prezesów sądów wszystkich szczebli w Polsce i powołać na ich miejsce nowych. W ślad za tym może pójść wymiana wiceprezesów i przewodniczących wydziałów, czyli całej struktury kierowniczej Temidy. To atomowe uprawnienie, przy którym blednie nawet pomysł wymiany kilkudziesięciu sędziów Sądu Najwyższego.

Politycy PiS twierdzą, że pozwoli to zmobilizować prezesów do lepszej pracy, co ożywczo wpłynie na działanie sądów. Ten argument ginie jednak w cieniu zagrożenia, jakim jest możliwość dokonania kadrowych czystek. Kryterium odwołania nie musi być bowiem niekompetencja, ale niepokorność czy krytycyzm wobec władzy politycznej. A kryterium powołania może być uległość, co obudzi demony karierowiczostwa i oportunizmu.

W dodatku ta ustawa to za mało, aby poprawić działanie Temidy i skrócić czas trwania procesów. Co zatem z kolejnymi reformami, które przecież PiS zapowiadało? Trudno się spodziewać, że po wetach prezydenta partia Jarosława Kaczyńskiego zrezygnuje z dalszych zmian w sądownictwie. Wiele wskazuje jednak na to, że po wakacjach środek ciężkości, jeśli chodzi o ich kształtowanie, przeniesie się na prezydenta i parlament. A Zbigniewowi Ziobrze może grozić wręcz marginalizacja – jego wpływ na prace legislacyjne dotyczące wymiaru sprawiedliwości może zostać znacznie ograniczony.

Wskazywać na to może projekt zmian w ustawie o systemie pomocy prawnej, przesłany w ostatnich dniach przez prezydenta do Sejmu bez pytania nawet o opinię Zbigniewa Ziobry. Zwłaszcza że to minister sprawiedliwości był tradycyjnie za ten obszar odpowiedzialny. Można się spodziewać, że podobne pominięcie Ziobry nastąpi, kiedy prezydent złoży w Sejmie swoje pomysły na reformę sądów. Według takiego scenariusza zmiany w sądach pewnie nie będą tak radykalne, jak PiS zakładało wcześniej. Podobnie jak styl ich wprowadzania.

Czy tak się stanie? To wyłącznie kwestia polityczna. Wciąż otwarte jest pytanie, czy Jarosław Kaczyński wybaczy Andrzejowi Dudzie jego niespodziewane posunięcie, osłabiające rosnącego w siłę ministra sprawiedliwości. Czy też obróci prezydenckie propozycje w pył podczas sejmowych prac legislacyjnych.

Jedno jest pewne: reformy sądów stracą impet, a PiS, forsując zmiany, będzie bardziej musiało rozglądać się na boki. Co już samo w sobie jest pozytywne.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL