Tak naprawdę nie chodzi o reparacje

aktualizacja: 09.08.2017, 19:08
Foto: Fotorzepa/erzy Dudek

Sierpień to czas urlopów. Na wakacjach, przy grzejącym słoneczku, w głowie człowieka rodzą się świetne pomysły. Wśród recept na doprowadzenie Polski do bogactwa pojawiła się więc nowa – zażądajmy do Niemców reparacji za zniszczenia wojenne.

REDAKCJA POLECA
09.08.2017
Sondaż Ipsos: Polacy chcą reparacji od Niemiec
09.08.2017
Witold Waszczykowski: Trudno podjąć rozmowę z Niemcami mając tego typu opozycję w kraju
kariera
Jak przekonać szefa do awansu?

Zacznijmy od oszacowania kwoty, o jaką moglibyśmy wnioskować. Według posłów PiS może chodzić – na podstawie ocen bliżej nieznanych „ekspertów" – o kwoty od setek miliardów do 10 bilionów dolarów. Zwłaszcza ta ostatnia liczba jest ciekawa, bowiem wartość dzisiejszego majątku narodowego Polski szacuje się na 3–5 bilionów dolarów (różnice biorą się z braku prostej metody pomiaru – na podstawie danych GUS należałoby raczej przyjąć dolną liczbę).

Przedwojenna Polska była krajem bardzo biednym, o wielokrotnie niższym majątku od Polski obecnej. Bazując na szacunkach historyków, można uznać, że w roku 1939 cały nasz majątek narodowy wynosił 350–550 miliardów dolarów, licząc według obecnej siły nabywczej amerykańskiej waluty.

Według powołanej po wojnie komisji zniszczone zostało 39 proc. tego majątku (dane trudne dziś do zweryfikowania, ale jedyne, jakie mamy). Skoro tak, to łączne straty majątkowe Polski wyniosły w czasie wojny 130–220 miliardów dolarów – i o taką sumę reparacji teoretycznie moglibyśmy wystąpić.

Zakładając, że występujemy z roszczeniami tylko o utracony majątek, a nie o odszkodowania za śmierć 6 milionów polskich obywateli. Ale tak właśnie zrozumiałem wypowiedzi polityków.

Oczywiście, zawsze znajdzie się metoda wygenerowania liczb wyższych – albo ulubione przez wielu „ekspertów" wyliczanie wartości na podstawie rynkowych cen złota (od niemal pół wieku nie istnieje już żaden ślad jakiegokolwiek prawnego związku między wartością dolara a ceną złota), albo na podstawie dzisiejszych wycen nieruchomości, albo wyliczania hipotetycznych „utraconych korzyści", albo naliczania odsetek za 70 lat zwłoki.

Nie jestem prawnikiem, nie chcę wypowiadać się na temat szans prawnych wystąpienia dziś o reparacje. Ale nie o to przecież chodzi. Chodzi albo jedynie o zdobycie popularności wyliczeniem, ile nam się od Niemców należy. Albo o coś gorszego – przekonanie ludzi, że Polsce wcale niepotrzebne jest członkostwo w Unii, bo możemy zmusić Niemców, żeby te same pieniądze, które dostajemy dziś z Unii, płacili nam w formie reperacji. Bez wtrącania się w sprawy Puszczy Białowieskiej, sądownictwa i spalania miału węglowego.

Z Unii dostaliśmy dotąd na czysto ponad 100 miliardów dolarów, liczymy na kolejną setkę w najbliższych latach. Teoretycznie, zamiast tego moglibyśmy zadowolić się podobną kwotą wpłacaną przez Berlin, oczywiście zakładając, że przekonamy Niemców, by dobrowolnie zgodzili się płacić nam reparacje. Kto głupi, niech wierzy.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE