Opinie

Marcin Szymański o raporcie rzecznika finansowego ws. kredytów walutowych

123RF
Raport nie jest orzeczeniem, które rozstrzyga spór cywilnoprawny. Nie ma zatem żadnych podstaw, aby twierdzić, że rzecznik finansowy, przedstawiając swoje poglądy, wdarł się w kompetencję sądu – pisze prawnik.

W artykule „Kredyty walutowe: rzecznik finansowy – urzędnik czy sędzia" („Rzeczpospolita" z 26 lipca 2016 r.) adwokat Tomasz Ostrowski podjął polemikę ze stanowiskiem rzecznika finansowego wyrażonym w jego raporcie dotyczącym zawieranych z konsumentami umów kredytów indeksowanych do kursu waluty obcej i denominowanych w walucie obcej.

Mecenas Ostrowski nie zgadza się ze stanowiskiem rzecznika, do czego ma pełne prawo. Niezrozumiałe jest natomiast, dlaczego odmawia rzecznikowi finansowemu prawa do zajęcia stanowiska w sprawie kredytów waloryzowanych w stosunku do kursu waluty obcej, która z całkiem oczywistych względów powinna się znajdować w kręgu jego zainteresowania.

Prawo do dyskusji

Argumenty zaprezentowane przez mec. Ostrowskiego wydają się w większym stopniu wynikać z emocji niż przemyśleń. W szczególności trudno uznać za trafny zarzut, jakoby rzecznik, publikując swój raport, uzurpował sobie kompetencje przysługujące wyłącznie sądom. Do kompetencji sądów cywilnych – bo te wchodzić tu mogą w rachubę – należy rozstrzyganie, w formie wiążących orzeczeń, sporów cywilnych pomiędzy konkretnie oznaczonymi stronami. Do zadań sądów nie należy publikowanie raportów ani teoretycznych analiz dotyczących obrotu prawnego – takich jak raport rzecznika finansowego.

Raport nie jest orzeczeniem, które w sposób wiążący strony rozstrzygałoby spór cywilnoprawny. Nie ma zatem żadnych podstaw, aby twierdzić, że rzecznik, przedstawiając swe poglądy, wdarł się w kompetencję sądu. Rzecznik finansowy nie sprawuje w żadnej formie kontroli nad sądami ani nie jest ich zwierzchnikiem nawet na płaszczyźnie administracyjnej, nie można zatem uznać wyrażanych przez niego poglądów za próbę wpływania na wymiar sprawiedliwości.

Tak samo bezzasadny jest zarzut „psucia prawa" przez rzecznika finansowego. Rzecznik nie ustanawia żadnych aktów prawnych i chociażby z tego względu nie może „psuć prawa".

Dodać należy, że publikacja raportów, takich jak ten poddany krytyce, nie jest niczym niezwykłym. Przykładem mogą być raporty UOKiK, jak chociażby raport z kontroli wzorców umownych kredytów hipotecznych z maja 2008 r., w którym zwrócono uwagę na abuzywny charakter postanowień umów kredytowych nakładających na kredytobiorców obowiązek pokrywania kosztów ubezpieczenia banku (tzw. UNWW), czy też raport o spreadach z 2009 r., w którym wykazano nieuczciwy charakter postanowień umów kredytowych pozwalających bankom na dowolne ustalanie kursu waluty obcej, według którego waloryzowane jest zadłużenie kredytobiorców. Czyżby raporty UOKiK również miały być „wdzieraniem się w kompetencję sądów" i „psuciem prawa"? Odmiennie niż mec. Ostrowski uważam, że istotnym problemem są negatywne zjawiska wskazane w powyższych raportach, nie zaś raporty.

Co do zarzutów psucia praworządności oraz zasady trójpodziału władz, osłabiania systemu demokratycznego (sic!) przez rzecznika finansowego, mogę jedynie wyrazić ulgę, że autor poprzestał na nich, oszczędzając rzecznikowi zarzutu zbrodni obrazy majestatu czy bluźnierstwa. Wszystkie te zarzuty miałyby mniej więcej taki sam związek z rzeczywistością. Trzeba znać miarę. Krytyka praktyk banków wobec konsumentów nie jest zbrodnią ani zagrożeniem dla demokracji.

Podążając tokiem rozumowania mec. Ostrowskiego, należałoby uznać, że również jego artykuł, a także mój i mecenasa Drzewieckiego „Sama jaskółka jest miła" („Rzeczpospolita" z 19 lipca 2016 r.) jest wdzieraniem się w kompetencję sądów oraz psuciem prawa. Odmiennie niż mec. Ostrowski uważam, że publiczna dyskusja na temat prawa służy podnoszeniu świadomości prawnej społeczeństwa, a pośrednio również jakości prawa. Znacznie gorzej prawu służy, gdy nie budzi ono żadnego zainteresowania i refleksji, niż gdy jest przedmiotem publicznej dyskusji. Nawet gdyby jedynym efektem raportu rzecznika była dyskusja dotycząca prawnej oceny kredytów waloryzowanych w stosunku do kursu waluty obcej i niebezpieczeństwa, jakie się wiążą z tą konstrukcją prawną, stanowiłoby to korzyść dla świadomości prawnej społeczeństwa.

Umów się dotrzymuje, ale...

Osobnym zagadnieniem jest zarzut „relatywizowania zasady pacta sunt servanda", którego dopuścić miał się rzecznik finansowy. Zasada pacta sunt servanda to nie norma prawna, lecz łacińska paremia wyrażająca generalną zasadę, iż umów należy dotrzymywać. Obowiązek przestrzegania umów nie ma jednak charakteru bezwzględnego. Kodeks cywilny zawiera przepisy, w myśl których nieważne są czynności prawne (a więc i umowy) sprzeczne z prawem, zasadami współżycia społecznego, a także zawarte w celu obejścia prawa. Zgodnie z przepisami o niedozwolonych postanowieniach umownych konsument nie jest związany postanowieniami umownymi naruszającymi zasady uczciwości kontraktowej (postanowienia abuzywne). Obowiązku wywiązywania się z umów nie można stawiać ponad obowiązkiem przestrzegania prawa, dobrych obyczajów czy zachowania zasad uczciwości w umowach z konsumentami. Sam ustawodawca, wskazując wyjątki od zasady pacta sunt servanda, dokonał jej „relatywizacji".

Nie wiem, czy rzeczywiście przywoływany przez mec. Ostrowskiego wskaźnik moralności płatniczej (PIM) jest w Polsce rażąco niższy niż w innych krajach europejskich, a tym bardziej nie wiem, w jakim stopniu oddaje on terminowość spłaty kredytów hipotecznych. Nie znajduję jednak żadnych podstaw, aby uznać, że okoliczność, iż niektórzy kredytobiorcy (często z przyczyn od nich niezależnych) nie spłacają kredytu w terminie, miałaby usprawiedliwiać żądanie milczenia rzecznika w sprawie naruszania przez banki praw konsumentów.

Konkludując, ze stanowiskiem rzecznika zaprezentowanym w raporcie dotyczącym kredytów waloryzowanych można się nie zgadzać, nie można jednakże odbierać mu prawa zajmowania stanowiska w tej sprawie.

Udzielony w złotych

Również podjęta przez mec. Ostrowskiego próba polemiki z poglądami rzecznika finansowego jest mało przekonująca. Jej osią wydaje się zaprezentowana przez autora fantastyczna wizja urzędowego ustalenia kursu CHF na poziomie 50 proc. kursu dolara, skutkiem czego osoby, które „przewalutowały kredyt na złotówki", poczułyby się oszukane przez instytucje państwowe zachęcające do składania pozwów przeciw bankom.

Pomijam nikłe prawdopodobieństwo ziszczenia się wizji ustalenia kursu CHF poniżej 2 zł. Myślę, że sam autor ma tego świadomość. Pragnę jednak odnieść się do czego innego. Po pierwsze, raport rzecznika dotyczy kredytów udzielonych w złotych polskich, do których wprowadzono walutową klauzulę waloryzacyjną, nie zaś do kredytów udzielonych w CHF. Dlatego omawianych kredytów nie można „przewalutować na złotówki", lecz jedynie usunąć z nich klauzule waloryzacyjne. Rzeczywiście używanie określenia „przewalutowanie" również w odniesieniu do kredytów waloryzowanych utrwaliło się w języku potocznym, jeżeli jednak używa go prawnik można zastanawiać się czy rzeczywiście przemyślał konstrukcję prawną, którą opisuje.

Po drugie, opisana przez mec. Ostrowskiego wizja wydaje się sugerować, iż obecne niezadowolenie konsumentów, którzy zaciągnęli kredyty waloryzowane w stosunku do CHF, wynika z tego, że zawierając umowę liczyli na to, że kurs tej waluty spadnie, wobec czego będą mogli zwrócić niższą kwotę, niż otrzymali.

Reprezentując konsumentów w postępowaniu grupowym, a także licznych procesach indywidualnych przeciwko bankom, miałem okazję rozmawiać z wieloma frankowiczami. Nie spotkałem nikogo, kto traktowałby umowę kredytu waloryzowanego do kursu CHF jak grę losową, rodzaj zakładu o to, czy kurs franka wzrośnie czy zmaleje. Większość moich rozmówców doskonale rozumiała, że celem klauzuli waloryzacyjnej jest uchronienie banku przed skutkami spadku siły nabywczej pieniądza.

Walutowa klauzula waloryzacyjna działa zgodnie ze swą funkcją, gdy kurs waluty, według której dokonywana jest waloryzacja, jest względnie stabilny. W takim przypadku wraz ze spadkiem siły nabywczej waluty, w której udzielony został kredyt, nominalna kwota, którą kredytobiorca zobowiązany jest zwrócić, może wzrosnąć, jednakże ekonomiczna wartość świadczeń banku i kredytobiorcy pozostaje we względnej równowadze. W przypadku znaczącej aprecjacji waluty waloryzacji, tak jak miało to miejsce w przypadku CHF, wzrasta nie tylko nominalna kwota pozostająca do spłaty przez kredytobiorcę, lecz także jej ekonomiczna wartość. Pomiędzy wartością świadczenia, które kredytobiorca otrzymał od banku, i świadczenia, które sam zobowiązany jest na rzecz banku spełnić, dochodzi wówczas do dysproporcji. Znani mi kredytobiorcy, zaciągając kredyt waloryzowany, nie liczyli na to, że „zarobią" na spadku kursu tej waluty. Przeciwnie, znacząca ich część miała świadomość, że nominalnie kwota kapitału do zwrotu może wzrosnąć. Uważają jednak za niesprawiedliwe, że tytułem zwrotu samego kapitału (nie licząc odsetek) mają spełnić na rzecz banku świadczenie o blisko dwukrotnie wyżej wartości ekonomicznej niż to, które sami otrzymali.

Dlatego niezależnie od prawdopodobieństwa ziszczenia się opisanej przez mec. Ostrowskiego sytuacji, w której kurs CHF spadłby do 2 zł z groszami, nie przypuszczam, aby spowodowała ona, że kredytobiorcy, którzy w wyniku procesu doprowadziliby do usunięcia ze swych umów kredytowych klauzul waloryzacyjnych, poczuliby się oszukani przez wskazujących abuzywny charakter stosowanych przez bank klauzul waloryzacyjnych. Kredytobiorcy nie liczyli na to że „zarobią" na zmianach kursu CHF, jednakże oczekiwali, że klauzule waloryzacyjne w ich umowach służyć będą stabilizacji wartości świadczeń stron, nie zaś, że doprowadzą do ich drastycznej nierównowagi.

Polemizując ze stanowiskiem rzecznika finansowego, nie można bagatelizować faktu, iż walutowe klauzule waloryzacyjne stosowane przez banki bardzo często miały charakter nieuczciwy, gdyż pozwalały bankom na całkowicie dowolne określanie kursu waluty, według której waloryzowany jest kredyt, a w rezultacie decydowanie o wysokości zadłużenia kredytobiorcy.

Zdaniem Sądu Najwyższego

W przypadku czterech banków: Banku Millennium S.A., mBanku S.A., BPH S.A. i DNB Nord Polska S.A., abuzywny charakter klauzul waloryzacyjnych we wzorcach umownych tych banków stwierdzony został prawomocnymi wyrokami Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jak stwierdził Sąd Najwyższy w uchwale z 20 listopada 2015 r. (III CZP 17/15), przedsiębiorca, przeciw któremu zapadł wyrok SOKiK stwierdzający niedozwolony charakter postanowienia wzorca umownego, musi się liczyć z tym, że w każdym indywidualnym sporze z jego udziałem sąd – pozostając związany prejudycjalnym skutkiem tego wyroku – będzie musiał uznać dane postanowienie umowne za niedozwolone. Kredytobiorcy, którzy zawarli umowę z tymi bankami będą mieli zatem ułatwione zadanie w razie sporu przed sądem.

Umowy o kredyt waloryzowany, zawarte z wymienionymi wyżej bankami, stanowią znaczący odsetek wszystkich umów kredytowych tego rodzaju. Co więcej, także inne banki stosowały w swych umowach kredytowych klauzule waloryzacyjne, które pozwalają im manipulować kursem franka, w stosunku do którego waloryzowane było zadłużenie kredytobiorców. W świetle określonych w kodeksie cywilnym kryteriów ocena prawna tych klauzul waloryzacyjnych musi być taka sama jak tych, które już zostały uznane przez sądy za abuzywne.

Nieuczciwe klauzule waloryzacyjne w umowach kredytowych niestety nie są w Polsce ewenementem, lecz znajdują się w znaczącej części – o ile nie w większości – zawartych w latach 2006–2009 umów o kredyt waloryzowany w odniesieniu do kursu waluty obcej.

Z umowami o kredyt waloryzowany w stosunku do kursu CHF wiążą się zatem dwa problemy. Po pierwsze, na skutek gwałtownego wzrostu kursu CHF klauzule waloryzacyjne odwołujące się do kursu tej waluty zadziałały w sposób sprzeczny ze swym przeznaczeniem i zamiast zapewniać równowagę wartości świadczeń stron umowy, doprowadziły do ich rażącej dysproporcji na niekorzyść konsumenta. Po drugie, znacząca część klauzul waloryzacyjnych w umowach kredytowych ma charakter abuzywny, gdy pozwala bankom na dowolne wyznaczanie kursu CHF, a tym samym manipulowanie wysokością zadłużenia kredytobiorców. Trudno oczekiwać, aby w tej sytuacji rzecznik finansowy nie zajął stanowiska.

Autor jest adwokatem, partnerem w firmie Drzewiecki, Tomaszek & Wspólnicy.

Ostatnio o frankach pisali:

>Michał Romanowski – „Rzecznik finansowy rycerzem frankowiczów" („Rzecz o Prawie" z 27 lipca 2016 r.)

>Tomasz Ostrowski – „Kredyty walutowe: rzecznik finansowy – urzędnik czy sędzia" („Rzeczpospolita" z 26 lipca 2016 r.)

>Zbigniew Drzewiecki, Marcin Szymański – „Sama jaskółka jest miła" („Rzeczpospolita" z 19 lipca 2016 r.)

Źródło: Rzeczpospolita
UKRYJ KOMENTARZE KOMENTARZE RP.PL KOMENTARZE FACEBOOK

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL