Opinie

Chrabota: Cienka czerwona linia

Fotorzepa, Robert Gardziński
W tej sprawie nie może być dwuznaczności. Wniesiony do Sejmu w środę wieczorem projekt nowelizacji przepisów o Sądzie Najwyższym to złe prawo.

Podobnie zresztą jak tryb, z którego rządzący Polską korzystają. Ścieżka poselska oznacza, że projekt nie będzie konsultowany. A cóż bardziej niż reforma spinającego system wymiaru sprawiedliwości Sądu Najwyższego domaga się szczególnego namysłu i dyskusji? Idealny w tej sprawie byłby konsensus. Podobnie jak w kwestii reformy konstytucyjnej. Każdy inny tryb uchwalania nawet najsłuszniejszych przepisów o tej randze (a te nie są słuszne) będzie przez przeciwników postrzegany jako zamach na wspólne wartości. W tym sensie tak przeprowadzona zmiana będzie dla polskiej demokracji wyłącznie szkodliwa, jeszcze bardziej pogłębi tragiczne podziały.

Proponowane przez PiS przepisy są na dodatek prawem „wojennym". Wyrzucanie z Sądu Najwyższego ex lege całego składu sądzącego to nic innego jak personalna czystka. Relegowani z SN sędziowie będą mieli poczucie, iż stali się ofiarami konfliktu politycznego, i nikt nigdy w przyszłości nie weźmie za dobrą monetę idących z Nowogrodzkiej zapewnień, że zmiany w Sądzie Najwyższym mają służyć jego autorytetowi i poprawić jakość sądzenia. Nawet gdyby reorganizacja izb miała jakiś sens, grzechem pierworodnym tej zmiany będzie sprzeczna z zasadą nieusuwalności i nieprzenoszalności sędziów wymiana całego składu SN.

Czy sama reorganizacja izb może mieć jakąś pozytywną stronę? Możliwe, że w innym trybie i okolicznościach należałoby poprzeć ideę izby dyscyplinarnej. W istocie taka zmiana mogłaby nieco naruszyć monolit źle rozumianej solidarności korporacyjnej wśród sędziów. Niemniej także w tej kwestii trudno tego projektu bronić przed zarzutem kagańcowości. Proponowana formuła ma być batem na środowiska prawnicze, a podniesione wynagrodzenia dla sądzących w izbie dyscyplinarnej – magnesem dla ludzi o bardziej giętkim kręgosłupie.

To jednak wszystko detale. Najważniejsza i najbardziej dla każdego prawnika kuriozalna jest w świetle tych przepisów pozycja ministra sprawiedliwości. Model, który forsuje projekt, to dodanie do i tak bardzo już szerokich kompetencji ministra-prokuratora generalnego przywilejów supersędziego. Bo jak inaczej określić wprowadzane przepisami noweli prawo do „odroczenia" przeniesienia w stan spoczynku zwalnianych sędziów. I to na zasadzie pełnej arbitralności, bo ustawa milczy o kryteriach. Skoro ich nie sprecyzowano, wyjaśnienie jest tylko jedno. Kryteria będą stricte polityczne, jak cały zresztą plan, który stoi za projektem. Chodzi o wymianę elit. O złamanie niezależności wymiaru sprawiedliwości.

Zastanawiam się, co podpowiedzieć rządzącym i opozycji w dniu, w którym w geście protestu na ulice polskich miast wyszły dziesiątki tysięcy moich współobywateli. Politykom Prawa i Sprawiedliwości powiem, że zbliżają się do cienkiej czerwonej linii, po której przekroczeniu obywatelskie nieposłuszeństwo dla wielu będzie główną, a może i jedyną słuszną, postawą w polityce. Opozycji powiem co innego. Jeśli czekaliście na moment, w którym należy wybierać między dobrem państwa a drobnymi egoizmami, to właśnie otrzymujecie go na tacy. Także dla prezydenta Andrzeja Dudy ta ustawa będzie jednym z najważniejszych testów wiarygodności.

Bo po jej uchwaleniu Polska rzeczywiście będzie już inna. Dziś mamy jeszcze czas, by tego ostatecznego kryterium uniknąć. Muszę wierzyć, że fatalną nowelizację można jeszcze wycofać. Paradoksalnie byłby to ze strony PiS gest politycznej odwagi, a nie dowód słabości.

>A4-5, >C2-3

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL