Opinie

Anna Wojda o zablokowaniu przedawnionych pozwów

Anna Wojda
Fotorzepa/ Waldemar Kompała
Płaciłeś kredyt i masz na to dowody: rachunki, dowody wpłat, a mimo to firma windykacyjna domaga się zapłaty? Być może jedną z rat uregulowałeś z opóźnieniem i bank naliczył odsetki oraz dodatkowe opłaty – często drobne kwoty – a ty nic o tym nie wiedziałeś. Podobnie mogło być z opłatą za kablówkę czy telefon komórkowy.

Te drobne kwoty po latach urastają do sporych sum.

I mogą być przyczyną kłopotów. Firmy windykacyjne skupują hurtowo takie roszczenia, po czym kierują pozew do e-sądu, a ten wydaje nakaz zapłaty.

Jeśli się nie odwołamy, będziemy musieli zapłacić. Nawet jeśli dług dawno się przedawnił.

Czemu tak się dzieje? Odpowiedź jest prosta: przepisy pozwalają na dochodzenie takich należności. W końcu, jeśli ktoś ma dług, to czemu nie miałby go spłacać? Gdyby wszyscy zaczęli tak robić, stałoby się to niebezpieczne.

Ten medal ma jednak drugą stronę. Nawet dłużnik może – po upływie określonego w przepisach czasu – czuć się spokojny i bezpieczny, bo przychodzi przedawnienie. Tyle że teraz to on musi użyć przed sądem tego argumentu, czyli powiedzieć, że już za późno na dochodzenie długu. Sąd bowiem nie uwzględnia przedawnienia sam z siebie. A że firmy windykacyjne dochodzą kwot od osób, które zwykle nie znają się na prawie, te się nie bronią, a sądy wydają wyroki zobowiązujące do zapłaty.

To się jednak zmieni. Ten, kto zechce złożyć pozew do sądu, będzie musiał wykazać, że dług, którego dochodzi, jeszcze się nie przedawnił albo że dłużnik zrzekł się przedawnienia.

Jak nic przyjdą chude lata dla firm windykacyjnych.

Na wielu sprawach nie da się już zarobić. I dobrze. Niech będzie równość stron. Po odsiedzeniu kary i upływie określonego czasu następuje przecież zatarcie skazania. I to z mocy prawa. Czemu nie miałoby tak być z przedawnieniem? Czas minął. Kto się zagapił, długu już nie odzyska.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL