Bielecki: Nowe rozdanie szansą dla Polski

aktualizacja: 19.06.2017, 21:23
Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Wyborcy w Unii Europejskiej najwyraźniej przestraszyli się, że podzielą drogę, jaką podąża Wielka Brytania. Rok po referendum, które zadecydowało o brexicie, populiści są w odwrocie.

REDAKCJA POLECA
21.06.2017
Timothy Garton Ash: Europa straciła siłę przyciągania
19.06.2017
V4 i Beneluks: Warszawski szczyt niezgody
kariera
Wulgaryzmy w pracy niedopuszczalne, chociaż powszechne

Po niedzielnych wyborach we Francji będą mieli tylko marginalną reprezentację w Zgromadzeniu Narodowym. W wyborach lokalnych we Włoszech nawet w Genui, rodzinnym mieście Beppe Grillo, jego Ruch Pięciu Gwiazd osiągnął słaby wynik. Wcześniej sukcesu nie odniosła również Partia Wolności Geerta Wildersa w Holandii, a wybory prezydenckie w Austrii przegrał kandydat skrajnej prawicy Norbert Hofer. W Hiszpanii zaś nie spełniły się obawy, że do władzy dojdzie radykalnie lewicowa partia Podemos. Za to w Niemczech wielkie szanse na wygranie wrześniowych wyborów ma Angela Merkel.

Od zwycięstwa w referendum liderzy kampanii na rzecz brexitu nie potrafili rozwiązać żadnego z problemów, jakie trapią Zjednoczone Królestwo. Boris Johnson i Michael Gove przerazili się przejęcia odpowiedzialności za kraj, na ich miejsce na czele rządu stanęła Theresa May, która nie wie jak wytłumaczyć, po co Brytyjczycy mają wyjść z Unii. Sygnałów niewydolności państwa jest coraz więcej. To choćby zamachy terrorystyczne, którym policja nie umie zapobiec, czy tragedia Grenfell Tower, gdzie nie zadziałały podstawowe zabezpieczenia przeciwpożarowe.

Na Zachodzie toczy się debata, czy liderzy PiS są takimi samymi populistami jak Le Pen, Wilders czy Johnson. Warszawa zdobyła złą sławę po zupełnie niepotrzebnym sporze o Trybunał Konstytucyjny i odmowie udziału w unijnym programie podziału uchodźców. Cel, jaki stawiał sobie rząd, można było osiągnąć bez wojny z Brukselą.

Teraz jednak przed polskimi władzami otwiera się znowu szansa, by pokazać, że nasz kraj może być poważnym partnerem w Europie. Jesteśmy przecież świadkami nowego rozdania kart, w którym odradza się tandem francusko-niemiecki, Hiszpania wraca do gry, za to sytuacja we Włoszech wywołuje coraz więcej obaw.

W ostatnich tygodniach notowania Polski zaczęły iść w górę. Nasz kraj pozostaje solidarny z resztą Wspólnoty w negocjacjach rozwodowych z Brytyjczykami. W poniedziałek w szczycie Grupy Wyszehradzkiej wziął udział – obok przywódców pozostałych krajów Beneluksu – wpływowy premier Holandii Mark Rutte. Mówił o konieczności utrzymania jedności całej Unii. Polski rząd jest też po raz pierwszy gotowy pójść na kompromis w sprawie zmiany unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych, którzy są kwestią bardzo drażliwą dla Francji. Do tego 6 lipca na kilka godzin przyleci do Warszawy Donald Trump, by właśnie w stolicy Polski rozwiać obawy o dalsze losy NATO.

W przeszłości rząd PiS potrafił jednak zaprzepaszczać podobne szanse. Choćby gdy wolał kierować przekaz do swojego twardego elektoratu, a nie do unijnych partnerów. Tym razem powinien uznać, że Europa jest ważniejsza.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE