Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Pułapka frankowa prezydenta

Fotorzepa/Jan Czekaj
Prezydent Duda, który obiecał frankowiczom przewalutowanie według kursu z dnia zacišgnięcia kredytu, został sam na polu frankowej bitwy – pisze były członek Rady Polityki Pieniężnej.

W artykule opublikowanym na tych łamach 15 grudnia ubiegłego roku sformułowałem tezę, że rozwišzanie problemu kredytów walutowych w sposób korzystny dla kredytobiorców jest wštpliwe, gdyż w ostatecznoœci PiS będzie musiało uwzględnić finansowe skutki proponowanych rozwišzań dla sektora finansów publicznych oraz możliwoœci finansowania projektów socjalnych oraz gospodarczych planowanych przez rzšdzšcš partię. Rozwijajšc tę myœl, można wskazać na dwie kwestie.

Po pierwsze, przyjęcie rozwišzania korzystnego dla kredytobiorców musiałoby negatywnie wpłynšć na wyniki finansowe banków, ograniczajšc tym samym dochody państwa z udziału w tych wynikach (podatek dochodowy, dywidendy wypłacane przez banki, w których państwo ma udziały). Zważywszy na skalę przedwyborczych socjalnych obietnic, rzšd nie może sobie pozwolić na takie rozwišzania, które prowadziłyby do ujemnych wyników finansowych, gdyż oznaczałoby to ubytek dochodów budżetowych o około 5 mld złotych rocznie.

Po drugie, istotne pogorszenie sytuacji finansowej banków (spadek kapitałów własnych) ograniczyłoby także możliwoœci wykorzystania sektora bankowego do finansowania gospodarczych planów wicepremiera Mateusza Morawieckiego, których powodzenie ma kluczowe znaczenie dla powodzenia polityki ekonomicznej i społecznej rzšdzšcej partii.

Nie można także wykluczyć, że w przypadku przyjęcia szczególnie niekorzystnych rozwišzań przynajmniej częœć banków zagranicznych wycofa œrodki zainwestowane w Polsce. Wartoœć pasywów zagranicznych sektora bankowego wynosi dziœ około 240 mld zł (pasywa te finansujš także walutowe kredyty mieszkaniowe), a wycofanie z tego sektora Ÿródeł finansowania o takiej wartoœci miałoby poważne skutki dla polskiej gospodarki.

Co więcej, realizacja szczytnych celów planu Morawieckiego będzie uwarunkowana dodatkowym dopływem kapitału zagranicznego. Bez dopływu nowych kapitałów z zagranicy do sektora bankowego, nie mówišc już o ich odpływie, Polska nie tylko nie będzie rozwijała się w sposób odpowiedzialny – może nie rozwijać się wcale. W tym kontekœcie za kuriozalne należy uznać stwierdzenie wicepremiera Morawieckiego, że jest tylko obserwatorem dyskusji o kredytach walutowych, a nie jej uczestnikiem. Milczenie ministra finansów też wydaje się tajemnicze. Czyżby ci kluczowi ministrowie gospodarczy uważali, że problem można rozwišzać bez udziału rzšdu? Wydaje się, że prezydent Duda, który w sposób niebudzšcy wštpliwoœci obiecał frankowiczom przewalutowanie według kursu z dnia zacišgnięcia kredytu, pozostał sam na polu frankowej bitwy.

Wraca realizm ekonomiczny

Obserwujšc dotychczasowe działania Kancelarii Prezydenta oraz ekspertów, którzy pracujš nad rozwišzaniem problemu kredytów frankowych, trudno oprzeć się wrażeniu, że euforyczne wręcz zapowiedzi z okresu kampanii wyborczej, co prawda z trudem, ale jednak ustępujš miejsca realizmowi ekonomicznemu. Zarówno do urzędników kancelarii, jak i wspierajšcych ich ekspertów, powoli zaczyna docierać trudna do pogodzenia z przedwyborczymi deklaracjami prawda, że problemu kredytów walutowych nie da się rozwišzać w sposób „bezkosztowy".

Jeżeli prezydent Andrzej Duda będzie chciał, zgodnie z przedwyborczymi deklaracjami, przyjšć wariant polegajšcy na obcišżeniu tymi kosztami wyłšcznie banki, będzie to oznaczało istotne pogorszenie sytuacji sektora bankowego, czego negatywne skutki odczuje i budżet państwa, i gospodarka. Jeżeli będzie chciał natomiast chronić sektor bankowy, to niestety będzie musiał poinformować frankowiczów, że przedwyborcze deklaracje się zdezaktualizowały.

Nie byłaby to zresztš nadzwyczajna sytuacja: w dotychczasowej historii polskiej demokracji większoœć rzšdzšcych koalicji spełniało mniejszš częœć obietnic składanych przed wyborami, chociaż z reguły nie ogłaszano, że obietnic tych spełnić się nie da. W tym przypadku, zważywszy na głoœne artykułowanie przez frankowiczów ich interesów, wycofanie się z przedwyborczych obietnic bez przyznania się do błędu będzie jednak trudne.

Dlatego i Kancelaria, i prezydenccy eksperci podejmujš heroiczne wysiłki nad rozwišzaniami, które pozwoliłyby połšczyć ogień z wodš. Pierwszym efektem tych wysiłków był projekt ustawy ogłoszony 15 stycznia 2016 r., którego głównym osišgnięciem było wprowadzenie do polskiego języka ekonomicznego pojęcia „kursu sprawiedliwego". Rzeczywistoœć zweryfikowana przez Komisje Nadzoru Bankowego okazała się jednak brutalna. Sprawiedliwoœć w wydaniu prezydenckich urzędników i ekspertów kosztowałaby banki ponad 60 mld złotych, co w konsekwencji zagrażałoby bankructwem kilku banków i poważnym kryzysem finansowym kraju.

Uznajšc widocznie, że aż na takš sprawiedliwoœć polskiego państwa nie stać, przystšpiono do prac, które miały doprowadzić do opracowania rozwišzań możliwych do wdrożenia bez narażania kraju na kryzys finansowy. Retoryka dotyczšca problemu kredytów walutowych też uległa istotnej zmianie. Już nie słyszymy buńczucznych wypowiedzi o całkowitym obcišżeniu kosztami przewalutowania banków. Niemal równorzędnym celem jest dziœ stabilnoœć sektora bankowego.

Obserwujšc konferencję prasowš, w trakcie której zespół ekspertów przedstawił nowe propozycje rozwišzań, nie sposób jednak oprzeć się wrażeniu, że jego członkowie nadal z niedowierzaniem przyjmujš oczywistš prawdę, że gra o kredyty frankowe jest grš o sumie zerowej: jeżeli wygra jedna strona, to kosztem drugiej. Dlatego też przedstawione propozycje sš na tyle płynne i ogólne, żeby każdy mógł sobie, jak z restauracyjnego menu, wybrać ulubione danie, co zapewne miało na celu podtrzymanie iluzji, że jeżeli się dobrze postaramy, to z całej sytuacji możemy wyjœć bez szwanku. No, może z pewnymi konsekwencjami dla banków, które wszak na kredytach frankowych zarobiły krocie, a zatem byłaby to dla nich słuszna kara.

Przedstawiajšc nowe propozycje, członkowie zespołu nie potrafili jednak ukryć pewnego zakłopotania wynikajšcego ze œwiadomoœci, że nie sš one przekonujšce. Sami zresztš nie mieli pewnoœci, czy proponowane rozwišzania majš formę projektu ustawy, założeń do ustawy czy też w ogóle sš z legislacjš luŸno zwišzane.

Mętnie zaprezentowane cztery warianty ustalania kursu sprawiedliwego nie sš tu może najważniejsze. Ważniejsze jest to, że eksperci praktycznie rzecz bioršc nie odnieœli się do kosztów proponowanych rozwišzań, stwierdzajšc, że nie wiadomo, które warianty przewalutowania zostanš wybrane, a zatem i oszacowanie ich kosztów nie jest na tym etapie możliwe. Zakładajšc jednak, tak jak członkowie zespołu, że racjonalni frankowicze będš wybierali warianty najbardziej dla siebie korzystne, to równoczeœnie musimy przyjšć, że będš to warianty najbardziej kosztowne dla banków. Oznaczałoby to, że koszty przewalutowania będš kształtowały się raczej w pobliżu górnej granicy szacunków sporzšdzonych przez KNF. Gdyby jednak nawet tak nie było, to nadal nie wiemy, co prezydenccy eksperci chcš zrobić z tymi kosztami.

Na czym polega kłopot z przewalutowaniem

W trakcie konferencji dowiedzieliœmy się ogólnie, że koszty te zostanš rozłożone w czasie (na 30 lat) oraz (lub) wykorzystane zostanš w tym celu techniki sekurytyzacyjne. Nie wiedzšc, jak w szczegółach miałyby wyglšdać te rozwišzania, trudno dokonać ich oceny.

Już jednak podstawowa wiedza podręcznikowa pozwala stwierdzić, że eksperci nadal nie rozumiejš, na czym tak naprawdę polega problem przewalutowania kredytów walutowych. A polega on przede wszystkim na tym, że dziœ w bilansach banków mamy po stronie aktywów kredyty denominowane we frankach, których wartoœć jest aktualizowana wraz ze zmianš kursu, a w pasywach zobowišzania we frankach (w ten sposób zabezpieczone jest 65 proc. kredytów walutowych, pozostałe 35 proc. jest zabezpieczone instrumentami pochodnymi), których wartoœć bilansowa również jest aktualizowana w podobny sposób.

Załóżmy, że kredytobiorca zacišgnšł kredyt denominowany we frankach na kwotę 100 tys. franków, kiedy kurs franka wynosił 2,5 zł. Załóżmy ponadto, że do dziœ spłacił 20 tys. franków, a zatem jego zadłużenie wynosi 80 tys. franków. Jeżeli dziœ za jednego franka trzeba zapłacić 4 zł, to wykazana w księgach banku wartoœć kredytu wynosi 320 tys. zł. Gdyby przewalutowanie miało być dokonane według kursu z dnia zacišgnięcia kredytu, to wartoœć kredytu zostałaby obniżona do 200 tys. zł, czyli byłaby niższa niż wykazana w bilansie banku o 120 tys. zł. – No, dobrze – powie ktoœ. – To nadal sš tylko zapisy księgowe.

Otóż nie! Dokonujšc przewalutowania, bank równoczeœnie musiałby zacišgnšć kredyt w wysokoœci 320 tys. zł, kupić na rynku franki po 4 zł, spłacić kredyt, który zacišgnšł we frankach, doprowadzajšc tym samym do wymaganego regulacjami nadzorczymi pokrycia kredytu złotowego zobowišzaniami w tej samej walucie.

Po przeprowadzeniu tych operacji mielibyœmy niedobór wartoœci aktywów w wysokoœci 120 tys. zł. Co można by robić z tš kwotš? Sš dwie możliwoœci: potraktować jako stratę pokrywanš z zysków lat następnych lub też pomniejszyć o jej wartoœć kapitały własne. Jeżeli strata ta byłaby pokrywana z zysków lat następnych, to budżet co najmniej na kilka lat (według KNF szeœć lat) musiałby zapomnieć o podatku dochodowym oraz dywidendach od banków.

W drugim przypadku mogłoby się okazać, że częœć banków ma niewystarczajšce, a nawet ujemne, kapitały własne. Oznaczałoby to koniecznoœć ich dokapitalizowania lub likwidacji. Według szacunków KNF zagrożonych byłoby szeœć banków (w trzech bankach kapitały własne byłyby ujemne), w których wartoœć depozytów sektora niefinansowego wynosi ponad 220 mld zł, a depozytów gwarantowanych około 145 mld zł.

Jak w tej sytuacji mogłyby być zastosowane wspomniane przez ekspertów rozwišzania mówišce o rozłożeniu tych strat w czasie lub wykorzystaniu techniki sekurytyzacji? Pomijajšc już niezgodnoœć z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczoœci Finansowej, które raczej opierajš się na filozofii pomniejszania dzisiejszych wyników finansowych o możliwe straty wynikajšce z utraty wartoœci aktywów w przyszłoœci, żadne zabiegi księgowe nie sš w stanie zmienić rzeczywistoœci.

Przewalutowanie kredytów według kursu złotego słabszego niż kurs z dnia udzielenia kredytu musiałoby mieć negatywne konsekwencje finansowe dla banków. Oczywiœcie ich skala byłaby tym większa, im większa byłaby różnica pomiędzy kursem przewalutowania a bieżšcym kursem franka w dniu przewalutowania. Te negatywne skutki musiałyby być ujęte w księgach banków natychmiast i nie da się ich rozłożyć w czasie.

Nie wiadomo też, w jaki sposób do rozwišzania problemu miałyby być wykorzystane techniki sekurytyzacyjne. Czy przedmiotem sekurytyzacji miałyby być kredyty walutowe? To również nie rozwišzuje problemu, gdyż tak czy inaczej ich wartoœć musiałaby być obniżona o różnicę między kursem przewalutowania a kursem z dnia zacišgnięcia kredytu.

Rozłożenie kosztów w czasie czy sekurytyzacja nie rozwišzujš zatem problemu. Pozostaje więc zastosowanie jakiejœ nowej techniki nieznanej współczesnym finansom. Być może jakieœ nowatorskie rozwišzania zostanš wymyœlone po zmianie kierownictwa Komisji Nadzoru Finansowego, które, jak się spekuluje, majš objšć osoby zwišzane ze SKOK-ami. Nowatorskie rozwišzania zastosowane w SKOK-ach kosztowały Bankowy Fundusz Gwarancyjny 4 mld zł. Ile kosztowałyby niestandardowe rozwišzania zastosowane w odniesieniu do kredytów walutowych? Tego dziœ nie wiemy, ale zapewne dużo.

Problem należało rozwišzać osiem lat temu

Kredyty frankowe okazały się pułapkš, w którš zaplštał się przede wszystkim prezydent Duda, który goršczkowo poszukuje sposobu na spełnienie przedwyborczych obietnic. W pułapce znaleŸli się także prezydenccy eksperci, którzy podjęli się niewykonalnego zadania stworzenia takich rozwišzań, które umożliwiłyby realizację przedwyborczych obietnic prezydenta.

W pułapce znaleŸli się także bezpoœrednio zainteresowani, czyli kredytobiorcy i banki. Trudno zrozumieć, dlaczego przez osiem lat nie podjęto żadnych działań, które umożliwiłyby wprowadzenie kompromisowych rozwišzań. Przecież problem kredytów bankowych nie pojawił się 15 stycznia 2015 r. (gdy ostro podrożał frank – red.). Ten problem był już widoczny na przełomie lat 2008–2009, kiedy złoty osłabił się gwałtownie. Od wrzeœnia 2008 do marca 2009 r. frank wzmocnił się w stosunku do złotego o 50 proc. 15 stycznia 2015 r. frank wzmocnił się w stosunku do złotego o 16 proc.

Prof. dr hab. Jan Czekaj wykłada na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie i Wyższej Szkole Ekonomii i Informatyki w Krakowie

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL