Opinie

W referendum prezydent mógł zapytać, czy chcemy być młodzi i zdrowi - pisze Paweł Bała

Prezydent Andrzej Duda
KPRP/ Jakub Szymczuk
Zagwarantowanie określonych świadczeń ekonomicznych w konstytucji, bez oglądania się na możliwości fiskalne, to pyszne przeświadczenie prawodawcy, że jest w stanie kreować rzeczywistość wbrew prawom rządzącym światem – uważa adwokat Paweł Bała.

Andrzej Duda, prezydent RP, zapowiedział w ubiegłym roku referendum konsultacyjne dotyczące zmiany polskiej ustawy zasadniczej. Założenia miały być iście nowatorskie, bo suweren miał się wypowiedzieć nie co do gotowego projektu ustawy zasadniczej, jak czynił to w przeszłości, lecz co do kierunków korekty najważniejszego aktu prawnego. Procedurę zmiany poprzedzono licznymi spotkaniami w całej Polsce. Pierwsze z nich miało miejsce przeszło pół roku temu w Rzeszowie. Brałem w nim udział jako obserwator. 12 czerwca 2018 r. Prezydent RP zaproponował zestaw 15 pytań dotyczących reformy ustrojowej państwa, która ma znaleźć odbicie w nowym kształcie Konstytucji RP.

Sposoby są różne

Konstytucje pisane, których koncepcja przypisywana jest tradycji prawnej oświecenia, powstają rożną drogą. W XX wieku najczęściej jako dorobek prawotwórczy wybieralnych gremiów, złożonych z przedstawicieli narodu – czyli w praktyce obywateli danego państwa.

Proces ustrojotwórczy może jednak zakładać udział suwerena poprzez formy demokracji bezpośredniej, takie jak referendum.

Pytania w referendum, co do zasady, cechuje dość duży poziom ogólności, co jest zrozumiałe, gdyż poruszane w nim są kwestie stricte ustrojowe, ekonomiczne i społeczne, które znajdują swoje przełożenie na język prawny. W odniesieniu do 15 pytań zaproponowanych przez prezydenta RP, o dość zróżnicowanym stopniu ogólności i materii, chciałbym odnieść się – nie ukrywam, że krytycznie – do trzech wybranych.

Zabrakło logiki w konstrukcji

Pierwsze pytanie, wymagające komentarza, a właściwie dwa przedmiotowo bliźniacze (odpowiednio nr 7 i 9 według listy zaproponowanej przez prezydenta RP), dotyczą członkostwa Rzeczypospolitej Polskiej w organizacjach międzynarodowych, Unii Europejskiej i NATO („Czy jest Pani/Pan za konstytucyjnym zagwarantowaniem członkostwa Rzeczypospolitej Polskiej w Unii Europejskiej i odpowiednio NATO?").

Pytania te zostały źle skonstruowane pod względem logicznym – abstrahując od podstaw traktatowych, które mogą przewidywać wykluczenie państwa członkowskiego ze struktur organizacji międzynarodowych (a podstawy te nie są niezmienne) – Rzeczpospolita Polska nie może jednostronnie gwarantować sobie udziału w organizacji międzynarodowej wbrew decyzjom innych członków układów międzynarodowych.

Możemy wyobrazić sobie zawieszenie w prawach, nawet wykluczenie naszego kraju z tych organizacji, na które strona polska nie będzie miała wpływu. Czy w takiej sytuacji konstytucyjne organy oskarżą partnerów międzynarodowych o naruszenie norm polskiej ustawy zasadniczej?

Dodatkowo, tego typu postanowienia ustawy zasadniczej słusznie mogą się kojarzyć z „umacnianiem przyjaźni i współpracy z Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich i innymi państwami socjalistycznymi", co gwarantowała znowelizowana Konstytucja PRL z 1952 r. (ustawą z 10 lutego 1976 r. o zmianie Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej; DzU z 1976 r. nr 5, poz. 29). Umówmy się jednak, że te dywagacje prawnicze cechuje dość duży poziom apriorycznej abstrakcji.

Dwa następne pytania (nr 5 i 6) dotyczą kwestii stricte socjalnych, mianowicie: „Czy jest Pani/Pan za konstytucyjnym zagwarantowaniem szczególnego wsparcia dla rodziny, polegającego na wprowadzeniu zasady nienaruszalności praw nabytych (takich jak świadczenia „500+")?

Czy jest Pani/Pan za zagwarantowaniem w Konstytucji RP szczególnej ochrony prawa do emerytury dla kobiet od 60. roku życia, a dla mężczyzn od 65. roku życia?".

Kwestie, o których mowa w tych pytaniach, mogą dotyczyć spraw bardziej doniosłych społecznie w skutkach, niż dotyczące udziału w organizacjach międzynarodowych. Mogą stworzyć sytuację konstytucyjnej ochrony prawnej dla określonych świadczeń socjalnych, i to gwarantowanych ustawowo (tzw. 500+).

Zauważmy przy tym, że nawet tzw. koalicja czterech partii, która doprowadziła do uchwalenia obowiązującej konstytucji z 1997 r., a którą cechowała socjalna wizja państwa, nie zdecydowała się na gwarancje tak dalece obciążające finanse publiczne (zdecydowano o zastosowaniu w Konstytucji RP „półśrodków", tzw. norm programowych).

Wydatki muszą mieć pokrycie w dochodach

W pierwszej kolejności odwróceniem relacji wynikających z hierarchicznej struktury aktów prawa powszechnie obowiązującego będzie stan, w którym norma ustawy zasadniczej stanowi, jeżeli nie rozwinięcie, to gwarancję normy rangi ustawowej. W tym przypadku wynikającej z ustawy z 11 lutego 2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci (tzw. „500+"). W takiej sytuacji to ustawa będzie kształtowała normy konstytucyjne, a nie odwrotnie. Po wtóre, gwarancja ta może mieć rangę konstytucyjnej, a więc „najmocniejszej" w obowiązującym systemie prawa. Nie można jednak nie zauważyć konieczności ekonomicznych gwarancji praw ustanowionych przez państwa.

Niemiecki filozof Oswald Spengler stwierdził, że „żaden tekst konstytucji nie zna pieniądza jako wielkości politycznej – teksty te zawierają czyste teorie". Twierdzenie to będzie najlepszym komentarzem omawianej propozycji zmiany ustawy zasadniczej.

Powinno być oczywiste, że realizacja określonych praw socjalnych o charakterze roszczeniowym musi mieć pokrycie w dochodach państwa, a te w możliwościach fiskalnych aparatu skarbowego. Innymi słowy, możliwość wypłaty określonych świadczeń ze strony państwa musi być zabezpieczona uprzednimi wpływami do budżetu państwa. Struktura demograficzna uczestników rynku pracy jest powszechnie znana i liczba płatników składek z roku na rok maleje, liczba uprawnionych do świadczeń rośnie, a Fundusz Ubezpieczeń Społecznych już dawno stracił zdolność samobilansowania się.

Zaklinanie rzeczywistości, próba zmiany praw ekonomii i demografii za pomocą ustawy i zagwarantowanie konstytucyjnie określonych świadczeń ekonomicznych, bez oglądania się na możliwości fiskalne, to nic innego jak woluntaryzm prawny przechodzący w pyszne przeświadczenie prawodawcy, iż jest w stanie aktem prawotwórczym kreować rzeczywistość, wbrew obiektywnym prawom rządzącym światem. Takie założenie obce jest chrześcijańskiej nauce o państwie, a bliższe heglowskiemu ujęciu „wszechmocnego" państwa.

Możliwość zmiany ustawy zasadniczej w opisanym kierunku to także tworzenie niebywale niebezpiecznej pułapki dla pokolenia dzisiejszych 30- i 40-latków. To ono będzie zmuszone realizować wspomniane przywileje socjalne. Nie będzie to przejawem solidarności pokoleń (umowy pokoleniowej), którą lansuje tak ochoczo doktryna prawa pracy, lecz przejawem skrajnego egoizmu pokolenia, które w chwili obecnej dysponuje przewagą liczebną przy urnach.

Autor jest dr nauk prawnych, konstytucjonalistą

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL