Opinie

Timmermans w drodze do Luksemburga - komentuje Tomasz Pietryga

AFP
Chyba jedynym ożywczym fragmentem środowej debaty w Parlamencie Europejskim nad praworządnością w Polsce był lapsus Fransa Timmermansa, który stwierdził, że będzie o niej wkrótce rozmawiał w Moskwie. Mimo że pomyłkę szybko sprostował, dał pole do złośliwości.

Debata cieszyła się małym zainteresowaniem europosłów i trwała niecałą godzinę. Mogło pojawić się odczucie déja vu, bo padały dokładnie te same zarzuty i argumenty co kilka miesięcy temu. Temperatura sporu o praworządność jednak nie spadła ani o stopień. Mogą więc dziwić padające w ostatnich tygodniach deklaracje i oświadczenia zarówno polityków PiS, jak i przedstawicieli KE o dialogu, postępie w negocjacjach i że spór jest bliski wygaszenia. Jakby były wypowiadane w innej rzeczywistości.

Spór ten to dziś występ głównego aktora Fransa Timmermansa i wtórujących mu w środę przedstawicieli liberalnych frakcji w PE oraz polskiej opozycji. Holender jak mantrę powtarzał stare zarzuty, m.in. o upolitycznieniu Trybunału Konstytucyjnego, KRS i SN, o zbyt dużej władzy polityków nad sędziami czy o tzw. skardze nadzwyczajnej. Podkreślał stanowczo, że kwestia praworządności to nie „koński targ", aby można było ją negocjować. Nie można grać w piłkę [na unijnym boisku], gdy się nie przestrzega zasad – konkludował.

Taka postawa wskazuje wyraźnie, że ustępstwa PiS poczynione w ostatnich tygodniach to zdecydowanie za mało, aby spór zakończyć. Zwłaszcza że zagrożony jest, jak to ujął wtórujący Timmermansowi polski europoseł Janusz Lewandowski, „ostatni bastion" niezależnego sądownictwa – Sąd Najwyższy. 3 lipca wejdzie w życie kolejny rozdział reformy tej instytucji i w stan spoczynku odesłanych zostanie kilkunastu sędziów SN, w tym pierwsza prezes.

Zapewne zaplanowana na najbliższy poniedziałek wizyta Holendra w Polsce będzie poświęcona właśnie temu wydarzeniu. Choć wydaje się, że doświadczony ponad dwuletnią batalią z PiS Timmermans wie, że nic w tej sprawie już nie wskóra. Bo dla Jarosława Kaczyńskiego krok w tył w sprawie SN byłby politycznym strzałem w stopę. Wyborcy tego nie zrozumieją.

Co nas zatem czeka w najbliższym czasie? Debata niewątpliwe była przygotowaniem gruntu pod wystąpienie KE do Trybunału w Luksemburgu, aby ten zawiesił w trybie pilnym przepisy odsyłające sędziów SN w stan spoczynku. Podobny manewr był już stosowany podczas wycinki próchniejących drzew w Puszczy Białowieskiej.

Tylko czy to zatrzyma PiS? Chyba nie wierzą w to nawet sami sędziowie SN. Kilkunastu z nich zwróciło się do prezydenta o przedłużenie możliwości orzekania zgodnie z rygorem nowej ustawy. Wszystko wskazuje więc na to, że polityczny spór o praworządność w Polsce potrwa jeszcze długo.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL