Opinie

Komitety audytu się nie przyjmą

123RF
Kto może, albo nie powołuje rad nadzorczych, albo marginalizuje ich działania. Skoro więc rady się nie przyjęły, dlaczego mają się przyjąć działające w ich ramach komitety audytu?

Dosłownie za kilka dni, bo 21 czerwca, wejdą w życie długo oczekiwane przepisy zmieniające życie biegłych rewidentów, firm audytorskich i ich samorządu. Niejako przy okazji znowelizowano również zasady funkcjonowania komitetów audytu w jednostkach zainteresowania publicznego, a więc m.in. w spółkach giełdowych z rynku podstawowego.

Dla niewtajemniczonych: komitety audytu to ciało działające w ramach rady nadzorczej, powoływane w celu realizacji konkretnych zadań (mają nie tylko sprawować nadzór nad sprawozdawczością finansową w firmie, ale też np. odpowiadać za wybór biegłego rewidenta – red.). Wszystko to oznacza, że rewolucję przejdą nie tylko biegli rewidenci, firmy audytorskie i ich samorządy, ale również rady nadzorcze.

Rady będą zaskoczone

Jeżeli jeszcze kilka miesięcy temu wielu radom nadzorczym wydawało się, że żadne zmiany w ich działaniu nie zajdą, to wielokrotne publikacje (w tym autora tego tekstu) zapewne uświadomiły członkom rad, że coś się jednak musi zmienić. Paradoksalnie, mimo że często jestem orędownikiem profesjonalnych rad nadzorczych, nie wierzę w żadne rewolucje, nie wierzę, że komitety audytu się w Polsce przyjmą. I to co najmniej z kilku powodów.

Po pierwsze, same rady nadzorcze, czyli również komitety audytu, są obecnie w wielu spółkach zupełnie niepotrzebne. Generalnie rad nadzorczych się unika i kto może, albo ich nie powołuje, albo marginalizuje ich działania.

Po drugie, radom nadzorczym (i oczywiście komitetom audytu) nie płaci się lub płaci symbolicznie, a zatem – z wzajemnością – członkowie rad nadzorczych nie angażują się wcale lub angażują się symbolicznie. Bo czy 200 zł miesięcznie to właściwa kwota dla członka rady nadzorczej dużej spółki giełdowej?

Po trzecie, posiadanie jakiegokolwiek majątku (nawet mieszkania czy domu) powinno zniechęcić do zasiadania w komitecie audytu spółki giełdowej. Dziś nie wiadomo, jakie kary będą faktycznie wymierzane, ale maksymalna kwota kary administracyjnej w wysokości 250 tys. na każdym zrobi wrażenie.

Po czwarte, nawet najskuteczniejszy komitet audytu lub jego przewodniczący może napotkać opór ze strony innych członków rady/zarządu/akcjonariuszy (niepotrzebne skreślić), co w konsekwencji może sparaliżować działanie komitetu, by tylko wymienić najmniej dotkliwą uciążliwość.

Po piąte, nie ma „na rynku" dostępnych kilkuset chętnych, którzy – prawie natychmiast – podejmą wyzwanie zasiadania w komitecie audytu. Tym bardziej że nie mamy wypracowanych tzw. dobrych praktyk, nie mamy nawet „złych praktyk".

Zły PR wokół rad

Po szóste, od dłuższego czasu wokół rad nadzorczych obserwujemy „zły PR". Nie zachęca on profesjonalistów do podejmowania działań w tym obszarze.

I wreszcie po siódme, skoro rady nadzorcze nie przyjmują się od lat, to dlaczego teraz mają się przyjąć komitety audytu? Już raz w 2009 roku pierwszy test został oblany – ówczesne wytyczne dotyczące komitetów audytu nie są stosowane przez cztery piąte spółek.

Ktoś powie, że jestem pesymistą. I tak zapewne jest. Lecz trudno odnaleźć choć odrobinę optymizmu, gdy mamy aż siedem kamieni milowych do pokonania. I to tylko w cztery miesiące. I jak to zrobić, gdy rad nadzorczych nikt nie chce?

Autor jest biegłym rewidentem, twórcą serwisu NadzorKorporacyjny.pl

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL