Opinie

Tumidalski o obcięciu pensji samorządowców: Skromność to trudna sztuka

Bloomberg
Skromność, o której wspominał Jarosław Kaczyński, obwieszczając parlamentarzystom i samorządowcom, że wkrótce będą zarabiać mniej, to nie tylko życie na niewygórowanym poziomie.

Słowniki podpowiadają nam i inne znaczenia tego pojęcia.Jest to też na przykład cecha kogoś, kto się nie wywyższa i nie dba o rozgłos oraz uznanie innych. Jeśli tak rozumieć wezwanie do bycia skromnym, to już publiczne jego wygłaszanie tego kryterium nie spełniło. Przecież chodzi o to, by wszyscy dostrzegli głównie tego, który chce, by było skromnie. Czyli była to raczej fałszywa skromność.

W samorządzie terytorialnym nie zarabia się kokosów. Dla osób dobrze zorganizowanych życiowo, prowadzących dobry biznes i mających chęć zrobić coś dobrego dla lokalnej społeczności dieta radnego czy nawet pensja wójta lub burmistrza to nie jest szczyt marzeń. Podobnie jak praca dla rządu. Pewien minister sprawiedliwości, znany prawnik, gdy oddawał władzę swemu następcy – też dobrze znanemu – powiedział mu: za czas ministrowania twój PIT będzie kilka razy niższy od dotychczasowych.

Dobrze, jeśli do władzy idą ludzie chcący zrealizować się publicznie, robić coś dobrego dla innych. Należy im się za to nagroda w postaci godziwej pensji od podatników. Oni widzą, kto przykłada się do pracy, a kto tylko ją markuje. Pensje urzędników w Rosji nie należą do wysokich – w przeciwieństwie do majątków osób sprawujących władzę. I wciąż słychać oskarżenia o korupcję.

Władza to coś więcej niż pieniądze. W wymiarze państw to wpływ na pomyślność kraju, a nawet bieg historii, ale dużo częściej – to bieżące kontakty i doraźnie zawierane układy oraz interesy. Wpływu na ten wymiar uprawiania polityki jakoś nikomu z dotychczasowych rządzących nie udało się ukrócić. I żadna obniżka płac w tym nie pomoże, bo władza to możliwość skierowania kogoś z odcinka politycznego na biznesowy. Spółek Skarbu Państwa przecież mamy wiele i nigdy nie brakowało w nich partyjnych nominatów. O zakończeniu tego procederu jednak jakoś nie słychać.

Obniżka pensji ludzi władzy – jak to brzmi! Ludzie są za, z sondaży wynika, że najlepiej, by poseł zarabiał średnią krajową – niech pozna smak życia za marny grosz. Jednak to populizm. Sprawowanie urzędu, jeśli traktować je poważnie, to ciężka praca i odpowiedzialność warta więcej niż obecne pensje. A ich obniżka, przynajmniej w samorządzie, może się nie udać. Te pensje co roku ustala uchwała budżetowa w każdym samorządzie. Dzisiaj wójt czy burmistrz może zarabiać najwyżej 8,8 tysiąca złotych na rękę, nie licząc trzynastek i nagród. Gdyby wprowadzić zapowiadaną obniżkę, byłoby to około 7,5 tysiąca. Ale skąd pewność, że rada zatwierdzi taką obniżkę?

A zapisanie nowych limitów w rozporządzeniu, a nie ustawie, na pierwszy rzut oka wydaje się naruszać konstytucję. Nie najlepiej to świadczy o przygotowujących przepisy. Chyba że w tym wypadku „skromność" to cecha kogoś, kto nie ma wygórowanego mniemania o sobie. Ale to się raczej w tym wypadku nie zgadza... ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL