Dlaczego młodzi boją się bezpośredniej rozmowy z rekruterem

aktualizacja: 17.05.2017, 12:17
Foto: materiały prasowe

Coraz częściej napotykam wśród młodych kandydatów (23–25 lat) opór przed spotkaniem w cztery oczy. Najczęstszym tłumaczeniem jest oczywiście brak czasu ze względu na pracę.

REDAKCJA POLECA
23.05.2017
Ile można zarobić na stażu w banku?
kariera
Jak przekonać szefa do awansu?

Potrafię być jednak bardzo elastyczny i proponuję godziny wieczorne czy wręcz sobotę – w szczególności osobom spoza Warszawy. Nie mam również problemu z udaniem się w okolice pracy kandydata, aby wykorzystać jego przerwę obiadową na zamienienie z nim kilku słów w pobliskiej kawiarni.

Uważam bowiem, że bezpośrednie spotkanie i rozmowa z kandydatem są absolutnie niezbędne do jego poważnej oceny. To po prostu klucz do sukcesu mojej pracy head huntera.

Młodzi ludzie unikają jednak takich spotkań i prą za wszelką cenę do przeprowadzenia wywiadu przez telefon. Co gorsze, nie godzą się również na rozmowy poprzez Skype'a, zrzucając to na karb braku stosownego oprogramowania (żart!) lub też kamerki w laptopie. Na stwierdzenie, że nie potrzebują laptopa, gdyż w każdym smartfonie jest kamerka, a ściągnięcie oprogramowania Skype'a trwa dwie minuty, najczęściej reagują przysłowiowym odłożeniem słuchawki i wyłączeniem telefonu.

Zacząłem się więc poważnie zastanawiać nad tym, czy to ze mną jest coś nie tak , czy może mam zbyt groźny wygląd na zdjęciu na stronie firmowej. Skąd te obawy młodych wobec spotkań?

Według mnie podstawowym problemem jest to, że młodzi ludzie mają problem z wysławianiem się. Szkoła przyzwyczaiła ich do wyrażania myśli zgodnie z wyznaczonym kluczem, kasując w ten sposób dużą część kreatywności i możliwości ćwiczenia elokwencji. W relacjach z rówieśnikami czują się swobodnie, używając swoich skrótów myślowych i współczesnej internetowej nowomowy. Ze starszym, bardziej doświadczonym życiowo rozmówcą nie potrafią sobie poradzić, gdyż są świadomi ogromnych różnic, jakie ich dzielą.

Rozmowa telefoniczna daje im pewną swobodę, gdyż mogą w tym czasie wspierać się całą zawartością internetu (a w wyszukiwaniu odpowiedzi w sieci akurat dzisiejsza młodzież jest bezkonkurencyjna). Nie da się równie zobaczyć ich zażenowania czy też wstydu po słabej wypowiedzi. No i można po prostu przerwać rozmowę w dowolnym momencie, kończąc tę męczarnię oraz paradę wstydu.

Kolejną ważną przyczyną jest najzwyczajniej pospolite lenistwo. Niestety, młodzież jest przyzwyczajona do tego, że jednym kliknięciem, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, może się znaleźć w dowolnym miejscu na Ziemi lub też zamówić, cokolwiek im wpadnie w oko i na co mają akurat „hajs" (dla niewtajemniczonych to słowo oznacza pieniądze). Nie będzie jakaś tam rozmowa kwalifikacyjna wyciągać ich ze strefy komfortu, skoro wczoraj na czacie rozmawiali z ludźmi oddalonymi o tysiące kilometrów. Bez wychodzenia z fotela. Można? Można!

Takie zachowania młodzieży w połączeniu z gwałtownie rosnącymi brakami kadrowymi na rynku są bardzo niepokojące. Te dwa czynniki wymuszą na firmach dokonywanie zmian, które wcale nie będą służyły ich dynamicznemu rozwojowi. Ale może właśnie o to chodzi, żeby rynek trochę zwolnił...

POLECAMY

KOMENTARZE