Opinie

Tomasz Pietryga o komisji reprywatyzacyjnej

Tomasz Pietryga
Rozliczenie tzw. dzikiej reprywatyzacji w Warszawie nabiera rozpędu. W czwartek na czele komisji weryfikacyjnej badającej reprywatyzacyjne nieprawidłowości stanął wiceminister Patryk Jaki. Ten, który zasłynął bezkompromisowością w walce z sędziowskimi układami. Gwarantuje on rozgłos i rozmach przedsięwzięcia.

Nominacji towarzyszył szczęk kajdanek zatrzaskiwanych na nadgarstkach kolejnych prawników podejrzanych o reprywatyzacyjne oszustwa. I informacja, że działania komisji nie będą tylko „teoretyczne". Ma to zagwarantować rozporządzenie Zbigniewa Ziobry, które zobowiązuje sądy w całym kraju do współpracy z komisją. Temida ma bezzwłocznie reagować, sankcjonując np. cofnięcie decyzji reprywatyzacyjnych czy blokując przejmowanie kolejnych kamienic.

Z politycznego punktu widzenia sprawa została więc dopięta na ostatni guzik. Bo nie ulega wątpliwości, że głównym zadaniem komisji będzie zrobienie szumu wokół reprywatyzacyjnych patologii oraz ostateczne zatopienie Hanny Gronkiewicz-Waltz. I może jeszcze kilku jej partyjnych kolegów. Zresztą polityczny los pani prezydent został przesądzony już wcześniej. Obciąża ją nie tylko brak reakcji na patologie w Warszawie, ale również niejasności przy przejęciu jednej z kamienic przez jej najbliższą rodzinę. Komisja przypieczętuje zapewne jej upadek, starając się dodatkowo jak najbardziej obciążyć rachunek Platformy Obywatelskiej. Jeżeli przy okazji komisji Jakiego uda się jednak udowodnić, że w stolicy istniał polityczno-prawniczo-urzędniczy układ, odniesie wielki sukces i zupełnie zasłużenie zdobędzie polityczne punkty. Czy jest to prawdopodobne? Raczej stawiałbym na ustalenia prokuratury i Centralnego Biura Antykorupcyjnego, instytucji wyspecjalizowanych w prowadzeniu takich spraw.

Nie miejmy natomiast złudzeń: komisja nie wyjaśni wszystkich reprywatyzacyjnych patologii, nie wyrówna też jednocześnie krzywd ofiarom czyścicieli kamienic. Takie deklaracje to czysta fantastyka, bo reprywatyzacja w stolicy to ponad cztery tysiące decyzji wykutych na zawiłych stanach prawnych w postępowaniach, które toczyły się dekadami. Aby prześwietlić je wszystkie, komisja złożona z dziewięciu osób plus społecznej rady musiałaby pracować non stop pewnie przez 40 lat, bez gwarancji na końcowy sukces.

I to wydaje się najsłabszym punktem przedsięwzięcia. Szkoda, że PiS kieruje dziś całą energię na polityczną rozgrywkę, odsuwając od siebie konieczność systemowego i realnego rozwiązania problemu reprywatyzacji nie tylko w stolicy, ale w całym kraju.

Polska jest jedynym krajem Europy Środkowo-Wschodniej, który przez blisko trzy dekady nie przyjął ustawy reprywatyzacyjnej. Tym samym nie rozliczył się ostatecznie z przeszłością PRL. Działanie żadnej komisji nie przykryje tego wstydliwego faktu.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL