Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Zapowiedzi uregulowania rynku mediów

Piotr Schramm, Partner w Kancelarii Gessel
materiały prasowe
No to w końcu kapitał ma czy nie ma narodowoœci? I dalej – jak to jest z tymi pieniędzmi, œmierdzš czy nie œmierdzš?

Negatywnš, ale i immanentnš specyfikš polityki – nie tylko polskiej – jest składanie przez polityków niewykonalnych deklaracji, co do czego muszš przecież Oni zdawać sobie sprawę. Często deklaracji nie tylko głupich, ale składanych kontra suwerenowi, na którego się jakże mocno powołujš. Deklaracji niewykonalnych – czy to z braku œrodków finansowych, czy możliwoœci infrastrukturalnych lub po prostu dlatego, że nie pozwala na to prawo. A warto przypomnieć (szczególnie w dobie, gdy częœć komentatorów traktuje Brukselę jako ciało obce, jako czyste Zło), że prawo, do którego musimy się stosować, to nie tylko przyjmowane przez Sejm ustawy. To również orzeczenia sšdowe (w aspekcie możliwych do przewidzenia orzeczeń w podobnych sprawach) oraz unijne normy, w tym jedna z ważniejszych – czyli zasada swobodnego przepływu kapitału.

Z tego też m.in. powodu zapowiadanš jeszcze w czasie kampanii wyborczej 2015 obietnicę repolonizacji mediów uważam za niewykonalnš – przynajmniej w kształcie, o jakim mówiš politycy PiS. Nie znajdziemy podstawy w postaci zagrożenia bezpieczeństwa publicznego przez „niemieckie media", jak to się dziœ mówi po prawicowej stronie. Nie trzeba być wybitnym specjalistš instytucji wspólnotowych, by wiedzieć, że swoboda przepływu kapitału jest jednym z fundamentów Unii Europejskiej. Pomysł, by podważyć tę zasadę na poziomie krajowego prawodawstwa - jest dalece groŸny. A w ostatecznym rozrachunku niewštpliwie szkodliwy dla kraju, który na takie rozwišzanie się decyduje. Komisja Europejska bez wštpienia zakwestionuje przepis, który dosłownie lub w sposób dorozumiany będzie preferował polski kapitał – na rynku medialnym czy jakimkolwiek innym.

Ministerstwo Kultury zapowiedziało, że do wakacji przedstawi projekt ustawy porzšdkujšcej rynek mediów. Taka ustawa jest potrzebna, ale obawiam się, że energia autorów może pójœć w nieodpowiednim kierunku. Przepisy antykoncentracyjne to dobry pomysł, lecz nie mogš one powstawać pod presjš krajowej polityki i ksenofobicznych uprzedzeń. A co z kwestiš, której rozwišzanie od dawna postulujš dziennikarze i lokalni wydawcy? Chodzi o wydawanie przez gminy własnych gazetek, które sš folderami reklamowymi polityków, finansowanymi z naszych kieszeni, a przy okazji uderzajš mocno w niezależne media. Jak na razie każdy kolejny rzšd jest głuchy na postulaty zmiany tej sfery.

Partia PiS, mówišc o repolonizacji rynku mediów wzorem Francji czy Niemiec, wprowadza Polaków w błšd. Oczywiœcie nie po raz pierwszy. Przepisy regulujšce ten rynek (notabene o wiele łagodniejsze, niż chce rzšdzšca obecnie partia) powstawały w zupełnie innych warunkach. Po to mianowicie, aby chronić strukturę rynku, z silnymi rodzimymi, już istniejšcymi wydawnictwami. W Polsce silne wydawnictwa to zagraniczny kapitał. Dlatego, że rodzimy kapitał nie mógł bšdŸ nie chciał inwestować w tytuły, często będšce na krawędzi finansowego bankructwa.

Manipulacjš po wtóre jest wmawianie, że co do zasady zagraniczni wydawcy realizujš w Polsce swoje polityczne cele, oczywiœcie wrogie obecnej władzy. Trzeba również zauważać, iż media nie sš po to, aby sprzyjały władzy, więc nawet jeœliby wszystkie media miały kapitał polski – w żaden sposób nie byłoby pewnym, czy byłyby pro czy też kontra obecnej władzy. No może poza sytuacjš podporzšdkowania wszystkich mediów Telewizji TVP. Media to przecież pracujšcy w nich ludzie i czytelnicy oraz widzowie. Każdy ma poglšdy, które go okreœlajš – pisze, czyta, oglšda, mówi to – co jemu odpowiada, w co wierzy. Media Ringier Axel Springer Polska majš wyrazisty profil polityczny, ale nawet najbardziej podejrzliwi zwolennicy PiS będš mieli problem z doszukaniem się politycznej wrogoœci w magazynach modowych Burdy, dwu-tygodniach czy tygodnikach towarzyskich albo w regionalnych dziennikach Polskapress. Nie sposób znaleŸć zgodnej z prawem odpowiedzi na pytanie – dlaczego obecne media mocno prawicowe, majšce polskich wydawców – mogš wydawać pisma polityczne – zaœ te majšce wydawców właœcicieli zagranicznych – już nie.

Nie bardzo także wiadomo, kto miałby wydawać „zrepolonizowane" tytuły. Bardzo trudny i mało perspektywiczny rynek prasy papierowej wymaga wydawców z kapitałem i doœwiadczeniem. Można nakazać państwowym gigantom, by weszły w rolę zrepolonizowanych wydawców, ale efekt takiego działania może okazać się œmiertelny dla wielu tytułów. Oczywiœcie – skoro nie chwaliły one ani nie umacniały obecnej władzy – nie będzie to – poza pracujšcymi tam ludŸmi i czytelnikami – jak wydawałoby się, ważnymi przecież dla władzy przedstawicielami suwerena – dla nikogo powodem do troski.

Nie słyszymy, by Ministerstwo Kultury próbowało usišœć do stołu z wydawcami. A warto ich zapytać, jak postrzegajš problemy rynku mediów, jak można je rozwišzać. Obawiam się, że konsultacje mogš przebiegać tradycyjnym w Polsce w ostatnich 18 stu miesišcach, a fatalnym trybem: podmioty dostajš gotowy projekt i maksymalnie dwa tygodnie na opinie (czasem kilka dni), których to opinii nie bierze się oczywiœcie pod uwagę. Wielka szkoda, bo naprawdę jest szansa na mšdre, służšce rynkowi rozwišzania. Władza nie chce nich skorzystać.

ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL