Główne zmartwienie sułtana

aktualizacja: 19.04.2017, 19:37
Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce
Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce
Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski

Wyniki niedzielnego referendum konstytucyjnego pozwalają „mocnemu człowiekowi Turcji" Recepowi Erdoganowi zgromadzić jeszcze więcej władzy, niż miał dotychczas – i być może utrzymać ją przez kolejne kilkanaście lat.

Rządzi już od 14 lat, najpierw jako premier, potem prezydent (o formalnie ograniczonych uprawnieniach, ale faktycznie kontrolujący rząd i parlament).

Teraz przymierza się do tego, by ową nieformalną kontrolę zmienić w prezydenturę skupiającą w ręce całą władzę wykonawczą, a jednocześnie posiadającą potężne środki nacisku na władzę ustawodawczą i sądowniczą. I jak twierdzą obserwatorzy, tylko republikańską nazwą różniącą się od sułtanatu.

Trudno odmówić prezydentowi Erdoganowi ogromnych talentów politycznych, a zwłaszcza umiejętności zdobywania i mobilizowania zwolenników. Warto jednak zauważyć, że obecną pozycję zawdzięcza także niewątpliwemu sukcesowi gospodarczemu kraju. W czasie jego rządów przeciętny roczny wzrost PKB sięgał 4,5 proc. (w Polsce było to w tym samym czasie 4 proc., choć szybki wzrost liczby ludności powodował, że przeciętny dochód Turka wzrastał wolniej niż Polaka). Zwiększał się silnie eksport, napływały szerokim strumieniem inwestycje zagraniczne, po latach szaleńczego wzrostu cen inflacja spadła do poziomu jednocyfrowego.

Oczywiście prawda była też taka, że sukces gospodarczy Turcja zawdzięczała w znacznej mierze poprzednikom Erdogana, którzy opanowali ciężki kryzys z roku 2001, przeprowadzili bolesny program oszczędnościowy, ograniczyli znacznie dług zagraniczny, uzdrowili finanse kraju, ustabilizowali walutę i zliberalizowali gospodarkę. Jak to jednak często bywa, kto inny wyciągnął z ognia kasztany, a kto inny się nimi cieszył. Ale trzeba też przyznać, że mimo swojej antyliberalnej retoryki obecny prezydent umiał sprytnie zachować i wykorzystać wszystkie gospodarcze atuty, które pozostawili mu w spadku poprzednicy.

Teraz jednak to, co było jednym z głównych atutów 14 lat rządów Erdogana, może stać się jego największym zmartwieniem i zagrożeniem dla jego władzy. Problem polega na tym, że fundamenty tureckiej gospodarki są znacznie słabsze, niż się to może wydawać. Głównym zmartwieniem jest coroczny ogromny deficyt obrotów bieżących, wahający się między 5 a 10 proc. PKB. Wynika on z silnego zadłużania się za granicą tureckich firm, banków, a w mniejszym stopniu również rządu. A jego efektem jest systematycznie rosnący dług zagraniczny, dziś już wyższy w relacji do PKB, niż było w roku 2001, kiedy Turcja stała na skraju bankructwa.

Dopóki kraj cieszy się niezłą opinią wśród inwestorów, bezpośredniego zagrożenia nie ma. Wystarczy jednak jakiekolwiek załamanie nastrojów, czy to z powodów politycznych, czy ekonomicznych, by Turcja z dnia na dzień znalazła się w ciężkim kryzysie. Ale o to niech się już martwi nowy sułtan.

Witold M. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, rektor Akademii Biznesu i Finansów Vistula

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE