Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Główne zmartwienie sułtana

Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce
Fotorzepa, Radek Pasterski
Wyniki niedzielnego referendum konstytucyjnego pozwalajš „mocnemu człowiekowi Turcji" Recepowi Erdoganowi zgromadzić jeszcze więcej władzy, niż miał dotychczas – i być może utrzymać jš przez kolejne kilkanaœcie lat.

Rzšdzi już od 14 lat, najpierw jako premier, potem prezydent (o formalnie ograniczonych uprawnieniach, ale faktycznie kontrolujšcy rzšd i parlament).

Teraz przymierza się do tego, by owš nieformalnš kontrolę zmienić w prezydenturę skupiajšcš w ręce całš władzę wykonawczš, a jednoczeœnie posiadajšcš potężne œrodki nacisku na władzę ustawodawczš i sšdowniczš. I jak twierdzš obserwatorzy, tylko republikańskš nazwš różnišcš się od sułtanatu.

Trudno odmówić prezydentowi Erdoganowi ogromnych talentów politycznych, a zwłaszcza umiejętnoœci zdobywania i mobilizowania zwolenników. Warto jednak zauważyć, że obecnš pozycję zawdzięcza także niewštpliwemu sukcesowi gospodarczemu kraju. W czasie jego rzšdów przeciętny roczny wzrost PKB sięgał 4,5 proc. (w Polsce było to w tym samym czasie 4 proc., choć szybki wzrost liczby ludnoœci powodował, że przeciętny dochód Turka wzrastał wolniej niż Polaka). Zwiększał się silnie eksport, napływały szerokim strumieniem inwestycje zagraniczne, po latach szaleńczego wzrostu cen inflacja spadła do poziomu jednocyfrowego.

Oczywiœcie prawda była też taka, że sukces gospodarczy Turcja zawdzięczała w znacznej mierze poprzednikom Erdogana, którzy opanowali ciężki kryzys z roku 2001, przeprowadzili bolesny program oszczędnoœciowy, ograniczyli znacznie dług zagraniczny, uzdrowili finanse kraju, ustabilizowali walutę i zliberalizowali gospodarkę. Jak to jednak często bywa, kto inny wycišgnšł z ognia kasztany, a kto inny się nimi cieszył. Ale trzeba też przyznać, że mimo swojej antyliberalnej retoryki obecny prezydent umiał sprytnie zachować i wykorzystać wszystkie gospodarcze atuty, które pozostawili mu w spadku poprzednicy.

Teraz jednak to, co było jednym z głównych atutów 14 lat rzšdów Erdogana, może stać się jego największym zmartwieniem i zagrożeniem dla jego władzy. Problem polega na tym, że fundamenty tureckiej gospodarki sš znacznie słabsze, niż się to może wydawać. Głównym zmartwieniem jest coroczny ogromny deficyt obrotów bieżšcych, wahajšcy się między 5 a 10 proc. PKB. Wynika on z silnego zadłużania się za granicš tureckich firm, banków, a w mniejszym stopniu również rzšdu. A jego efektem jest systematycznie rosnšcy dług zagraniczny, dziœ już wyższy w relacji do PKB, niż było w roku 2001, kiedy Turcja stała na skraju bankructwa.

Dopóki kraj cieszy się niezłš opiniš wœród inwestorów, bezpoœredniego zagrożenia nie ma. Wystarczy jednak jakiekolwiek załamanie nastrojów, czy to z powodów politycznych, czy ekonomicznych, by Turcja z dnia na dzień znalazła się w ciężkim kryzysie. Ale o to niech się już martwi nowy sułtan.

Witold M. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, rektor Akademii Biznesu i Finansów Vistula

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL