Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Matkowski: Demografia utrudni pogoń za Zachodem

materiały prasowe
Œcieżka konwergencji dochodowej Polski z UE podana w planie Morawieckiego jest wizjš ambitnš, lecz zbyt optymistycznš.

Gdy przed kilku laty nasz ówczesny premier demonstrował sławetnš mapę pogršżonej w kryzysie Europy, z Polskš jako zielonš wyspš, zapytany przez jednš z gazet o opinię doradzałem ludziom zimny prysznic. Dzisiaj, kiedy nowy wicepremier prezentuje œcieżkę konwergencji sugerujšcš, że możemy nie tylko dogonić, ale i przegonić Europę, doradzam wszystkim kubełek zimnej wody.

Podana w planie Morawieckiego „przykładowa" œcieżka konwergencji zakłada, że w 2030 r. Polska osišgnie PKB per capita równy jego przeciętnemu poziomowi w UE, a w 2040 r. przekroczy unijnš œredniš o 28 proc. Nie wiadomo, co znaczy „przykładowa", ale zakładam, że chodziło o pokazanie celów potencjalnie osišgalnych. Zastanówmy się, czy jest to możliwe.

Według prezentacji tego planu dostępnej w internecie wskaŸnik PKB per capita w Polsce, liczony z uwzględnieniem siły nabywczej, wynosi obecnie 70, jeœli przeciętny poziom w UE oznaczymy jako 100. Komisja Europejska podaje dla Polski w 2015 r. nieco niższš liczbę: 69. Nie spierajmy się jednak o dokładnš wysokoœć tego wskaŸnika, bo jego szacunki i tak dalekie sš od precyzji. Znacznie ważniejsze sš nieujawnione przez autorów założenia dotyczšce przyszłej dynamiki wzrostu gospodarki polskiej i całej Unii, bo od tego właœnie – przy obecnych rozmiarach luki dochodowej – zależy realnoœć tej prognozy.

Załóżmy, że mamy obecnie PKB per capita (UE 28 = 100) równy 70. Aby dojœć w 2030 r. do 100, czyli zrównać się ze œredniš unijnš, nasz PKB per capita musiałby wzrastać co najmniej 2,5 razy szybciej niż w całej Unii. W 2015 r. realny PKB (ogółem i na mieszkańca) wzrósł w Polsce o 3,6 proc., a w całej Unii o 1,9 proc., co w przeliczeniu na mieszkańca daje 1,6 proc. Gdyby takie tempa utrzymały się nadal, to w 2030 r. doszlibyœmy zaledwie do poziomu 94, a nie 100. Aby w tym samym czasie dojœć do 100, nasza gospodarka musiałaby rosnšć w tempie co najmniej 4 proc. rocznie.

Czy to wykonalne?

Patrzšc wstecz, można by sšdzić, iż jest to całkiem możliwe. W całym okresie transformacji od 1993 r. (pomijajšc głębokš recesję na samym poczštku) œrednie tempo wzrostu w Polsce było nawet nieco wyższe niż 4 proc., a zdarzały się też epizody, kiedy nasz PKB rósł nawet o 6–7 proc. rocznie. Jednak mało prawdopodobne jest, aby takie tempo udało się utrzymać w cišgu następnych 15–25 lat.

Po pierwsze, czynnikiem ograniczajšcym dynamikę naszej gospodarki będzie stosunkowo wolny wzrost produkcji i popytu na naszych głównych rynkach eksportowych w Europie Zachodniej. Po drugie, hamulcem będzie niska stopa inwestycji – nawet jeżeli uda się jš podnieœć z obecnych 18 proc. do 25 proc. PKB (jak założono w planie), co też nie będzie łatwe, zważywszy na niskš stopę oszczędzania i słabnšcy dopływ kapitałów zagranicznych. Po trzecie i najważniejsze, wzrost naszej gospodarki w nieodległej już przyszłoœci może zaczšć słabnšć z powodu narastajšcej bariery demograficznej. Mam wrażenie, że autorzy nie uwzględnili tego czynnika.

Bariera demograficzna

Prognozy wskazujš, że liczba ludnoœci w Polsce do 2060 r. zmaleje o ponad 5 mln – z obecnych 38,5 mln do 33,2 mln, przy jednoczesnym dalszym wzroœcie odsetka ludzi starych i spadku odsetka osób w wieku produkcyjnym. A demografowie w swych projekcjach rzadko się mylš. Proces starzenia się ludnoœci, potęgowany przez emigrację zarobkowš, będzie hamować wzrost produkcji. Niewiele pomogš działania majšce wesprzeć finansowo rodziny wielodzietne. Na ich efekty na rynku pracy (prawdopodobnie niewielkie) trzeba poczekać 20–25 lat. Na razie program „Rodzina 500+" może jedynie powiększyć liczbę kobiet rezygnujšcych z pracy zawodowej lub bioršcych urlopy macierzyńskie. Na dłuższš metę konsekwencjš braku ršk do pracy może być postępujšce spowolnienie wzrostu gospodarki.

Takie właœnie spowolnienie wzrostu w Polsce i innych krajach EŒW przewiduje prognoza do 2060 r. ogłoszona przez KE, bioršca pod uwagę trendy demograficzne oraz inne czynniki. Według tej prognozy tempo wzrostu PKB w Polsce – przy założeniu laissez-faire – może się obniżyć z 3,6 proc. w 2015 r. do 2,6 proc. w 2020 r., 1,9 proc. w 2030 r., 1,3 proc. w 2040 r., 0,6 proc. w 2050 r. i 0,7 proc. w 2060 r. Pomimo spodziewanego spadku liczby ludnoœci odpowiednio obniży się również (choć w nieco mniejszym stopniu) tempo wzrostu PKB per capita. Podobnie będzie w pozostałych krajach EŒW. Natomiast w Europie Zachodniej, gdzie liczba ludnoœci pozostanie doœć stabilna, a proces starzenia się będzie przebiegał wolniej (dzięki większej dzietnoœci i napływowi imigrantów), PKB będzie nadal wzrastał w wyrównanym, choć niskim tempie 1,3–1,5 proc. rocznie. W rezultacie może dojœć do zahamowania konwergencji dochodowej między krajami EŒW i Europš Zachodniš, a nawet do jej odwrócenia, czyli dywergencji. Wskazywałem na to w niedawnej wypowiedzi na ten temat („Rzeczpospolita", 18 marca br.).

Gdyby ta prognoza się spełniła, to Polska – przy obecnym wskaŸniku PKB per capita wynoszšcym 69 czy 70 – mogłaby dojœć w 2040 r. co najwyżej do 90 proc. œredniej unijnej, ale po tym terminie nasz dystans do Europy Zachodniej i do przeciętnego poziomu dochodów w całej Unii zaczšłby wzrastać. Tymczasem œcieżka konwergencji podana we wspomnianym planie zakłada, że w 2030 r. zrównamy się ze œredniš unijnš, a w 2040 r. osišgniemy wskaŸnik 128, czyli zrównamy się ze œredniš w Europie Zachodniej, a nawet znacznie jš przekroczymy.

Jeżeli nawet jakimœ cudem (np. przez powstrzymanie emigracji zarobkowej i zwiększenie imigracji) uda się nam złagodzić niekorzystne trendy demograficzne i ich negatywny wpływ na wzrost gospodarczy, to jednak wštpliwe, byœmy w cišgu najbliższych 15 lat doszli do poziomu zarobków i dochodów równego przeciętnej w Unii. Na znaczne przekroczenie unijnej œredniej w ogóle nie ma co liczyć.

Œredniš wartoœć PKB per capita w UE kształtuje w decydujšcym stopniu pištka największych państw Europy Zachodniej (które wytwarzajš ok. 70 proc. łšcznego produktu Unii i skupiajš ponad 60 proc. ludnoœci). W unijnym rankingu PKB per capita Polska zajmuje obecnie 24. miejsce. Za nami sš tylko cztery kraje: Łotwa, Chorwacja, Rumunia i Bułgaria. Aby zrównać się ze œredniš unijnš, trzeba wyprzedzić wszystkie pozostałe kraje EŒW, łšcznie z Czechami, Słowacjš i Słoweniš, a ponadto Grecję i Portugalię oraz Maltę i Cypr. Aby znaleŸć się w œcisłej czołówce całego peletonu, z dochodem na mieszkańca wyższym o 28 proc. od œredniej unijnej, musielibyœmy wyprzedzić nie tylko Hiszpanię i Włochy, ale także Niemcy, Francję i W. Brytanię oraz kilka innych krajów wysoko rozwiniętych, takich jak Austria, Belgia, Dania i Szwecja. Jest to zadanie niewykonalne i wskazywanie takiego celu graniczy z absurdem.

Sumujšc, œcieżka konwergencji dochodowej Polski z UE podana w planie Morawieckiego jest wizjš ambitnš, lecz zbyt optymistycznš, i mało prawdopodobne, by została w pełni zrealizowana. Chyba że pozostałe kraje Unii, zwłaszcza Europa Zachodnia, jeszcze mocniej przyhamujš i poczekajš solidarnie, aż ich dogonimy i przegonimy. Ale na to nie ma co liczyć i trudno życzyć tego naszym sšsiadom.

Ten sceptyczny komentarz nie przekreœla mojej sympatii dla ogólnych założeń tego planu, a zwłaszcza troski o to, aby wzrost gospodarczy owocował wyraŸnš i cišgłš poprawš warunków życia społeczeństwa.

Opublikujcie ten plan

Gdyby zebrać wszystkie opublikowane już w prasie komentarze do planu Morawieckiego – niektóre pochlebne, inne nad wyraz krytyczne, to uzbierałaby się z tego niemała ksišżka. Tymczasem sam plan (czy zarys planu), okreœlajšcy strategię rozwoju kraju oraz główne cele polityki gospodarczej państwa na najbliższe lata, jest dostępny jedynie w formie prezentacji zawieszonej na stronie internetowej oraz krótkiego załšcznika do uchwały Rady Ministrów akceptujšcej plan. W dyskusji o jego wadach i zaletach nikt nie zwrócił dotšd uwagi na to, że dokument tej rangi zasługiwałby na odrębnš publikację, choćby w formie broszury zawierajšcej główne tezy, a nie tylko wirtualnej prezentacji. Z ostatnich zapowiedzi wynika, że plan w postaci uszczegółowionej będzie gotowy na przełomie czerwca i lipca. Nic chyba jednak nie stoi na przeszkodzie, aby ogólne założenia tej strategii opublikować już teraz.

Autor to emerytowany pracownik naukowy SGH, a obecnie sekretarz komitetu redakcyjnego „Ekonomisty".

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL