Opinie

Biegli rewidenci - nowa ustawa a niezalezność audytora

123RF
Jeśli posłowie uwierzą lobby doradców i zostaną przekonani, że działają w interesie państwa i niezależności rewidentów, zadecydują za przedsiębiorców, kto ma im doradzać – uważa Krzysztof Burnos.

W dyskusji nad ostatecznym kształtem ustawy o biegłych rewidentach jak bumerang powracał temat niezależności audytora. Najwięcej w tej sprawie mieli do powiedzenia lobbyści międzynarodowych sieci doradztwa podatkowego. Argumentowali, że biegły rewident nie może budować strategii podatkowej i jednocześnie oceniać jej w procesie badania sprawozdania finansowego. To zresztą podstawowa zasada negocjacji, która nakazuje zachęcić drugą stronę do tego, żeby się z czymś zgodziła. Potem przekonywanie idzie już dużo łatwiej. A to, że biegli nie budują strategii podatkowych, bo zakazuje im tego zarówno obowiązująca ustawa, jak i nowy projekt, nie ma żadnego znaczenia. Po co to wszystko i do czego konkretnie przekonują w kuluarach lobbyści doradców, właśnie się dowiedzieliśmy.

Światło dzienne ujrzała wreszcie seria poprawek do projektu ustawy o biegłych rewidentach. Zmian nie ma wiele. Autorów interesuje wyłącznie jedno – przejęcie rynku doradztwa. Skutki? Dla międzynarodowych korporacji doradztwa podatkowego wspaniałe. Jeśli projekt poprawek zostanie przegłosowany, to polski parlament zmusi przedsiębiorców do korzystania z doradców, z których korzystać wcale tak bardzo nie chcą. I zrobi to w głębokim przekonaniu, że zwiększa bezpieczeństwo obrotu. Problem w tym, że w kwestiach bezpieczeństwa i zgodności z prawem coraz więcej firm woli pytać biegłych rewidentów, którzy jasno odpowiadają, na co prawo pozwala. Doradców, którzy zwykle odpowiadają, czego prawo nie zabrania, radzimy się na szczęście coraz rzadziej. Pytanie więc, czy polscy parlamentarzyści ustawą zmuszą przedsiębiorców do korzystania z sektora doradztwa pozbawionego jakiegokolwiek nadzoru publicznego? I jak to się ma do planów Ministerstwa Finansów, które zapowiada uszczelnienie systemu podatkowego? A przecież wielu doradców wynagrodzenie pobiera w niemałych prowizjach od części podatków, których uda się nie zapłacić do budżetu.

Wykroić ile się da

Co jest w poprawkach do ustawy? W skrócie, dla klienta badanego zakłada się odebranie biegłym rewidentom prawa do świadczenia jakichkolwiek usług poza badaniem. To nie wszystko. Do tego doradcy chcą nałożyć odpowiedzialność karną za złamanie zakazu zarówno na firmę audytorską, jak i przedsiębiorcę. Wciąż mało. Jeżeli biegły rewident wykona jakąkolwiek czynność z zakresu rewizji finansowej – nie musi to być badanie, na przykład oceni prawidłowość procedury inwentaryzacyjnej – to dla tego klienta również nie będzie mógł zrobić już absolutnie nic. Zakaz wykonania jakiejkolwiek usługi dla takiego podmiotu ma potrwać dwa lata. Pojawia się rozwiązanie, które teoretycznie ma chronić mniejsze firmy audytorskie przed skutkami zakazu, ale również mniejszych przedsiębiorców przed ograniczonym ustawowo dostępem do usług biegłego rewidenta. Sęk w tym, że rozwiązanie uderza dokładnie w te podmioty, które rozwijając się, mają realną szansę konkurowania z oligopolem audytorskim. Samorząd biegłych rewidentów przestrzegał przed nieumiejętną próbą regulowania rynku. Nie da się prostym zakazem ułożyć porządku, który kształtował się przez ponad 25 lat. Takie eksperymenty zazwyczaj kończą się inaczej, niż zakładano, a najwięksi gracze zawsze dadzą sobie radę, bo na zmianę są przygotowani.

Propozycja lobby doradców pokazuje coś jeszcze ważniejszego. Ich troska o niezależność biegłych rewidentów była od początku fałszywa. Oto bowiem postuluje się rozwiązanie, w myśl którego wybranym firmom audytorskim wolno świadczyć usługi dodatkowe dla firm, ale tylko tych, które spełniają definicję małej lub średniej firmy zgodnie z unijnym rozporządzeniem 615/2014. Powiedzmy otwarcie, to nie one zlecają większość usług doradczych. Obsługę tych największych, najbardziej lukratywnych kontraktów przejmą za pomocą ustawy najwięksi gracze doradztwa podatkowego. Czy zatem zagrożenie niezależności biegłego zależy od tego, jak bogata jest firma? I co powie na takie awangardowe zrozumienie dyrektywy Unia Europejska, która ponad wszystko wrażliwa jest na kwestie nierównego traktowania przedsiębiorców?

Sprawa pieniędzy

Trzeba chyba przypomnieć, dlaczego w ogóle zmienia się ustawa o biegłych rewidentach. Polska, wzorem pozostałych państw Unii, wprowadza przepisy, które mają zapobiegać upadkom jednostek o znaczeniu systemowym dla gospodarki. Po to zwiększa się nadzór publiczny nad badaniem sprawozdań finansowych. Drugi cel reformy to wzmocnienie małych i średnich firm audytorskich, tak żeby mogły stopniowo i coraz skuteczniej konkurować z oligopolem największych audytorów. Dyrektywa wzmacnia też niezależność biegłych rewidentów, definiując usługi, w przypadku świadczeń, w których może dojść do konfliktu interesów pomiędzy audytorem a badaną jednostką. Żeby go uniknąć, usług tych się zakazuje. Tą drogą idą wszystkie kraje UE, wprowadzając katalog usług zakazanych, czyli tak zwaną czarną listę. Taka obszerna lista znajduje się w obecnym projekcie ustawy stworzonej przez Ministerstwo Finansów. Przykładowo, jeżeli przedsiębiorstwo zamierza dokonać „restrukturyzacji" produktów tak, aby płacić mniejszy podatek VAT przy zastosowaniu niższych stawek podatkowych, to biegłemu rewidentowi nie wolno uczestniczyć w opracowywaniu i wdrażaniu takich strategii podatkowych. Jest to logiczne. Jeżeli klient badany planuje „zrestrukturyzować" wartość początkową środków trwałych, tak aby zwiększyć podatkowe odpisy amortyzacyjne, to biegły rewident nie może proponować takiej strategii podatkowej. Od tego są inni doradcy. Dlaczego? Ponieważ w takich i dziesiątkach innych przypadków ograniczenia, o których wcześniej wspomniałem, innych doradców po prostu nie dotyczą. Natomiast konflikt interesu biegłego rewidenta polegałby na tym, że w przypadku zaistnienia problemów po stronie klienta biegły rewident byłby zobowiązany do naprawy szkody. A jedną z form naprawy mogłoby być ukrywanie negatywnych skutków finansowych tych strategii w sprawozdaniu finansowym oraz możliwe inne formy nacisku klienta badanego na biegłego rewidenta. Dlatego biegli takich usług nie świadczą. Nie są więc i nie mogą być sędziami w swojej sprawie.

Co boli doradców

Wszyscy ci, którzy uwierzyli, że chodzi o troskę o niezależność biegłych, mogą wreszcie przekonać się na własne oczy, że od początku chodziło o ustawowo usankcjonowane przejęcie rynku usług. Usług z audytem w ogóle niezwiązanych. Sęk w tym, że z jakiegoś powodu przedsiębiorcy nie decydowali się na ich zlecanie doradcom podatkowym, wybierali biegłego rewidenta. Być może dlatego, że w kwestiach bezpieczeństwa i podatków wolą pytać o zdanie biegłego rewidenta, który jasno stwierdza, czego przepisy zabraniają, niż doradcę, który podpowiada, czego przepisy nie zakazują. Jeśli posłowie uwierzą podpowiedziom lobby doradców i zostaną przekonani, że działają w interesie państwa i niezależności rewidentów, zadecydują za przedsiębiorców, kto ma im doradzać.

Autor jest prezesem Krajowej Rady Biegłych Rewidentów

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL