Trudny rozwód

aktualizacja: 15.03.2017, 20:58
Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce
Witold M. Orłowski, główny ekonomista PwC w Polsce
Foto: Fotorzepa, Radek Pasterski

Bomba w górę, zaczyna się Brexit. Brytyjski parlament przyjął ustawę upoważniającą rząd do złożenia w Brukseli papierów rozwodowych (oficjalnego wniosku o wystąpienie kraju z Unii) i do rozpoczęcia negocjacji w sprawie warunków rozwodu. A rozwody, jak wiadomo, bywają nie tylko smutne, ale i bardzo kosztowne.

REDAKCJA POLECA
19.03.2017
Brexit zniechęca do inwestowania
kariera
Millenialsi - czego oczekują od pracodawcy?

Już w pierwszym kroku na drodze do rozstania Londyn zmroził Europę, a w szczególności Polskę. Najpierw Izba Lordów zaproponowała uspokajająco brzmiący zapis, że żyjący na Wyspach emigranci z krajów Unii zachowają swoje prawa. Brzmiało to jak zapowiedź, że problemy rozwodzących się rodziców nie dotkną boleśnie dzieci. Chwilę później jednak miły nastrój prysł, bo propozycja została odrzucona, a brytyjska premier dostała od parlamentu jasne wytyczne: żadnych sentymentów, rozwód to rozwód, będziemy twardo stawiać żądania i od dziś kontaktować się tylko przez prawników.

Brzmi to groźnie, ale powodów do alarmu raczej nie ma. Brexit jest oczywiście smutnym faktem, z którym wszyscy muszą się pogodzić. Jeśli nawet gdzieś po gabinetach tułają się pomysły, aby za kilka lat jeszcze raz zapytać Brytyjczyków o zdanie, to stan na dziś jest jasny. Rozstajemy się i tylko twardo negocjujemy warunki.

Jednocześnie werbalna radykalizacja stanowiska Londynu nie powinna dziwić. W negocjacjach to Wielka Brytania jest stroną słabszą, która może znacznie więcej na rozwodzie stracić. Gospodarka reszty Unii jest sześciokrotnie większa od brytyjskiej, więc ograniczenie dostępu do rynku nie byłoby dla obu stron równie bolesne.

Najbardziej dochodową gałęzią brytyjskiej gospodarki jest gigantyczny sektor finansowy, rozwinięty dzięki obsłudze całego europejskiego rynku. Gdyby zlokalizowane w City banki straciły do niego dostęp, musiałyby albo zwinąć znaczną część działalności, albo przenieść się na kontynent. Jeśli Londyn ma nie ponieść ekonomicznej i politycznej klęski, musi wynegocjować jak najlepsze warunki dostępu do rynku Unii, przy niewygórowanym poziomie kosztów finansowych, które musiałby ponosić w zamian za ten dostęp, i zapewnieniu sobie prawa kontroli nad imigracją.

To będzie niezwykle trudne, zwłaszcza że w Unii jest wiele krajów, które już ostrzą sobie zęby na przejęcie części brytyjskich udziałów w rynku i na solidne przeczołganie w negocjacjach znanego z arogancji Londynu. Mając w ręce niewiele mocnych kart, Brytyjczycy nie mogą sobie dziś pozwolić na rezygnację z jakichkolwiek atutów. I dlatego nie mogą z góry składać żadnych deklaracji w sprawie praw socjalnych emigrantów. Bo ta karta przetargowa bardzo przyda się Londynowi w przyszłych negocjacjach.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE