Opinie

Gwiazdowski: 500+ z perspektywy męskiego szowinisty

Robert Gwiazdowski
Fotorzepa, Robert gardziński RG Robert gardziński
„Socjalizm to ustrój, który bohatersko walczy z problemami nieznanymi w żadnym innym ustroju" – pisał nieodżałowany Kisiel. My walczymy z zapaścią demograficzną w taki sam sposób.

Problem istnieje. Jeśli 100 Polek rodzi 130 dzieci, to statystycznie 65 z nich to dziewczynki. Jeśli one utrzymają poziom dzietności swoim mam, to urodzą 84 dzieci – z czego 42 dziewczynki. One urodzą już tylko 54 dzieci. Katastrofa.

Podobno program 500+ nie zadziała. Podobno ważniejsze jest, że „rodzice czekają na miejsce w żłobku czy przedszkolu, w szkołach nie ma świetlic". Dla kogo i dlaczego jest to ważniejsze? Jakim cudem po II wojnie był wyż demograficzny? Żłobków, przedszkoli i świetlic było przecież jeszcze mniej. Po prostu mężczyźni wrócili z wojny i... nie było pigułek antykoncepcyjnych.

Dzisiaj nie dość, że pigułki są, to są coraz mniej potrzebne. Młodzi ludzie pracują i nie mają czasu już nie tylko na dzieci, ale i na seks. A dlaczego pracują oboje? Podobno jest to wyraz emancypacji kobiet. Wolne żarty. Spytajcie panie pracujące w marketach, jaka jest ich „ścieżka kariery zawodowej". Większość kobiet pracuje, bo musi.

Najpierw opodatkowaliśmy pracę tak, by pensja netto jednego z rodziców nie starczała na utrzymanie rodziny. Pensja statystycznej Polki, która zarabia mniej od Polaka, wynosi netto mniej więcej tyle, ile rząd zabiera jej mężowi z tego, co zapłaci mu pracodawca! Kobiety pracują więc na rząd i jego programy socjalne, które mają je wspierać w decyzjach o posiadaniu potomstwa. Bo przecież rząd nie ma żadnych innych pieniędzy niż te, które w jakiś sposób, pośrednio lub bezpośrednio, w postaci podatków i składek zabierze podatnikom. Zabiera jednak po cichutku, by ludzie się nie zorientowali, a rozdaje część z tego, co zabrał, z wielką pompą, by ludzie myśleli, że zawdzięczają to rządowi.

Czy podatnik, który zarabia 3000 zł brutto, wie, że za jego zatrudnienie pracodawca płaci 3618 zł? A z pensji pracownika potrąca jeszcze zaliczkę na PIT i składki ubezpieczeniowe. Netto zostaje 2156 zł. Rząd bierze 1462 zł. Kobiety zarabiają statystycznie 20 proc. mniej od mężczyzn, a więc netto 1738 zł – o 276 zł więcej, niż rząd zabiera mężczyznom. Druga osoba w rodzinie pracuje statystycznie za 276 zł miesięcznie!

Lepiej byłoby, gdyby rząd mniej ludziom zabierał. Ale skoro ani ten rząd, ani żaden poprzedni nie był w stanie zdobyć się na intelektualny wysiłek, żeby to zrozumieć, to czy w dalszym ciągu nie należy robić nic, czy może jednak lepiej spróbować zrobić coś? Nawet jak nie wyjdzie? Moim zdaniem trzeba spróbować.

Autor jest profesorem Uczelni Łazarskiego i adwokatem

Źródło: Rzeczpospolita
UKRYJ KOMENTARZE KOMENTARZE RP.PL KOMENTARZE FACEBOOK

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL