Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Czy globalizacja jest dobra, a nowy nacjonalizm zły

materiały prasowe
Zamiast kłopotać się na wyrost skutkami odwrotu od globalizacji, należy raczej przestrzec przed próbš wypisania się Polski z z globalizacji na własnš rękę.

Tekst profesora Andrzeja K. KoŸmińskiego pt. „Nowy pragmatyzm kontra nowy nacjonalizm" („Rzeczpospolita", 2 lutego 2017 r.) zawiera wiele stwierdzeń, które nie powinny pozostać bez polemiki. W szczególnoœci dotyczy to oceny skutków globalizacji. Moja ocena tego procesu – bazujšca na gruncie faktów ekonomicznych, a nie emocji – jest jednoznacznie negatywna. Jestem jednak umiarkowanym optymistš. Œwiat może i powinien powrócić na œcieżkę szybkiego i zrównoważonego wzrostu. Warunkiem tego jest odzyskanie kompetencji utraconych w ostatnich dziesięcioleciach przez państwa narodowe.

ródła dobrobytu

Prof. KoŸmiński upatruje w globalizacji („swobodny przepływ dóbr, usług, kapitału i ludzi w skali globalnej") Ÿródła „niezaprzeczalnego postępu dobrobytu na œwiecie, który dokonał się w ostatnich dziesięcioleciach". To stwierdzenie wymagajšce starannej analizy. Tempo wzrostu dobrobytu, mierzone produktem œwiatowym brutto (PŒB) na jednego mieszkańca globu obniżyło się wydatnie od połowy lat 70. W latach 60. PŒB na mieszkańca rósł œrednio o 3,3 proc. rocznie, a w latach 70. – o 2,2 proc. PŒB na mieszkańca wzrastał œrednio o 1,4 proc. w okresie 1980–2015 (w ostatniej dekadzie już tylko o 1,2 proc.). Wraz ze spowolnieniem tempa postępu dobrobytu wzmacnia się też jego nieregularnoœć. Coraz częstsze sš głębokie recesje, na przemian z chorobliwymi boomami napędzanymi spekulacjš.

Co istotne, aż do 1973 r. gospodarka œwiatowa była „niezglobalizowana", a gospodarki narodowe kierowane w zgodzie z doktrynami raczej nieliberalnymi. Wysokie cła i bariery pozacelne ograniczały handel, przepływy kapitału były reglamentowane, przepływy siły roboczej œciœle kontrolowane itp.

Rezygnacja w 1973 r. z systemu Bretton Woods (międzynarodowego porozumienia sankcjonujšcego ograniczania swobody przepływów kapitałowych, wymuszajšcego utrzymywanie w ryzach nierównowagi w handlu międzynarodowym) rozpoczęła uwalnianie kursów walut i stopniowš liberalizację œwiatowego systemu gospodarczego. Liberalizacja przerodziła się w globalizację. Wniosek z tego: im więcej liberalizacji i globalizacji, tym słabszy postęp dobrobytu w skali globu.

W tzw. teorii handlu międzynarodowego wymiana handlowa jest Ÿródłem korzyœci (nawet jeœli nierównych) dla jej uczestników. Dowodzi się też, że ograniczanie wymiany jest Ÿródłem strat. Dlaczego więc handel międzynarodowy, rosnšcy w tempie wręcz wykładniczym, okazuje się skorelowany z gasnšcym tempem wzrostu gospodarczego w skali globu? RozdŸwięk ten wyjaœniam dwoma pokrewnymi zjawiskami przynależnymi do istoty globalizacji.

Po pierwsze, w warunkach globalizacji handel międzynarodowy nie sprowadza się już do wymiany towarów. Niektóre kraje (Niemcy, Japonia, a ostatnio Chiny) wypracowujš gigantyczne nadwyżki eksportowe, które nie służš do finansowania potrzebnego im importu. Nadwyżki kumulujš się w postaci rosnšcego zadłużenia krajów majšcych chroniczny deficyt handlowy. Swoboda przepływu kapitału umożliwia nadmierne zadłużanie się owych importerów netto. Do czasu oczywiœcie. Po ekscesach niezrównoważonego wzrostu handlu międzynarodowego nieubłaganie następujš okresy otrzeŸwienia – kryzysów dotykajšcych tak eksporterów, jak i importerów netto. W dłuższym okresie tracš i jedni, i drudzy, cała gospodarka œwiatowa.

Równaj w dół

Po drugie, w warunkach globalizacji biznesowi, nie tylko dużym korporacjom międzynarodowym, nie sprawia kłopotu „zaokrętowanie" działalnoœci na „barkę" i pożeglowanie na ocean œwiatowy w poszukiwaniu miejsca, gdzie opłaca się (czasowo) zacumować. Wymusza to tzw. race to the bottom: kraje œcigajš się w obniżaniu kosztów produkcji, głównie płac oraz podatków obcišżajšcych biznes. Z wyœcigu tego trudno jest się wyłamać. Kto tego próbuje, może zostać na lodzie, opuszczony nawet przez biznes rodzimy.

Z punktu widzenia gospodarki œwiatowej wyœcig ten jest jednak rujnujšcy – nie tylko społecznie, ale głównie ekonomicznie. Dlaczego? Otóż obniża on udział płac w PKB poszczególnych krajów (i w skali globalnej także). Skutkuje to nie tylko narastaniem nierównoœci dochodowych i majštkowych, ale głównie obniżaniem tempa wzrostu popytu konsumpcyjnego. Dochody z pracy służš do finansowania wydatków konsumpcyjnych w dużo większym stopniu niż dochody wysokie czerpane z zysków. Słabnięcie wzrostu popytu konsumpcyjnego, głównego motoru wzrostu produkcji i PKB, jest więc koniecznš fatalnš konsekwencjš międzynarodowego wyœcigu w obniżaniu płac.

Warto też zakwestionować tezę, że uporczywie wysokie bezrobocie dotykajšce większoœć krajów wysoko rozwiniętych wynika z postępu technologicznego – rugowania przez roboty ludzi z zajęć rutynowych. Gdyby tak istotnie było, nie obserwowalibyœmy lawinowego przenoszenia produkcji z krajów wysoko rozwiniętych, najpierw do Europy Œrodkowo-Wschodniej, a potem do Wietnamu, Bangladeszu, Kambodży itd. NajwyraŸniej idzie tu o zastšpienie rodzimego robotnika robotnikiem jeszcze tańszym, a nie robotem!

Odzyskania narodowej kontroli nad kształtowaniem własnej przyszłoœci i teraŸniejszoœci gospodarczej, a także społecznej, nie da się osišgnšć respektujšc wolnoœciowš konstytucję globalizacji. Prof. KoŸmiński przesadza, straszšc okropnymi wręcz konsekwencjami etatystycznych regulacji ograniczajšcych nadmierne swobody globalizacyjne.

Złote lata kapitalizmu (1950–1970), lata niebywałego wzrostu dobrobytu, pełnego zatrudnienia, niskiej inflacji i pokoju społecznego w Europie Zachodniej, Ameryce Północnej i Japonii przebiegały w warunkach daleko posuniętej „etatystycznej kontroli nad gospodarkami narodowymi". Nie wykluczało to ani intensywnej współpracy międzynarodowej, ani intensywnego, ale zrównoważonego handlu œwiatowego. Zresztš, także w ostatnich dekadach, w cieniu globalizacji, dokonuje się godny podziwu awans gospodarek regulowanych etatystycznie: Chin, Korei Południowej i Tajwanu.

Do czego potrzebna jest Unia Europejska

Zamiast kłopotać się na wyrost skutkami odwrotu od globalizacji (co, realistycznie sšdzšc, może nastšpić tylko w wyniku ofensywnych działań USA) należy raczej przestrzegać przed podjęciem przez Polskę próby wypisania się z globalizacji na własnš rękę. Próba taka musiałaby się skończyć fatalnie.

Miejsce Polski jest w UE. Polska może i powinna przyczyniać się do tego, że to Unia jako całoœć zapoczštkuje pragmatycznie etatystyczne ograniczanie ekscesów globalizacji – w interesie swych krajów członkowskich. Idzie tu więc o nobilitację „nacjonalizmu europejskiego".

W pierwszym rzędzie wszakże należałoby uniknšć ekonomicznej dezintegracji samej Unii. Jest tu wiele do zrobienia. Trzeba dšżyć do rewizji niektórych fiskalnych postanowień traktatu z Maastricht. Jeszcze ważniejsze jest instytucjonalne ograniczenie możliwoœci destabilizacji słabszych gospodarek UE przez „nadkonkurencyjnš" gospodarkę Niemiec.

Autor jest starszym ekonomistš w Wiener Institut für Internationale Wirtschaftsvergleiche (Wiedeńskim Instytucie Międzynarodowych Studiów Gospodarczych WIIW) i profesorem w Wyższej Szkole Finansów i Prawa w Bielsku-Białej

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL