Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Opinie

Nowa ustawa o Sšdzie Najwyższym: Konstytucja, czy karykatura?

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Przepis ustawy o SN, który obniża automatycznie wiek przejœcia sędziów w stan spoczynku i tym samym skraca szeœcioletniš kadencję I prezes SN, nie jest jedynie „prostš" niekonstytucyjnoœciš – polemizuje prawnik.

Kiedy w 1933 r. Gustav Radbruch został zwolniony ze stanowiska profesora Uniwersytetu w Heidelbergu, uzasadniono to stwierdzeniem, że jego „cała osobowoœć i dotychczasowa działalnoœć polityczna [...] nie dajš rękojmi opowiedzenia się za narodowym państwem". Gustav Radbruch nie przedstawił jeszcze w tym czasie swojej znanej koncepcji, nazwanej od jego nazwiska „formułš Radbrucha", a skala zbrodni dokonanych póŸniej przez nazistów wydawała się wówczas niewyobrażalna. Mimo to dziœ prawdopodobnie bylibyœmy zgodni, że zwolnienie wybitnego profesora prawa ze stanowiska na publicznej uczelni z powodów czysto politycznych i „osobowoœciowych", nawet jeœli byłoby zgodne z przepisem ustawy, należałoby uznać za działanie, które Radbruch nazwał już po 1945 r. „rażšcš niesprawiedliwoœciš" i w konsekwencji „ustawowym bezprawiem". Nawet jeœli w tamtym czasie tak znamienici profesorowie jak Carl Schmitt czy Martin Heidegger nie widzieli w tym nic nadzwyczajnego, a czystki na uczelniach usprawiedliwiano „dobrem narodu".

W artykule zatytułowanym „Filozof prawa wykarykaturzony" („Rzeczpospolita" z 23 stycznia 2018 r.) prof. A. Bojańczyk pochylił się nad zasadnoœciš przywołania formuły Radbrucha przez pierwszš prezes SN – prof. M. Gersdorf w jej liœcie otwartym z grudnia 2017 r. Szczególnie krytycznie autor ocenił tę częœć stanowiska pierwszej prezes SN, w której porównała ona przepis nowej ustawy o Sšdzie Najwyższym, pozwalajšcy na usunięcie ze stanowiska pierwszego prezesa SN przed końcem konstytucyjnie wyznaczonej kadencji, do opisanej przez Gustava Radbrucha kategorii „ustawowego bezprawia". Zdaniem prof. A. Bojańczyka „stanowisko to nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia i jest rażšcym nadużyciem istoty formuły Radbrucha".

W pełni zgadzam się z autorem co do tego, że zarzut „ustawowego bezprawia" to zarzut najcięższego kalibru i nie można koło niego przejœć obojętnie. Jest bezsporne, że zarzut „ustawowego bezprawia" musi być brany na poważnie, zwłaszcza gdy podnosi go osoba będšca profesorem prawa, a jednoczeœnie Pierwszym Prezesem SN. Czy jednak krytyczna analiza przeprowadzona przez prof. A. Bojańczyka rzeczywiœcie i rzetelnie przedstawia znaczenie formuły Radbrucha i wynikajšce z niej konsekwencje, a co za tym idzie, czy przekonujšco podważa tezę prof. M. Gersdorf? W moim przekonaniu nie.

Konstytucyjnoœć a zasady

W pierwszej kolejnoœci prof. A. Bojańczyk akcentuje koniecznoœć rozróżnienia pojęcia „ustawowego bezprawia" w rozumieniu Radbrucha oraz pojęcia „niekonstytucyjnoœci" ustawy. Rzeczywiœcie sš to różne pojęcia, ale poza dostrzeżeniem tego truizmu, autor zdaje się nie zauważać, że choć nie każda ustawa niezgodna z konstytucjš musi być ex definitione uznana za „ustawowe bezprawie", to jednak w wielu przypadkach może się okazać, że ustawa niekonstytucyjna jest jednoczeœnie „ustawowym bezprawiem". Dzieje się tak dlatego, że większoœć zasad i wartoœci, które Radbruch wyprowadzał z prawa naturalnego lub „praw rozumu" zostało po doœwiadczeniach II wojny œwiatowej wprost zapisanych w konstytucjach – tak w Konstytucji RFN z 1949 r., jak i Konstytucji RP z 1997 r. W Rzeszy Niemieckiej takich możliwoœci konfrontowania treœci ustaw z normatywnie zdefiniowanymi wartoœciami oraz publicznymi prawami podmiotowymi nie było. Gdyby konstytucje te obowišzywały przed 1945 r., to Radbruch, omawiajšc sprawy nazistowskich sędziów, katów czy dezerterów, nie musiałby prawdopodobnie tworzyć swojej wyrafinowanej koncepcji, bo wystarczyłoby odwołać się do konstytucyjnych zasad – demokratycznego państwa prawnego, godnoœci człowieka, równoœci i proporcjonalnoœci, a także zasady podziału i równoważenia władzy oraz niezależnoœci sšdownictwa. Zasady te zostały „spozytywizowane" w Konstytucji RFN z 1949 r. w znacznej mierze dzięki inspiracji formułš Radbrucha, a ich naruszenie może być w pewnych szczególnych („rażšcych") przypadkach okreœlone nie tylko jako niezgodne z konstytucjš, ale także jako „ustawowe bezprawie". Dlatego jednym z powodów, dla których współczesne sšdy nie muszš odwoływać się do formuły Radbrucha jest fakt, że mogš odwołać się do art. 2 Konstytucji RP, czy innych konstytucyjnych zasad.

W œwietle powyższego, stwierdzenie prof. A. Bojańczyka, że zagadnienie niekonstytucyjnoœci i kwestia formuły Radbrucha „nie majš ze sobš wiele wspólnego", a kaliber i waga argumentu radbruchowskiego „jest znacznie wyższa od „prostego" zarzutu niekonstytucyjnoœci" pomija istotę nowoczesnych konstytucji (wraz z wyrażonymi w nich zasadami i wartoœciami o prawnonaturalnej genezie). Œmiem twierdzić, że właœnie ten poglšd jest karykaturalnym przedstawieniem nie tylko myœli Gustava Radbrucha, ale także obowišzujšcych konstytucji.

Warto w tym miejscu wskazać, że przepis nowej ustawy o SN, który obniża automatycznie wiek przejœcia sędziów stan spoczynku, a w konsekwencji skraca przewidzianš w Konstytucji RP szeœcioletniš kadencję pierwszej prezes SN, nie jest jedynie „prostš" niekonstytucyjnoœciš, jak dezawuujšco okreœla to prof. A. Bojańczyk. Nie chodzi tu bowiem tylko, co sugeruje autor, o czas trwania kadencji przewidziany w art. 183 ust. 3 Konstytucji. Dla każdego kto wie, że poszczególne przepisy konstytucji należy czytać z uwzględnieniem szerszego kontekstu innych zasad i wartoœci konstytucyjnych (a prof. A. Bojańczyk jako wybitny prawnik z pewnoœciš zdaje sobie z tego sprawę) oczywiste jest, że celem i istotš tak uregulowanej kadencji pierwszego prezesa SN jest realizacja zasady niezależnoœci sšdów (art. 173) i niezawisłoœci sędziów (art. 178 ust. 1), a jej arbitralne skrócenie w drodze ustawy jest rażšcym naruszeniem zasady podziału władz (art. 10 ust. 1), zasady nadrzędnoœci Konstytucji (art. 8 ust. 1) oraz zasady demokratycznego państwa prawnego (art. 2), a poœrednio także prawa do niezależnego, bezstronnego i niezawisłego sšdu (art. 45 ust. 1). Jeœli bowiem większoœć sejmowa, która zresztš wprost krytykowała pierwszš prezes SN, używajšc argumentów o charakterze personalnym i politycznym, za pomocš ustawy zwykłej może w każdej chwili „odwołać" pierwszego prezesa Sšdu Najwyższego i wpływać w ten sposób na funkcjonowanie najważniejszego sšdu w naszym systemie prawnym, to żaden inny sędzia ani sšd w Polsce nie może czuć się „bezpieczny". Budzi to poważne ryzyko wywołania tzw. efektu mrożšcego wœród sędziów (powstrzymanie się lub zniechęcenie do podejmowania pewnych działań czy też wykonywania kompetencji z powodu poczucia zagrożenia sankcjš lub poniesieniem innych konsekwencji za swoje działanie), co w ewidentny sposób zagraża niezawisłoœci sędziowskiej i możliwoœci korzystania przez obywateli z pełni praw i wolnoœci konstytucyjnych.

Nie odkrywam w mojej polemice kwestii nieznanych opinii publicznej oraz twórcom ustawy. Niekonstytucyjnoœć omawianego przepisu była bowiem oczywista już na etapie prac legislacyjnych. Głoœno i wyraŸnie sygnalizowały jš liczne organizacje i stowarzyszenia sędziowskie, korporacje prawnicze, wydziały prawa największych polskich uniwersytetów, a także autorytety œrodowisk prawniczych, w tym przywoływany przez autora prof. Strzembosz. Oczywistoœć naruszenia konstytucji zauważa zresztš sam autor, który przyznaje, że rozwišzanie to „budzi poważne wštpliwoœci konstytucyjne", a „rzeczowe argumenty przemawiajš więc za tym, by pani pierwsza prezes SN sprawowała tę kadencję do końca". Teza mojego adwersarza, że owš „prostš niekonstytucyjnoœć" można zwalczać przed Trybunałem Konstytucyjnym, również niewielu może dziœ przekonać. Istnieje bowiem obawa (niebezpodstawna, niestety), że nie ma dzisiaj takiego bezstronnego forum, na którym pierwsza prezes Sšdu Najwyższego mogłaby swoje zarzuty przedstawić i liczyć na to, że zniweczy rażšco niesprawiedliwe ustawy, zanim stanš się one obowišzujšce.

Zakres formuły Radbrucha

Prawdš jest, że przykłady, którymi Radbruch obrazuje wartoœć swojej koncepcji, sš radykalne. To jednak zrozumiałe, gdyż właœnie na takich skrajnych przykładach najłatwiej jest wyjaœnić mechanizm i zasadnoœć każdej nowatorskiej koncepcji. Trzeba też wzišć pod uwagę, że kiedy Radbruch publikował artykuły przedstawiajšce jego słynnš formułę w 1946 r., trauma po niedawno zakończonej wojnie była jeszcze tak silna, iż trudno oczekiwać od autora, żeby poszukiwał przypadków „mniejszego kalibru", tym bardziej że przykładów tych dostarczała powracajšca wcišż wojenna rzeczywistoœć. Sam fakt, że formuła Radbrucha wywodzi się wprost z negacji zbrodniczego systemu III Rzeszy, nie może jednak umniejszać uniwersalnego znaczenia tej teoretycznej koncepcji dla oceny nadużyć każdej aktualnej władzy.

Uważna lektura pism Radbrucha pozwala zauważyć, że jego koncepcja ma charakter nie tylko retrospektywny, umożliwiajšcy rozliczenie popełnionych zbrodni, ale także charakter prospektywny, zorientowany na reformę systemu prawnego w kierunku zagwarantowania jego praworzšdnoœci i poszanowania praw człowieka. Najlepiej wyraża to następujšca konkluzja samego Radbrucha: „aby zabezpieczyć się przed nawrotem stanu bezprawia, trzeba nam jednak gruntownie przezwyciężyć pozytywizm (oczywiœcie G.R. miał na myœli pozytywizm klasyczny, a nie jego wyrafinowane wersje z drugiej połowy XX w. – przyp. M.L.), ponieważ to on właœnie pozbawia prawo wszelkiej odpornoœci na ustawodawcze nadużycia [...]", a także, że: „Musimy szukać sprawiedliwoœci i jednoczeœnie szanować bezpieczeństwo prawne, które samo jest integralnym elementem sprawiedliwoœci, aby odbudować państwo prawa, zdolne uczynić zadoœć obu tym ideom. Demokracja jest z pewnoœciš czymœ w rodzaju szlachetnego wina, ale państwo prawa musi być chlebem powszednim, dostępnym dla każdego jak woda i powietrze. W demokracji zaœ najlepsze jest to, że tylko ona potrafi zagwarantować państwo prawa" („Ustawowe bezprawie i ponadustawowe prawo", tłum. E. Nowak).

Na możliwoœć zastosowania formuły Radbrucha w zwišzku z ocenš konstytucyjnoœci ustaw wskazywał niedawno także prof. A. Grabowski (Katedra Teorii Prawa, UJ), który zaproponował nawet pewne rozwinięcie tej formuły: „Gdy nie dšży się do sprawiedliwoœci, gdy konstytucja, stanowišca jšdro państwa prawa, zostaje œwiadomie zanegowana podczas stanowienia prawa, to taka ustawa jest nie tyle „niesprawiedliwym prawem", lecz jest w ogóle pozbawiona natury prawa".

Formuła Radbrucha przeniesiona na grunt rozstrzygania o konstytucyjnoœci ustaw może więc oznaczać, że jeœli naruszenie konstytucji przez ustawodawcę ma charakter rażšcy (oczywisty), a jednoczeœnie polega na œwiadomym pogwałceniu nie tylko reguł, ale także podstawowych konstytucyjnych zasad lub wartoœci, z zamiarem osišgnięcia celów sprzecznych z tymi zasadami lub wartoœciami, to taka ustawa może być uznana nie tylko za niekonstytucyjnš, ale także za „ustawowe bezprawie". Zdaniem prof. Grabowskiego tezę tę można uzasadnić choćby za pomocš rozumowania a minori ad maius, które opiera się na założeniu, że skoro sšdy mogš orzekać i orzekajš o niezgodnoœci z konstytucjš ustaw ustanowionych przez ustawodawcę bez œwiadomoœci ich bezprawnoœci, to tym samym œwiadome stanowienie prawa rażšco sprzecznego z konstytucjš zasługuje na ostrzejszš sankcję konstytucyjnš. Gdy zatem mówimy o tego typu „kwalifikowanej" niekonstytucyjnoœci w duchu formuły Radbrucha, zarzut „ustawowego bezprawia" wydaje się jak najbardziej uzasadniony. Podobnš tezę przedstawiał również prof. Jerzy Zajadło (Katedra Teorii i Filozofii Państwa i Prawa, Uniwersytet Gdański), który filozofii prawa Gustava Radbrucha poœwięcił wiele cenionych prac naukowych. W artykule dotyczšcym kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego stwierdził on, że: „jeœli Sejm, Senat i prezydent œwiadomie dšżš do marginalizacji, a z czasem być może do likwidacji Trybunału Konstytucyjnego wbrew postanowieniom ustawy zasadniczej, to mamy do czynienia z przypadkiem podobnym do ustawowego bezprawia („Gazeta Wyborcza" z 8 stycznia 2016 r.).

Tymczasem, gdyby poważnie przyjrzeć się wnioskom, jakie wynikajš z interpretacji formuły Radbrucha przeprowadzonej przez prof. A. Bojańczyka, to można by przyjšć konstatację, że dopóki jakiœ system prawny nie dopuszcza ustaw jawnie zbrodniczych i totalitarnych (np. przewidujšcych uprzedmiotowienie swoich obywateli lub nacjonalizację ich majštków z powodów arbitralnych), to formuła Radbrucha nie może mieć zastosowania. Rozumowanie mojego adwersarza prowadziłoby do wniosku, że formuła Radbrucha pozwala na bezkrwawš zmianę demokracji w dyktaturę oraz ingerencję w prawa i wolnoœci obywateli, o ile tylko wdraża się je ustawami a nie fizycznš przemocš. Zdaniem prof. A. Bojańczyka stosowanie formuły Radbrucha w innych przypadkach, ze względu na praktycznš trudnoœć zastosowania, a nawet „bezużytecznoœć" pojęcia sprawiedliwoœci, „ma zatem niewielkš wartoœć operacyjnš". Taki wniosek byłby jednak trudny do pogodzenia z konkluzjami Radbrucha, a także całym nurtem niepozytywistycznych koncepcji prawa, które rozwinęły się z jego inspiracji w drugiej połowie XX w.

Niestety autor, zamiast bardziej wnikliwie pochylić się nad analizš znaczenia formuły Radbrucha jako elementu szerszej (niepozytywistycznej) koncepcji prawa, skupił się na wnioskach wynikajšcych z kilku głoœnych przykładów podanych przez Radbrucha. Zamiast wykładni przepisu normujšcego kadencję pierwszego prezesa SN w kontekœcie zasady praworzšdnoœci i niezależnoœci sšdów (czemu autor nie poœwięcił uwagi), prof. A. Bojańczyk próbuje sprowadzić poglšd Pierwszej Prezes SN do absurdu, sugerujšc, że zrównuje ona zmiany w ustawach o KRS i SN z pozbawianiem Żydów osobowoœci prawnej, wyrokami œmierci narodowosocjalistycznych sędziów i strzałami enerdowskich żołnierzy Grenztruppen do uciekinierów na murze berlińskim (sic!). Na szczęœcie wiemy przynajmniej od czasów A. Schopenhauera, że podobne zabiegi retoryczne mogš odnieœć skutek tylko wtedy, gdy sš ukryte dla œwiadomoœci odbiorcy.

Na (nie)szczęœcie wiemy także, a dowiedzieliœmy się tego wielkim kosztem, że przed rokiem 1945 był rok 1933, a zanim pozbawiono Żydów osobowoœci prawnej, pozbawiono prof. Gustava Radbrucha katedry na Uniwersytecie w Heidelbergu, wskazujšc, że jego „cała osobowoœć i dotychczasowa działalnoœć polityczna [...] nie dajš rękojmi opowiedzenia się za narodowym państwem". Nazywajmy więc rzeczy po imieniu i przypominajmy historię, bo to najlepszy sposób, by ustrzec się popełnionych już kiedyœ błędów.?

Autor jest asystentem w Katedrze Teorii i Filozofii Prawa na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL