Opinie

Sędzia schodzi z parkietu - komentuje Wojciech Tumidalski

Fotolia.com
Czego oczekujemy od sędziów? Sprawiedliwości, uczciwości i bezstronności. Dobrze więc, że do ustaw wprowadza się przepisy, które mają wzmocnić w opinii publicznej takie przekonanie.

Przykładem jest ustawowy zakaz czerpania zysku z udziałów w spółkach prawa handlowego. Jeśli takie posiada, zyski ma przekazywać na cel charytatywny lub na rachunek wskazany przez swego prezesa. Będzie mógł z nich korzystać dopiero po przejściu w stan spoczynku.

To dobrze, bo tak realizuje się zasada, że sędziowie w orzekaniu są niezawiśli, czyli wolni od wpływów zewnętrznych. Zarówno od innych władz, jak też od prezesa swojego sądu, od nacisku polityków, dziennikarzy czy grup społecznych. To gwarancja, że ich werdykty nie będą podporządkowane niczemu poza sędziowskim sumieniem, konstytucją i ustawami. Mają też być bezstronni i równo traktować tych, którzy przed nimi stają.

Z tych powodów sędzia - giełdowy gracz zarabiający na akcjach – to nie może brzmieć dobrze. Wszystko przecież łatwo sprawdzić, bo oświadczenia majątkowe sędziów są jawne. Co jeśli procesuję się ze spółką, której akcje ma sędzia? Oczekiwaniem minimum wobec niego byłoby wyłączanie się z tego mojego procesu. A przecież podobne sprawy mogą się sędziom trafiać, losuje im je bowiem bezstronny komputer.

Z drugiej strony to paradoks, że ustawa ogranicza sędziom udział w giełdzie – bodaj najbardziej przejrzystej instytucji od obrotu finansami. Nawet pracownikom Giełdy Papierów Wartościowych nie zakazano posiadania akcji. Ustawowe zakazy wobec sędziów nie obejmą zaś inwestycji w kruszce czy różne fundusze. Pewnie teraz niektórzy z żyłką inwestorów tam skierują swój wzrok.

Wprowadzona w ustawie sankcja za niewykonanie ustawowego obowiązku jest surowa – oznacza bowiem zrzeczenie się przez sędziego urzędu. Zapewne więc skłoni to sędziów mających akcje takich spółek do zrobienia porządku w stanie majątkowym. Wyśledzenie ewentualnych nieprawidłowości wydaje się proste, ale kilka pytań ciągle czeka na rozstrzygnięcie. Co z akcjami należącymi do małżonków? Czy także oni muszą pozbywać się kapitału aranżując pośpieszne wizyty u notariuszy? Pewnie tak, bo przecież zyski są wspólne, a sędzia będzie chciał uniknąć kłopotów. Nie dowiemy się też, na którą organizację charytatywną sędzia przekazał pieniądze – a wielu pewnie wyciągałoby z tego wnioski o poglądach tego sędziego. Ciekawe też jak prezes sądu wybierze bank z kontem do wpłat zysków. I jakie prawa do tych pieniędzy będzie miał sąd, a jakie – sędziowie, zanim przejdą w stan spoczynku, gdy pieniądze trzeba będzie im oddać.

Pytania o proporcjonalność sankcji i pozostałe być może staną wkrótce przed Trybunałem Konstytucyjnym. Idę o zakład, że wyrok, jaki mógłby zapaść w takiej sprawie trzy lata temu byłby inny niż ten, jakiego spodziewam się obecnie.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL