"Norma" w Operze Narodowej: Trudny egzamin

aktualizacja: 06.02.2017, 06:38
Foto: Teatr Wielki - Opera Narodowa

Wspólny występ w „Normie” z legendą scen świata, Editą Gruberową okazał się niełatwym sprawdzianem dla jej polskich partnerów, choć są utalentowani.

REDAKCJA POLECA
04.02.2017
Oscarowe nominacje dla Piotra Beczały i Opery Narodowej
21.12.2016
Bilans 2016: Muzyka klasyczna
18.12.2016
Premiera "Trubadura" we Wrocławiu
Kariera.pl
Menedżer nie musi być wiecznie lojalny wobec dawnej firmy
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

W niedzielny wieczór sala Opery Narodowej wypełniła się do ostatniego miejsca, a w tłumie było wielu fanów, którzy na występ tej królowej belcanta gotowi są pojechać w dowolne miejsce na ziemi. Jest zresztą tylko kilka scen w Europie, na których Edita Gruberova chce śpiewać, tym bardziej nie wolno było przegapiać okazji usłyszenia jej w Warszawie.

– Przyszedłem zobaczyć, jak legenda odchodzi – powiedział mi jeden z najbardziej zagorzałych jej wielbicieli i go rozumiem. W końcu sam po raz pierwszy byłem na jej występie 24 lata temu, była już wtedy wielką gwiazda, ja dopiero zaczynałem jeździć po operowej Europie. Niedawno skończyła 70 lat i zapowiada, że w 2018 roku będzie żegnać się z publicznością.

To jednak, co zaprezentowała w niedzielę podczas koncertu w Operze Narodowej jako tytułowa bohaterka „Normy” Vincenzo Belliniego, przeszło nie tylko moje oczekiwania. Owszem, w jej śpiewie słychać upływ czasu: niektóre dźwięki wyśpiewane zbyt technicznie nie mają życia, krótszy oddech zmusza czasem do urywania frazy. To wszystko są jednak mało ważne detale.

Edyta Gruberova wciąż bowiem ma głos nośny, potrafiący przebić się przez orkiestrę i zachwycić śpiewaniem piano w sposób, jaki dziś jest nieosiągalny dla większości gwiazd z operowego topu. Nie to wszakże decyduje o tym, że pozostaje ona absolutną królową belcanta.

Jej niedzielny występ był przede wszystkim popisem mistrzowskiej sztuki interpretacji. Bez dekoracji i kostiumów potrafiła wykreować teatr, w którym akcję śledziło się niemal z zapartym tchem, choć jak twierdzą niektórzy, muzyka Belliniego jest banalna. Ona – zwłaszcza w drugiej części – przemieniła ją w przejmującą tragedię.

Oto kapłanka Norma, potajemna kochanka Rzymianina Pollione, a więc okupanta jej ojczyzny, zastanawia się, czy ma zabić dwójkę dzieci zrodzonych z tego haniebnego związku. I czy ma przebaczyć Adalgisie, która także pokochała – i to z wzajemnością – Pollione? Czy powinna walczyć o odzyskanie ukochanego, czy pozwolić mu wyjechać z Adalgisą? A może ujawnić ich związek i skazać w ten sposób na śmierć?

Edita Gruberova przekazała nam to śpiewem dodając jeszcze coś, czego nie potrafi chyba żadna inna współczesna wykonawczyni tej roli. W jej ujęciu w „Normie” nie ma nic z operowego patosu. To przejmujący dramat kobiety, uniwersalny, ponadczasowy, prawdziwie ludzki.

Trudno być partnerem takiej artystki, a niełatwego zadania podjęli się Agnieszka Rehlis i Arnold Rutkowski. On jest tenorem o ładnym, mocnym, szlachetnie brzmiącym głosie, którego walory zaprezentował jako Pollione, co bardzo spodobało się publiczności. Tym niemniej interpretacyjnie – i na tle Edity Gruberovej – było to jednostronne potraktowanie tej roli. To jest zresztą pułapka belcanta, tu nie można kolejnych fraz podawać w ten sam gładki sposób i o tej samej dynamice ładnego głosu. Ta muzyka wymaga niuansowania, inaczej niewiele znaczy.

Podobne uwagi można zgłosić do Agnieszki Rehlis, obdarzonej równie szlachetnym mezzosopranem o pięknej barwie. Jako Adalgisa okazała się  jednak bardziej czujną partnerką i w finale duetu z II aktu potrafiła wreszcie dostroić się do Edity Gruberovej, a efekt okazał się piękny. Szkoda, że cała rola nie została w ten sposób zbudowana.

Belcanta nie można bowiem śpiewać z doskoku, wymaga dogłębnego poznania jego stylu. I to jest jeszcze jeden wniosek z wyjątkowego wieczoru, do którego wartości dodali też włoski bas Riccardo Zanellato (Oroveso) oraz chór i orkiestra Opery Narodowej pod dyrekcją Andriya Yurkevicha.

Komentarz dnia
Żródło: rp.pl

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE