Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Nowe technologie

Mechaniczny komar oczyści morza i oceany

Czy mechaniczny komar pomoże w usuwaniu skutków katastrof ekologicznych? Na zdjęciu wyciek ropy ze statku „Sierra Nava” u wybrzeży Hiszpanii, styczeń 2007 r.
AFP
Polscy naukowcy znaleźli nowy sposób usuwania zanieczyszczeń z mórz i oceanów.

Rozlaną ropę będzie zbierało urządzenie o nazwie Mosquito Oil, które – wzorowane na komarze – wyląduje na wodzie i wessie zanieczyszczenia do zbiornika. Jeśli robot wejdzie do użytku, nie będzie – niestety – bezrobotny. Wystarczy przypomnięć kilka ostatnich ekologicznych katastrof.

Dwie ogromne plamy ropy naftowej utworzyły się u wybrzeży południowej Kalifornii po awarii lądowego rurociągu. Czarna, śmierdząca maź zanieczyściła wodę na długości 14 km. Z uszkodzonego ropociągu wyciekło do 400 tys. litrów ropy, z czego ok. 80 tys. litrów przedostało się do wód przybrzeżnych w okolicach miasta Santa Barbara.

Do katastrofy ekologicznej doszło także w Zatoce Meksykańskiej po zniszczeniu platformy wiertniczej wydobywającej ropę, do wody dostało się 700 milionów litrów tego surowca.

To jednak drobiazg w porówaniu do Zatoki Perskiej – podczas wojny do jej wód dostało się ponad bilion litrów ropy.

Władze krajów, których dotyka ten problem, a także operatorzy rurociągów reagują w różny sposób. Na przykład po katastrofie w Zatoce Meksykańskiej koncern BP użył środków chemicznych rozbijających plamę ropy na maleńkie drobiny. Do morza trafiło 3 mln litrów tych chemikaliów. Wylewano je nie tylko na powierzchni, ale także na głębokości 2 km, aby ułatwić pracę bakteriom pochłaniającym ropę. Sposób ten wielu ekspertów uznało za kontrowersyjny.

Najnowszy pomysł zaprezentowali inżynierowie z Przemysłowego Instytutu Automatyki i Pomiarów w Warszawie wraz z designerem Michałem Korsunem (przez wiele lat współpracował z „Rzeczpospolitą"). Wzorując się na budowie komara, przygotowali Mosquito Oil. Wiadomość przynosi serwis PAP Nauka w Polsce.

– Gdy popatrzymy na komara okiem inżyniera zajmującego się robotyką, można wyodrębnić kilka części – wyjaśnia dr inż. Maciej Cader z Instytutu. – Najpierw głowę, potem skrzydła – mechanizm nośny, nogi umożliwiające lądowanie na podłodze, ścianie czy suficie, następnie odwłok – zbiornik, który dostosowuje objętość do ilości pochłoniętej cieczy, a w końcu trąbkę – ssawkę służącą do pochłaniania substancji – opisuje dr Cader.

Mosquito Oil – autonomiczny robot – ma się składać z analogicznych elementów i być wielkości helikoptera. Zamiast nóg zostanie wyposażony w pływaki, zamiast skrzydeł w śmigła, odwłok będzie zbiornikiem z tworzywa sztucznego, a trąbkę zastąpi urządzenie zasysające wodę z ropą i podające mieszaninę do filtra.

Gdy uszkodzony na oceanie tankowiec lub platforma wiertnicza wyśle wezwanie o pomoc, współrzędne miejsca katastrofy zostaną przekazane do czekającego w gotowości roju Mosquito Oil. Doleci on do miejsca wypadku, rozpozna, jaki obszar został zanieczyszczony, a następnie uformuje szyk i wyląduje na wodzie. Potem każdy z mechanicznych osobników uruchomi aparat ssący. Odwłok po napełnieniu będzie pozostawiany na powierzchni w oczekiwaniu na odebranie przez przystosowany do tego statek transportowy. Liczebność roju będzie zależała od wielkości wycieku. Roboty będą przystosowane do samodzielnej współpracy.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL