Nieruchomości

Kable na działce - zakłady energetyczne nie chcą płacić

Adobe Stock
Zakłady energetyczne nie chcą dobrowolnie wypłacać wynagrodzenia właścicielom działek przez które biegną stare linie energetyczne.

Tysiące właścicieli nieruchomości walczy z zakładami energetycznymi o pieniądze. Chodzi o linie energetyczne, stacje transformatorowe oraz inne urządzenia wybudowane w latach 60–90 ubiegłego wieku, które ograniczają korzystanie z działek. Do tej pory często zakłady nie regulowały ich sytuacji prawnej.

– Nie zdarzyło mi się również, by chciały dobrowolnie wypłacić pieniędzy moim klientom. Trzeba występować na drogę sądową - mówi Jakub Piszczek, radca prawny, który specjalizuje się w służebnościach. Jego kancelaria prowadzi 150 tego rodzaju spraw.

– Orzeczenia zapadają zaś różne, nie zawsze korzystne dla właścicieli – przyznaje mec. Piszczek.

Cztery linie obrony

Właściciele nieruchomości występują konkretnie o ustanowienie służebności przesyłu) oraz o wynagrodzenie z tego tytułu.

– Na wnioski w tej sprawie zakłady energetyczne reagowały na cztery sposoby – wyjaśnia mec. Piszczek.

Pierwszy sposób – składały wniosek do sądu o zasiedzenie służebności; drugi – przedstawiały decyzję, z której wynikało, że doszło do wywłaszczenia przed laty pod linię energetyczną. Zdarzało się (trzeci sposób), że uznawały roszczenie właściciela nieruchomości co do zasady, ale proponowały wynagrodzenie w znacznie niższej wysokości. Do niedawna (czwarta linia obrony) zakłady energetyczne zasłaniały się też tym, że nabyły służebność gruntową (odpowiadającą służebności przesyłu) z mocy prawa razem z własnością linii czy urządzenia. Tej ostatniej linii obrony jednak już nie będą stosować, a to za sprawą uchwały podjętej przed tygodniem przez Sąd Najwyższy w składzie siedmiu sędziów.

Z uchwały Sądu Najwyższego wynika, że zakłady energetyczne nie nabyły z mocy prawa razem z własnością linii oraz urządzeń energetycznych wspomnianej służebności.

Prawo to rosyjska ruletka

Szanse na wygraną są różne. – Często bywa tak, że wystarczy, że jeden właściciel nieruchomości przetrze sądowe szlaki i wywalczy pieniądze w sądzie. A wtedy zakład wypłaca pieniądze innym właścicielom na nieruchomości których przebiega ta sama linia energetyczna – wyjaśnia mec. Piszczek.

Natomiast w wypadku decyzji wywłaszczeniowych w sądzie cywilnym raczej nie ma co na nią liczyć. Inaczej sprawa wygląda w sądzie administracyjnym. Można wystąpić o unieważnienie decyzji wywłaszczeniowej albo o odszkodowanie.

– Podważanie decyzji jest jednak niebezpieczne. Jej unieważnienie otwiera bowiem drogę zakładowi energetycznemu do zasiedzenia służebności. Właściciel nie tylko więc nic nie wywalczy, ale jeszcze może stracić – mówi Piotr Zamroch, radca prawny.

– Natomiast znam wiele korzystnych wyroków dotyczących odszkodowań – mówi mec. Piotr Zamroch. Jednak jego zdaniem szansę na odszkodowanie mają z reguły tylko te osoby, których dotyczyła decyzja wywłaszczeniowa lub ich spadkobiercy. W innych wpadkach jest ona nikła.

Przy zasiedzeniu granica 30 lat

W wypadku zasiedzenia nieruchomości wszystko zależy od tego, od ilu lat na nieruchomości znajduje się linia lub urządzenie.

– Jeżeli od 30 lat, to sądzę, że w 90 proc. przypadków zakładowi energetycznemu uda się zasiedzieć służebność. Gdy krócej od 20 do 30 lat może być różnie. Decydujące znaczenie będą mieć szczegóły – wyjaśnia mec. Zamroch.

A co z zaniżaniem przez zakłady energetyczne wynagrodzenia za ustanowienie służebności?

– Sprawa jest prosta. Sąd powołuje biegłego i to jego opinia ma decydujące znaczenie, ile dostanie właściciel danej działki – podkreśla mec. Jakub Piszczek.

Jedno jest pewne. Nie są to proste sprawy.

I trzeba zarezerwować wiele lat na walkę z zakładem energetycznym.

Uchwała ważna dla właścicieli

Sąd Najwyższy podjął 5 czerwca br. bardzo ważną uchwałę dotyczącą działek, przez które od wielu lat przebiegają druty. Z pytaniem do SN zwrócił się Sąd Okręgowy w Toruniu. Trafiła tam sprawa rolnika, przez którego część działki przebiega linia wysokiego napięcia. Wystąpił więc o ustanowienie służebności przesyłu i wynagrodzenie w wysokości 94,1 tys. zł.

Sąd Najwyższy, do którego trafiło pytanie toruńskiego sądu, doszedł do wniosku, że przekaże je składowi rozszerzonemu. Powodem były rozbieżności w orzecznictwie SN. Według SN nabycie przez przedsiębiorstwo państwowe (poprzednika obecnego zakładu energetycznego) własności urządzeń na nieruchomościach należących do Skarbu Państwa nie spowodowało uzyskania przez to przedsiębiorstwo z mocy prawa służebności gruntowej.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL