Nieruchomości

#RZECZoBIZNESIE: Zbigniew Okoński: Ceny mieszkań wzrosną w tym roku od 7 do 15 proc.

tv.rp.pl
Musimy wydłużać termin wykonawstwa. Do zeszłego roku nie było kłopotu, żeby zakończyć prostsze budynki w ciągu 14 miesięcy. Teraz musimy przesunąć to o 2-3 miesiące – mówi Zbigniew Okoński, prezes firmy deweloperskiej Robyg, gość programu Pawła Rożyńskiego.

Robyg jest w trakcie przejęcia przez spółkę córkę banku Goldman Sachs. Jaka jawi się przyszłość firmy?

Wezwanie na akcje zakończyło się sukcesem. 98 proc. akcji zostało skupionych w powtórnym wyzwaniu. Dokupienie pozostałej części z rynku też zostało zrealizowane. Notowania akcji zostały zawieszone i czeka nas zejście z giełdy.

Dalej będzie po staremu, jedziemy do przodu. Nowy akcjonariusz oczekuje po nas dobrych wyników i dalszego rozwoju. Chce mieć benefity z zakupu, nie tylko dywidendę, ale żebyśmy zwiększyli swoją wartość.

Pojawi się dylemat: szybszy rozwój czy większa rentowność?

Kupiono nas bo mieliśmy wysoką rentowność. Przez wszystkie 7 lat na giełdzie wypłacaliśmy dywidendę. Był to zwroty z kapitału w granicach 6-8 proc. rocznie, piękny wynik dla ówczesnych akcjonariuszy. Przez te lata notowania firmy z 2,02 zł wzrosły do 4 zł, prawie 100 proc. wzrostu wartości firmy.

Goldman Sachs wierzy w polski rynek mieszkaniowy. Wie, że rynek rozwija się dynamicznie. Liczy, że nie straci pieniędzy, tylko je pomnoży.

Może naciskać na jeszcze wyższe marże?

Nie. Jesteśmy zaliczani do dojrzałych rynków i nie można się spodziewać, że marże będą rzędu 30-40 proc. Nasze marże na spółkach realizujących konkretne budowy wahały się od kilkunastu do 35 proc. brutto na projekcie. Dla spółki akcyjnej na giełdzie dawało to zwrot z kapitału rzędu 13-16 proc.

Deweloperzy będą w stanie utrzymać tak wysokie marże w kolejnych latach?

To jest zawsze zgadywanka z szansami pół na pół. Przez ostatnie 4 lata dobrze się wiedzie branży, bo naturalny popyt jest gwarantowany. Ciągle mamy zbyt mało mieszkań na 1000 mieszkańców i od tym względem odbiegamy od reszty Europy. Społeczeństwo się bogaci i chce poprawiać warunki mieszkaniowe. Do tego dochodzą inwestorzy, którzy spodziewają się lepszego wyniku niż na depozycie bankowym.

Klientów gotówkowych mamy ok. 25-35 proc. Rynek mieszkań na wynajem rozwija się dynamicznie i jeszcze jest w nim duża luka.

Koszty pracy jednak będą rosły. Są problemy z brakiem pracowników i wzrostem cen materiałów.

Oczywiście w naszej branży jest szereg ryzyk. Żeby zarobić trzeba je wziąć pod uwagę.

30-50 proc. ludzi pracujących na budowach to Ukraińcy czy Białorusini. Jak przychodzi zleceniodawca, który płaci więcej za godzinę, to nie zastanawiają się i za tydzień całe brygady rzucają pracę.

Bronimy się przed tym. Mamy stałych podwykonawców, którzy wiedzą, że płacimy na czas, a jak trzeba to podwyższamy ceny. Wiedzą, że u nas mają stałe i pewne zatrudnienie, więc nie będą uciekać na obietnice.

Rośnie ryzyko opóźnień w inwestycjach mieszkaniowych?

Na pewno, w ogóle infrastrukturalnych. Musimy wydłużać termin wykonawstwa, żeby nie rozczarowywać klientów. Do zeszłego roku nie było kłopotu, żeby zakończyć prostsze budynki w ciągu 14 miesięcy. Teraz musimy przesunąć to o 2-3 miesiące.

Brak nowych gruntów pod budowę mieszkań to też problem?

Tak. Patrzymy z nadzieją, co rząd zrobi, żeby zwiększyć podaż tych gruntów w miastach. Jest zapowiedź, że dojdzie do odrolnienia terenów, które w obrębie miast są gruntami rolnymi. Przecież nikt tam nie będzie siał pszenicy.

Trzecie zagrożenie to mitręga procedur administracyjnych, która się nie poprawia, tylko pogarsza. Gehenną jest uzyskanie w Warszawie decyzji o warunkach zabudowy czy pozwolenia na budowę.

Jak mogą się kształtować ceny mieszkań? Będzie skok jak np. w Budapeszcie?

Branża deweloperów mieszkaniowych jest przeciwnikiem drastycznych podwyżek cen mieszkań. To, że sobie podwyższamy marże jest nieprawdą. Ruch cen musi być zgodny z inflacją i podwyżkami cen materiałów. W 2017 w porównaniu do 2016 r. w Warszawie ceny mieszkań wzrosły 6-7 proc., w Gdańsku 15 proc. W tym roku sądzimy, że wzrosty powinny utrzymać się między 7 a 15 proc. w zależności od rynku.

Jakie są państwa plany? Na co pójdą pieniądze z emisję obligacji na 300 mln zł.

Ostrożnie założyliśmy, że w tym roku podpiszemy 3300 nowych umów. Prawie 3500 podpisaliśmy w 2017 r.

Jesteśmy w pierwszej trójce deweloperów. Chcemy utrzymać stabilność i nie będziemy się ścigać.

Emisja obligacji ma posłużyć zrefinansowaniu starych obligacji, które z czasem będziemy skupować, bo nie będziemy już spółką giełdową.

W kasie mamy wystarczającą ilość gotówki na nowy bank ziemi. Na razie ziemi wystarczy nam na ponad 12 tys. mieszkań.

Coś zmieni się w waszej działalności? Wejdziecie w powierzchnie biurowe albo wyjdziecie za granicę?

Robyg za granicę nie będzie wychodził. Tutejszy rynek jest dla nas kluczowy i wystarczający. Nie będziemy wchodzić na rynek biurowy czy komercyjny. Zastanawiamy się nad aparthotelami, bo np. w Gdańsku się to sprawdza. Mamy też nowe terytorialne zamiary, czyli Wrocław i Kraków.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL