Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Nagroda 'Rzeczpospolitej' im. Jerzego Giedroycia

"Przekonać Zachód, że Piłsudski to nie faszysta"

Fotorzepa, Kuba Kamiński
Musimy walczyć z mitami, które od lat krążą po świecie – mówi historyk z Uniwersytetu Georgetown

Rzeczpospolita: Czuje się pan kontynuatorem idei Jerzego Giedroycia?

Prof. Andrzej Sulima Kamiński: To za duże słowo. Mam jednak podobne podejście do narodu polskiego, naszej historii, podobną wizję, w jakim kierunku powinniśmy podążać. Trudno jest znaleźć ludzi z mojego pokolenia, którzy żyjąc w czasach paryskiej „Kultury", pozostaliby wobec niej obojętni. Ona zawsze oddziaływała – jedni upewniali się w niechęci do idei Giedroycia, a inni, tak jak ja, odkrywali dzięki niej możliwości głębszego spojrzenia w naszą przeszłość i przyszłość.

Bywał pan w Maisons-Laffitte?

Kilka razy w latach 70. i 80. W zespole panowała miła atmosfera. Przyjemnie było usiąść obok Józefa Czapskiego i prowadzić z nim rozmowę – głównie słuchając, co ma do powiedzenia. Zresztą podobnie jak z Zofią Hertz i Jerzym Giedroyciem.

Jeszcze w czasach komunizmu podejmował pan działania w duchu idei Giedroycia, m.in. na rzecz dialogu i współpracy z Ukrainą w zakresie historiografii. Tymczasem dziś między Polską i Ukrainą istnieje poważny konflikt dotyczący historii. Ostatnio, po zburzeniu pomnika UPA w Hruszowicach na Podkarpaciu, strona ukraińska zablokowała polskie badania ekshumacyjne na Ukrainie.

Gdy człowiek próbuje wyjaśnić błędy – choć bardzo często można użyć słowa „zbrodnie" – które popełniła strona przeciwna, nie doprowadzi to do niczego innego jak do olbrzymiej niechęci. Z jednej strony przypomnę, że polska polityka wobec Ukraińców w II RP była fatalna. Z drugiej strony nie jest to powód do ludobójstwa i to, co się stało, jest niewybaczalne. Rozumiem, że mogą nas nie cierpieć, ale nie mogę zrozumieć, że wydano rozkaz czystki na ludności polskiej. Strona ukraińska musi do tego dojrzeć. Ten spór mogą rozwiązać tylko Ukraińcy.

Od ponad 10 lat organizuje pan konferencję „Przywracanie zapomnianej historii". Każdego roku do Polski przyjeżdżają anglojęzyczni wydawcy i autorzy książek naukowych. Podczas konferencji poprawiane są występujące w nich błędy dotyczące historii Polski i Europy Środkowo-Wschodniej. Rzeczywiście jest z tym problem?

Tak, i to bardzo poważny. Przypomnę choćby Katarzynę II – w jej czasach najwybitniejszym filozofem, a przy tym człowiekiem o niesłychanym dowcipie i inteligencji, którego często cytowano, był Wolter. Caryca płaciła mu olbrzymie pieniądze, by ośmieszał Polskę. Taki był jej cel: ośmieszyć, a następnie tłumaczyć, dlaczego Polska powinna przestać istnieć. I Wolter skutecznie to realizował. W pewnym sensie ta myśl wciąż jest żywa.

To znaczy?

Przede wszystkim wśród Polaków, czego nie jesteśmy świadomi. Czasem słyszę wypowiedzi niektórych polskich historyków: „Byliśmy głupi. Polska stała nierządem, ta wolność szlachecka... Nie umieliśmy się zorganizować. Nie mieliśmy silnego króla, który by nas poprowadził".

Czyli to wszystko jest mitem?

Tak. Fryderyk II robił to samo. Też się nas bał, nie chciał, żebyśmy istnieli, więc płacił, by wmawiać, że Rzeczpospolita to karczma zajezdna, w której tylko pito i nie było żadnego porządku. To jeden wielki mit! Został stworzony przez władców państw, którym zależało na naszym upadku. Niestety, dziś też jest on bardzo silny.

Na ile pana konferencje zmieniły odbiór Polski przez badaczy?

Jak dotąd wraz z zespołem poprawiliśmy 85 książek przeznaczonych dla amerykańskich studentów. Ważne jest też, że zagraniczni wydawcy chcą przyjeżdżać do Polski, choć często muszą przymuszać do tego autorów.

Autorzy boją się przyjeżdżać do Polski?

Zewsząd słyszą, że w Polsce jest okropny rząd i system. I myślą: „Pojadę, a oni będą mnie zmuszać do jakiegoś neofaszyzmu". Jeden z wydawców, który kilka razy był ze mną w Polsce, powiedział autorowi: „Głupi jesteś? Pojedziesz, to zobaczysz, jak tam jest naprawdę. Dużo się nauczysz, oni ci powiedzą tyle ciekawych rzeczy". A później wielu autorów przysyła nam listy z podziękowaniami.

Mógłby pan podać jakiś przykład?

Chociażby John Merriman, bardzo lewicowy historyk z Uniwersytetu Yale, a przy tym wielki autorytet i autor znanej książki „A history of modern Europe". Przed naszymi poprawkami Józef Piłsudski był w jego książce faszystą, a powstrzymanie bolszewików przez Polaków zostało określone jako straszliwe nieszczęście, zastopowana została wspaniała armia, niosąca wolność światu... Początkiem jego przemiany była wizyta w Muzeum Powstania Warszawskiego. Poszedł tam i się popłakał.

Co było dalej?

Obecnie nie opuszcza żadnej konferencji. Zdarza się, że gdy zagraniczni badacze przyjeżdżają na konferencję, mówią: „Przecież oni tutaj mają rację". Wracając do Johna Merrimana, pamiętam, jak byłem z nim na Euro 2012. On jest wielkim pasjonatem piłki nożnej. Zapytałem, komu kibicuje. A on: „Jak to komu? Francji!". Wprawdzie Amerykanin, ale we Francji ma dom. „Ale potem Polsce!" – dodał po chwili. Ja na to: „To już nie Rosji?", na co Merriman: „Wiesz, zmieniłem poglądy. Ja już zawsze będę za Polską".

Merriman jest wielkim zwolennikiem postępu. Dla niego Komuna Paryska była czymś wspaniałym. A Polacy zapewne są dla niego wspaniali, bo brali w niej udział (śmiech). W każdym razie bardzo nam pomaga w zmianie odbioru Polski przez badaczy. Wielu amerykańskich historyków ma poglądy, które nie są przez nas mile widziane. Ale oni wychowali się na uniwersytetach, na których powtarzano, że Rosja zawsze była wielka, a Niemcy bardzo dobre, dopóki nie przyszedł okropny Hitler i nagle zrobił z Niemców nazistów, ale potem przepadł, i znów były dobre Niemcy. Z takiej tradycji wyrośli.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL