Mówi się nieraz, że opera francuska wymaga nieco innych umiejętności od wykonawców i muzyków, ja jednak tak nie uważam. Oczywiście, w dziełach takich kompozytorów jak Charles Gounod orkiestracja w wielu fragmentach jest delikatniejsza, bardziej wyrafinowana, nie tak spektakularna, ale profesjonalnemu zespołowi nie sprawia to szczególnej trudności. Bardziej owa opinia dotyczyć może śpiewaków, którzy muszą zagłębić się w język francuski, nie tak popularny w operze jak włoski czy niemiecki, a ze specyficznymi niuansami w wymowie.

Nie wiem natomiast jeszcze do końca, jak muzyka Charles'a Gounoda sprawdzi się w olbrzymiej przestrzeni wrocławskiej Hali Stulecia. Na pewno powstanie bardzo atrakcyjne wizualnie widowisko, my zaś z kolei zastosujemy inny niż dotychczas, bardziej selektywny, sposób nagłaśniania poszczególnych zespołów, aby walor muzyczny „Fausta", a nie tylko widowiskowy, był na jak najwyższym poziomie. Jeśli się to uda, wierzę, że muzyka przemówi do widzów, a my będziemy pewni, że dokonaliśmy dobrego wyboru repertuarowego.

Mieliśmy ponadto nadzieję, że po premierze widowiska w Hali Stulecia uda się od razu przenieść „Fausta" do Opery Wrocławskiej. Okazało się jednak, że nie jest to takie proste. Różnice między rozmachem tej inscenizacji a możliwościami naszej sceny są tak duże, że potrzebujemy czasu, aby to widowisko dostosować do warunków normalnego teatru. „Faust" pojawi się więc w naszym gmachu, ale w kolejnym sezonie.

­—notował j.m.