Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Nowa płyta Stanisława Soyki

Stanisław Soyka i Bubš B. Kuyateh nagrali instrumentalny album „Action Direct Tales”.
Universal Music, Andrzej Tyszko
Muzyk mówi Jackowi Cieœlakowi o płycie nagranej z muzykiem z Gambii Bubš B. Kuyatehem, o multikulturowej ulicy Francuskiej i o uchodŸcach w Polsce.

Rz: Cafe Baobab jest pana ulubionym miejscem na Saskiej Kępie w Warszawie. Czy właœnie tu rozpoczęła się historia nowej płyty „Action Direct Tales"?

Stanisław Soyka: Już od dziesięciu lat Baobab jest moim ulubionym miejscem sšsiedzkim, a obecnoœć Aziza, właœciciela Cafe i jego przyjaciół Afrykanów, którzy mieszkajš w Warszawie, zmieniło ulicę Francuskš, ubogaciło jš. Aziz jest jednym z najdłużej przebywajšcych w Warszawie afrykańskich rezydentów. Grał zawodowo w koszykarskiej drużynie Legii i w niej zakończył karierę. Tutaj zwišzał się z kobietš, założył rodzinę.

Francuska jest dziœ najbarwniejszš w Warszawie ulicš – by użyć wyklinanego przez niektórych słowa – multi-kulti. Goszczš tu kuchnie z wielu stron œwiata. Ale pan skierował się do Baobabu. Co o tym zdecydowało?

Cztery lata temu Aziz zaczšł latem organizować uliczne spotkania muzyczne. Zjeżdżali się w to miejsce afrykańscy warszawiacy, muzycy i dżemowali. Do mojego mieszkania, które jest nieopodal, dochodziła muzyka. Zaczšłem się przysłuchiwać, a potem przychodziłem ze skrzypcami, bo sš instrumentem, który najłatwiej wpisać w różne konteksty.

Długo trzymał je pan zamknięte w futerale.

To prawda. Uczyłem się grać na skrzypcach 12 lat, a potem za radš swojego œwiętej pamięci profesora Tadeusza Borkowskiego zajšłem się studiami kompozytorskimi, co zmieniło moje życie. Jednak co jakiœ czas sięgam po skrzypce w celach studyjnych i na niektórych moich płytach słychać to. Żartuję sobie, że gram jak skrzyżowanie Janka Muzykanta z Chrystusem frasobliwym. Coœ w tym jest, bo używam strun niskich D i G, gram bez wibracji, smyczkiem, niemal collegno, czyli pół włosiem, pół drzewcem, bardzo lekko. To sprawia, że uzyskuję dŸwięk przypominajšcy brzmienie fletu.

Tym wyjštkowym brzmieniem zaczšł się pan wpisywać w  motywy afrykańskie?

Tak. Pewnego dnia w Cafe Baobab pojawił się Buba z korš, instrumentem dworskim z zachodniej Afryki, stworzonym w Gambii. To duże rezonansowe pudło z tykwy, obłożone skórš, z odpowiednimi otworami. Z pudła wychodzi długa strunnica z 24 strunami zamontowanymi w kształcie stożka. Brzmieniem przypomina harfę. To bardzo wymagajšcy instrument. Bubę uczył grać ojciec i wuj, którzy sš griotami, czyli strażnikami tradycji muzycznej i historii plemienia, przekazywanej w formie mówionej – właœnie z użyciem kory. Potem spotkaliœmy się z Bubš na estradzie podczas Dni Afryki na stołecznym Skwerze Hoovera, na festiwalu folkowym w Sandomierzu i na powitaniu wiosny u Jacka Kleyffa. Właœnie tam po trzech godzinach wspólnego grania stwierdziliœmy, że warto spotkać się w studiu. W kwietniu zeszłego roku zasiedliœmy pod mikrofonami. Buba nie znał żadnej mojej pieœni, a ja jego, więc musieliœmy zamienić się w słuch, wykorzystać naszš wyobraŸnię, umiejętnoœci i zaczšć improwizować. Tak powstała płyta, której nadaliœmy tytuł „Action Direct Tales", bo jak się słucha gry Buby, można się poczuć jakby ktoœ nam czytał bajki. Oczywiœcie, jest to œciœle instrumentalne opowiadanie. Wyjštek stanowi moja jedna wokaliza. Wykreowaliœmy œwiat czystej muzyki, której dobrze się słucha, ale dobrze się też przy niej rozmawia. Na pewno jest to muzyka kojšca nasze rozdygotane umysły.

Ulica Francuska z wszystkimi jej etnicznymi kolorami idzie pod pršd tendencjom w polskiej polityce, które raczej odcinajš nas od œwiata, niż nań otwierajš.

Bardzo się cieszę, że jest takie miejsce, bo to rozpulchnia naszš warszawskš i polskš glebę. Buba przyjechał do Europy pięć lat temu i od razu wybrał Warszawę, a my mamy żywy dowód na to, że chociaż nie znamy swoich języków, mogliœmy się poznać i zaprzyjaŸnić. Czyli multi-kulti, którego tak bardzo niektórzy się obawiajš, działa. Nie zamierzam rezygnować z normalnego stosunku do ludzi, nawet jeœli przyjadš z końca œwiata. Cieszę się, że właœnie teraz nagrałem afrykański album, bo to jest również mój głos w sprawie uchodŸców.

To ciekawy zbieg okolicznoœci, bo dwa dni temu w „Rzeczpospolitej" opublikowaliœmy apel do rzšdu oparty na badaniach, które wykazały, że 54 procent społeczeństwa, uważa, iż pomoc Polski dla ofiar wojen i uchodŸców jest niewystarczajšca.

Afrykanie, których znam, sš dobrze zorientowani w polskich realiach, co nie dziwi, bo to wysokiej klasy specjaliœci w swoich branżach, klasa œrednia, a nie proœci chłopcy z rybackiej wioski. Nie słyszę od nich o przejawach agresji ze strony warszawiaków. Ale pamiętajmy, że Warszawa jest metropoliš.

Nie bez znaczenia jest chyba to, że z naszego kraju wyemigrowało wiele milionów Polaków, a ponad milionowa emigracja solidarnoœciowa w latach 80. została przyjęta na œwiecie z otwartymi rękami.

Po bratersku. Tymczasem politycy zachowujš się tak, jak by chcieli usišœć przy wspólnym europejskim stole, najeœć się do syta i odejœć bez dziękuję i pożegnania.

Dlatego przypomnę pana piosenkę „Tolerancja":

„Na miły Bóg...  Życie nie tylko po to jest, by brać

Życie nie po to, by bezczynnie trwać

I aby żyć siebie samego trzeba dać". Š?

masz pytanie, wyœlij e-mail do autora: j.cieslak@rp.pl

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL