Nowa płyta Stanisława Soyki

aktualizacja: 09.03.2017, 18:46
Stanisław Soyka i Bubą B. Kuyateh nagrali instrumentalny album „Action...
Stanisław Soyka i Bubą B. Kuyateh nagrali instrumentalny album „Action Direct Tales”.
Foto: Universal Music, Andrzej Tyszko

Muzyk mówi Jackowi Cieślakowi o płycie nagranej z muzykiem z Gambii Bubą B. Kuyatehem, o multikulturowej ulicy Francuskiej i o uchodźcach w Polsce.

REDAKCJA POLECA
15.03.2017
Etopia: Już 113 ofiar katastrofy na wysypisku śmieci
10.03.2017
13 tys. dzieł sztuki i zabytków ocalonych po trzęsieniu ziemi
kariera
Zamożny Polak - ile zarabia?

Rz: Cafe Baobab jest pana ulubionym miejscem na Saskiej Kępie w Warszawie. Czy właśnie tu rozpoczęła się historia nowej płyty „Action Direct Tales"?

Stanisław Soyka: Już od dziesięciu lat Baobab jest moim ulubionym miejscem sąsiedzkim, a obecność Aziza, właściciela Cafe i jego przyjaciół Afrykanów, którzy mieszkają w Warszawie, zmieniło ulicę Francuską, ubogaciło ją. Aziz jest jednym z najdłużej przebywających w Warszawie afrykańskich rezydentów. Grał zawodowo w koszykarskiej drużynie Legii i w niej zakończył karierę. Tutaj związał się z kobietą, założył rodzinę.

Francuska jest dziś najbarwniejszą w Warszawie ulicą – by użyć wyklinanego przez niektórych słowa – multi-kulti. Goszczą tu kuchnie z wielu stron świata. Ale pan skierował się do Baobabu. Co o tym zdecydowało?

Cztery lata temu Aziz zaczął latem organizować uliczne spotkania muzyczne. Zjeżdżali się w to miejsce afrykańscy warszawiacy, muzycy i dżemowali. Do mojego mieszkania, które jest nieopodal, dochodziła muzyka. Zacząłem się przysłuchiwać, a potem przychodziłem ze skrzypcami, bo są instrumentem, który najłatwiej wpisać w różne konteksty.

Długo trzymał je pan zamknięte w futerale.

To prawda. Uczyłem się grać na skrzypcach 12 lat, a potem za radą swojego świętej pamięci profesora Tadeusza Borkowskiego zająłem się studiami kompozytorskimi, co zmieniło moje życie. Jednak co jakiś czas sięgam po skrzypce w celach studyjnych i na niektórych moich płytach słychać to. Żartuję sobie, że gram jak skrzyżowanie Janka Muzykanta z Chrystusem frasobliwym. Coś w tym jest, bo używam strun niskich D i G, gram bez wibracji, smyczkiem, niemal collegno, czyli pół włosiem, pół drzewcem, bardzo lekko. To sprawia, że uzyskuję dźwięk przypominający brzmienie fletu.

Tym wyjątkowym brzmieniem zaczął się pan wpisywać w  motywy afrykańskie?

Tak. Pewnego dnia w Cafe Baobab pojawił się Buba z korą, instrumentem dworskim z zachodniej Afryki, stworzonym w Gambii. To duże rezonansowe pudło z tykwy, obłożone skórą, z odpowiednimi otworami. Z pudła wychodzi długa strunnica z 24 strunami zamontowanymi w kształcie stożka. Brzmieniem przypomina harfę. To bardzo wymagający instrument. Bubę uczył grać ojciec i wuj, którzy są griotami, czyli strażnikami tradycji muzycznej i historii plemienia, przekazywanej w formie mówionej – właśnie z użyciem kory. Potem spotkaliśmy się z Bubą na estradzie podczas Dni Afryki na stołecznym Skwerze Hoovera, na festiwalu folkowym w Sandomierzu i na powitaniu wiosny u Jacka Kleyffa. Właśnie tam po trzech godzinach wspólnego grania stwierdziliśmy, że warto spotkać się w studiu. W kwietniu zeszłego roku zasiedliśmy pod mikrofonami. Buba nie znał żadnej mojej pieśni, a ja jego, więc musieliśmy zamienić się w słuch, wykorzystać naszą wyobraźnię, umiejętności i zacząć improwizować. Tak powstała płyta, której nadaliśmy tytuł „Action Direct Tales", bo jak się słucha gry Buby, można się poczuć jakby ktoś nam czytał bajki. Oczywiście, jest to ściśle instrumentalne opowiadanie. Wyjątek stanowi moja jedna wokaliza. Wykreowaliśmy świat czystej muzyki, której dobrze się słucha, ale dobrze się też przy niej rozmawia. Na pewno jest to muzyka kojąca nasze rozdygotane umysły.

Ulica Francuska z wszystkimi jej etnicznymi kolorami idzie pod prąd tendencjom w polskiej polityce, które raczej odcinają nas od świata, niż nań otwierają.

Bardzo się cieszę, że jest takie miejsce, bo to rozpulchnia naszą warszawską i polską glebę. Buba przyjechał do Europy pięć lat temu i od razu wybrał Warszawę, a my mamy żywy dowód na to, że chociaż nie znamy swoich języków, mogliśmy się poznać i zaprzyjaźnić. Czyli multi-kulti, którego tak bardzo niektórzy się obawiają, działa. Nie zamierzam rezygnować z normalnego stosunku do ludzi, nawet jeśli przyjadą z końca świata. Cieszę się, że właśnie teraz nagrałem afrykański album, bo to jest również mój głos w sprawie uchodźców.

To ciekawy zbieg okoliczności, bo dwa dni temu w „Rzeczpospolitej" opublikowaliśmy apel do rządu oparty na badaniach, które wykazały, że 54 procent społeczeństwa, uważa, iż pomoc Polski dla ofiar wojen i uchodźców jest niewystarczająca.

Afrykanie, których znam, są dobrze zorientowani w polskich realiach, co nie dziwi, bo to wysokiej klasy specjaliści w swoich branżach, klasa średnia, a nie prości chłopcy z rybackiej wioski. Nie słyszę od nich o przejawach agresji ze strony warszawiaków. Ale pamiętajmy, że Warszawa jest metropolią.

Nie bez znaczenia jest chyba to, że z naszego kraju wyemigrowało wiele milionów Polaków, a ponad milionowa emigracja solidarnościowa w latach 80. została przyjęta na świecie z otwartymi rękami.

Po bratersku. Tymczasem politycy zachowują się tak, jak by chcieli usiąść przy wspólnym europejskim stole, najeść się do syta i odejść bez dziękuję i pożegnania.

Dlatego przypomnę pana piosenkę „Tolerancja":

„Na miły Bóg...  Życie nie tylko po to jest, by brać

Życie nie po to, by bezczynnie trwać

I aby żyć siebie samego trzeba dać". ©?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: j.cieslak@rp.pl

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE