Rafał Blechacz na nowej płycie gra Bacha

aktualizacja: 06.02.2017, 18:02

Pianista Rafał Blechacz opowiada Jackowi Marczyńskiemu, że kiedyś chciał być organistą, więc na nowej płycie gra Bacha.

Rzeczpospolita: Czy pan wie, że kilkunastoletni Chopin grywał na organach do mszy?

Rafał Blechacz: Tak, w warszawskim kościele ss. Wizytek.

I znał pan tę historię, kiedy sam jako chłopak grał w kościele w rodzinnym Nakle?

Tak, ale nie miało to wpływu na moją decyzję. Po prostu wcześnie polubiłem Bacha i byłem zafascynowany organami, ich potężnym brzmieniem, możliwością regulowania barwy. No i lubiłem obserwować naszego organistę. Chciałem być taki jak on, tak wyobrażałem sobie własną przyszłość. W ogóle moje początki muzyczne mocno związane były z muzyką religijną, grając, powtarzałem zapamiętane pieśni, kolędy, w wieku siedmiu lat znałem stałe części muzyczne mszy. Miałem je opanowane we wszystkich tonacjach, jak muszą to umieć organiści.

Pierwsze doświadczenia organowe pomagały potem panu jako pianiście?

Zdecydowanie. Gdy jako dziecko grałem jedną ręką, nie miałem kłopotu z doborem drugiej jako harmonicznego akompaniamentu. A pierwszym konkursem, w którym brałem udział, był właśnie Konkurs Bachowski w Gorzowie Wielkopolskim. Miałem 11 lat, a zdobyłem I nagrodę w najstarszej grupie wiekowej. Utwory Bacha grałem wtedy, nie używając pedałów fortepianu, bo nie sięgałem do nich nogami. W programie był też obowiązkowy nokturn Chopina, musiałem wówczas zsunąć się z krzesła i wykonałem go właściwie na stojąco. Na moim pierwszym występie z orkiestrą w 1997 roku w radiowym Studiu im. Lutosławskiego też był Bach, koncert A-dur. Naprawdę lubiłem jego muzykę, byłem zafascynowaną jej wielogłosowością.

Długo jednak trwało, nim zdecydował się pan swojego Bacha pokazać na płycie.

Od dawna mam w repertuarze jego utwory, które na tle innych kompozytorów dobrze pasują do programów koncertowych, niekoniecznie jednak powstałaby z nich płytowa całość. A poza tym, zanim wejdzie się do studia, trzeba utwór ograć w różnych salach, w różnych warunkach akustycznych, na różnych fortepianach. W listopadzie 2015 roku ten moment w końcu nadszedł i wydaje mi się, że powstało ciekawe połączenie. Są na płycie dwie partity, obudowane koncertem włoskim, czterema duetami, dodałem jeszcze fantazję i fugę a-moll, bardzo organowy utwór.

A Bach z orkiestrą?

Nagranie na płytę jego koncertów byłoby bardzo ciekawe, ale moje bliższe plany związane są raczej z Beethovenem. Mam teraz dużo występów z jego trzecim i piątym koncertem, wcześniej wykonywałem drugi i czwarty, więc warto byłoby je utrwalić na płycie. Nie wiem, czy zdecyduję się od razu nagrać wszystkie pięć, choć od pewnego czasu taki pomysł coraz bardziej mnie pociąga. Zresztą od dawna namawia mnie na to firma Deutsche Grammophon.

Polska publiczność jednak nie bardzo wie, co pan właściwie porabia.

Teraz może dowiedzieć się więcej, bo niedawno założyłem stronę na Facebooku. Pomaga mi w tym moja agencja z Hanoweru, ponieważ w miesiącach, kiedy ma się więcej koncertów, nie sposób samemu kontrolować Facebooka. Zachęcam do odwiedzenia, są tam różne aktualne informacje.

Ile daje pan koncertów rocznie?

Czterdzieści parę lub nieco więcej, w tym roku będzie ich 55. To liczba optymalna, pozwala utrzymać równowagę między prywatnym życiem, ćwiczeniem nowych utworów i pokazywaniem się w ważnych miejscach.

Te ważne miejsca dla pana to...?

Wiedeń, Paryż, Londyn, Nowy Jork, Tokio, a moje ulubione sale to Concertgebouw w Amsterdamie, Musikverein we Wiedniu, Tonhalle w Zurychu, Herkulessaal w Monachium, oczywiście Wigmore Hall w Londynie.

W 2016 roku w ogóle pan zniknął z estrad.

Miałem tylko trzy koncerty, dwa w Wiedniu oraz jeden na Gilmore Festival, co wynikało z faktu otrzymania nagrody od Fundacji Gilmore'a w 2014 roku. Przerwę przeznaczyłem głównie na pracę nad nowym repertuarem, niezbędną po dziesięciu latach koncertowania. Trzeba było nabrać trochę świeżego powietrza. To był naprawdę fajny rok, choć gdzieś tak po dziewięciu miesiącach zatęskniłem jednak za koncertami.

A skończył pan już studia filozoficzne na Uniwersytecie w Toruniu?

Tak, ale pracy doktorskiej jeszcze nie obroniłem, choć napisałem. Może stanie się to wiosną, jestem w stałym kontakcie z moim promotorem. Myślę, że jest to ciekawa praca, publikowałem już kilka artykułów na ten temat.

Inaczej pan patrzy na muzykę po tych studiach?

Na pewno. Trzecia część mojej pracy, „Interpretacja dzieła sztuki w kontekście jego tożsamości", dotyczy jakości metafizycznych w muzyce, a u Bacha duchowość i religijność ma ogromne znaczenie, więc rozmaite lektury związane ze studiami pomogły mi lepiej to wydobyć. Bach jest przy tym kompozytorem, który pozwała wykonawcy zaznaczyć swoją indywidualność, choć to możliwe właśnie wtedy, kiedy utwór jest „ograny", kiedy zrasta się z artystą nie tylko pod względem technicznym, ale i emocjonalnym.

Pan tak traktuje chyba wszystkich kompozytorów, dlatego powoli dołącza do swojego repertuaru nowe utwory.

Przygoda z utworem musi trwać, by z biegiem czasu zmieniał się pod palcami, miał swoje życie. To nie może być tak jak w szkole, kiedy uczeń się uczy, zdobywa stopień na sprawdzianie i bierze się do nowych rzeczy. Lubię z utworem być, wrócić do niego po jakimś czasie i spojrzeć z innej strony, dostrzec coś, czego nie widziałem wcześniej. I dopiero wówczas mogę wejść do studia.

A jest szansa, że niebawem wystąpi pan w Polsce?

W listopadzie wykonam V koncert Beethovena w Poznaniu. Myślę już o projekcie na rok 2018 z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległości. Zagram w Warszawie, chciałbym wystąpić w Bydgoszczy w repertuarze oczywiście polskim, co nie oznacza wyłącznie Chopina, ale i Szymanowskiego, na przykład IV symfonię koncertującą.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE