Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Rafał Blechacz na nowej płycie gra Bacha

Universal
Pianista Rafał Blechacz opowiada Jackowi Marczyńskiemu, że kiedyœ chciał być organistš, więc na nowej płycie gra Bacha.

Rzeczpospolita: Czy pan wie, że kilkunastoletni Chopin grywał na organach do mszy?

Rafał Blechacz: Tak, w warszawskim koœciele ss. Wizytek.

I znał pan tę historię, kiedy sam jako chłopak grał w koœciele w rodzinnym Nakle?

Tak, ale nie miało to wpływu na mojš decyzję. Po prostu wczeœnie polubiłem Bacha i byłem zafascynowany organami, ich potężnym brzmieniem, możliwoœciš regulowania barwy. No i lubiłem obserwować naszego organistę. Chciałem być taki jak on, tak wyobrażałem sobie własnš przyszłoœć. W ogóle moje poczštki muzyczne mocno zwišzane były z muzykš religijnš, grajšc, powtarzałem zapamiętane pieœni, kolędy, w wieku siedmiu lat znałem stałe częœci muzyczne mszy. Miałem je opanowane we wszystkich tonacjach, jak muszš to umieć organiœci.

Pierwsze doœwiadczenia organowe pomagały potem panu jako pianiœcie?

Zdecydowanie. Gdy jako dziecko grałem jednš rękš, nie miałem kłopotu z doborem drugiej jako harmonicznego akompaniamentu. A pierwszym konkursem, w którym brałem udział, był właœnie Konkurs Bachowski w Gorzowie Wielkopolskim. Miałem 11 lat, a zdobyłem I nagrodę w najstarszej grupie wiekowej. Utwory Bacha grałem wtedy, nie używajšc pedałów fortepianu, bo nie sięgałem do nich nogami. W programie był też obowišzkowy nokturn Chopina, musiałem wówczas zsunšć się z krzesła i wykonałem go właœciwie na stojšco. Na moim pierwszym występie z orkiestrš w 1997 roku w radiowym Studiu im. Lutosławskiego też był Bach, koncert A-dur. Naprawdę lubiłem jego muzykę, byłem zafascynowanš jej wielogłosowoœciš.

Długo jednak trwało, nim zdecydował się pan swojego Bacha pokazać na płycie.

Od dawna mam w repertuarze jego utwory, które na tle innych kompozytorów dobrze pasujš do programów koncertowych, niekoniecznie jednak powstałaby z nich płytowa całoœć. A poza tym, zanim wejdzie się do studia, trzeba utwór ograć w różnych salach, w różnych warunkach akustycznych, na różnych fortepianach. W listopadzie 2015 roku ten moment w końcu nadszedł i wydaje mi się, że powstało ciekawe połšczenie. Sš na płycie dwie partity, obudowane koncertem włoskim, czterema duetami, dodałem jeszcze fantazję i fugę a-moll, bardzo organowy utwór.

A Bach z orkiestrš?

Nagranie na płytę jego koncertów byłoby bardzo ciekawe, ale moje bliższe plany zwišzane sš raczej z Beethovenem. Mam teraz dużo występów z jego trzecim i pištym koncertem, wczeœniej wykonywałem drugi i czwarty, więc warto byłoby je utrwalić na płycie. Nie wiem, czy zdecyduję się od razu nagrać wszystkie pięć, choć od pewnego czasu taki pomysł coraz bardziej mnie pocišga. Zresztš od dawna namawia mnie na to firma Deutsche Grammophon.

Polska publicznoœć jednak nie bardzo wie, co pan właœciwie porabia.

Teraz może dowiedzieć się więcej, bo niedawno założyłem stronę na Facebooku. Pomaga mi w tym moja agencja z Hanoweru, ponieważ w miesišcach, kiedy ma się więcej koncertów, nie sposób samemu kontrolować Facebooka. Zachęcam do odwiedzenia, sš tam różne aktualne informacje.

Ile daje pan koncertów rocznie?

Czterdzieœci parę lub nieco więcej, w tym roku będzie ich 55. To liczba optymalna, pozwala utrzymać równowagę między prywatnym życiem, ćwiczeniem nowych utworów i pokazywaniem się w ważnych miejscach.

Te ważne miejsca dla pana to...?

Wiedeń, Paryż, Londyn, Nowy Jork, Tokio, a moje ulubione sale to Concertgebouw w Amsterdamie, Musikverein we Wiedniu, Tonhalle w Zurychu, Herkulessaal w Monachium, oczywiœcie Wigmore Hall w Londynie.

W 2016 roku w ogóle pan zniknšł z estrad.

Miałem tylko trzy koncerty, dwa w Wiedniu oraz jeden na Gilmore Festival, co wynikało z faktu otrzymania nagrody od Fundacji Gilmore'a w 2014 roku. Przerwę przeznaczyłem głównie na pracę nad nowym repertuarem, niezbędnš po dziesięciu latach koncertowania. Trzeba było nabrać trochę œwieżego powietrza. To był naprawdę fajny rok, choć gdzieœ tak po dziewięciu miesišcach zatęskniłem jednak za koncertami.

A skończył pan już studia filozoficzne na Uniwersytecie w Toruniu?

Tak, ale pracy doktorskiej jeszcze nie obroniłem, choć napisałem. Może stanie się to wiosnš, jestem w stałym kontakcie z moim promotorem. Myœlę, że jest to ciekawa praca, publikowałem już kilka artykułów na ten temat.

Inaczej pan patrzy na muzykę po tych studiach?

Na pewno. Trzecia częœć mojej pracy, „Interpretacja dzieła sztuki w kontekœcie jego tożsamoœci", dotyczy jakoœci metafizycznych w muzyce, a u Bacha duchowoœć i religijnoœć ma ogromne znaczenie, więc rozmaite lektury zwišzane ze studiami pomogły mi lepiej to wydobyć. Bach jest przy tym kompozytorem, który pozwała wykonawcy zaznaczyć swojš indywidualnoœć, choć to możliwe właœnie wtedy, kiedy utwór jest „ograny", kiedy zrasta się z artystš nie tylko pod względem technicznym, ale i emocjonalnym.

Pan tak traktuje chyba wszystkich kompozytorów, dlatego powoli dołšcza do swojego repertuaru nowe utwory.

Przygoda z utworem musi trwać, by z biegiem czasu zmieniał się pod palcami, miał swoje życie. To nie może być tak jak w szkole, kiedy uczeń się uczy, zdobywa stopień na sprawdzianie i bierze się do nowych rzeczy. Lubię z utworem być, wrócić do niego po jakimœ czasie i spojrzeć z innej strony, dostrzec coœ, czego nie widziałem wczeœniej. I dopiero wówczas mogę wejœć do studia.

A jest szansa, że niebawem wystšpi pan w Polsce?

W listopadzie wykonam V koncert Beethovena w Poznaniu. Myœlę już o projekcie na rok 2018 z okazji 100. rocznicy odzyskania niepodległoœci. Zagram w Warszawie, chciałbym wystšpić w Bydgoszczy w repertuarze oczywiœcie polskim, co nie oznacza wyłšcznie Chopina, ale i Szymanowskiego, na przykład IV symfonię koncertujšcš.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL