Reklama

Mozart z dodatkiem tańca brzucha

„Uprowadzenie z seraju” mogłoby być bardzo dobrym przedstawieniem, gdyby ktoś poskromił reżysera i okazał więcej dobrego smaku.

Aktualizacja: 26.04.2018 18:43 Publikacja: 26.04.2018 18:29

Foto: Jarosław Budzyński/WOK

W dziejach Warszawskiej Opery Kameralnej takiego tłoku na scenie jeszcze nie było: pląsające niewolnice, tancerka w stroju pozłacanej fontanny, eunuch, żołnierze, ucięte głowy na dzidach, klawesyn i palma, a nawet Mozart z żoną i dwójką małych dzieci.

W tym tłoku przeciskają się bohaterowie „Uprowadzenia z seraju”, uroczej, choć staroświeckiej komedii Mozarta. To kameralny utwór o młodzieńcu, który dotarł do seraju baszy Selima, by tam odnaleźć ukochaną Konstancję.

Miłosne perypetie w typowym XVIII-wiecznym stylu z trudem dają się zaadoptować we współczesnym teatrze, choć wielu reżyserów takie próby podejmuje. Zaproszony przez WOK Jurij Aleksandrow postanowił natomiast udowodnić, że da się i dziś zrobić zabawny spektakl.

Rosyjski reżyser ma rację, „Uprowadzenie z seraju” to świetna komedia, ale – jak to u Mozarta – śmiech powinien przeplatać się z refleksją. Tymczasem Aleksandrow postąpił tak, jakby chciał, aby widz zaśmiewał się nieustannie z każdego gestu czy kroku poszczególnych postaci. I nie uchronił wykonawców od pokusy komediowej szarży w nie najlepszym stylu.

Kolorowy spektakl obciążony jest grzechem nadmiaru także barw i detali w skądinąd ładnie pomyślanych kostiumach i dekoracjach. Reżyser zapomniał też, że muzyka Mozarta ma nie tylko śmieszyć, bo dla Konstancji kompozytor napisał piękną, liryczno-heroiczną arię, zatupaną tu przez hurysy. Śpiewająca z dużą kulturą Aleksandra Bubicz-Mojsa zdawała się być jedynie dodatkiem.

Reklama
Reklama

Największą wartością są więc młodzi wykonawcy: pełna temperamentu, o ładnym głosie Paulina Horajska (Blonde), bas Sebastian Marszałowicz i obiecujący, choć jeszcze dość surowy wokalnie tenor Jacek Szponarski (Belmonte).

To kolejna premiera WOK i kolejny dyrygent, któremu powierzono zespół instrumentów dawnych tego teatru. Brak stałego szefa nie pomaga w wypracowaniu wyraźnego oblicza stylistycznego. A Marcin Sompoliński nie potrafił osiągnąć właściwych proporcji brzmieniowych, co tylko częściowo można tłumaczyć chęcią nadania muzyce „tureckiego” charakteru.

Kultura
Słowacki Trenczyn Europejską Stolicą Kultury 2026
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kultura
Bożena Dykiel. Od nimfy na Hondzie do lokatorki z domu na Wspólnej
Kultura
Nie żyje Bożena Dykiel
Kultura
Sztuka i biznes. Artyści na jubileusz Totalizatora Sportowego
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama